Gość (83.4.*.*)
Wchodząc do klubu fitness, siłowni czy na basen, niemal zawsze natykamy się na tabliczkę z napisem: „Za rzeczy pozostawione w szafkach klub nie ponosi odpowiedzialności”. Dla wielu z nas brzmi to jak ostateczny wyrok – jeśli ktoś przetnie kłódkę i zabierze nasz telefon, jesteśmy stratni. Tymczasem rzeczywistość prawna wygląda zupełnie inaczej. Takie zapisy w regulaminach są klasycznym przykładem klauzul niedozwolonych (abuzywnych), które nie wiążą konsumenta, nawet jeśli podpisał on regulamin.
Głównym argumentem właścicieli obiektów sportowych jest fakt, że w szatniach – ze względu na ochronę prywatności i dóbr osobistych – nie można instalować kamer. To prawda, prawo do prywatności uniemożliwia podglądanie klientów w miejscach, gdzie się przebierają. Jednak w prawie cywilnym brak możliwości monitorowania danego pomieszczenia nie jest tożsamy z brakiem możliwości zabezpieczenia mienia w inny sposób.
Klub fitness, jako profesjonalny podmiot prowadzący działalność gospodarczą, ma obowiązek zapewnić swoim klientom bezpieczne warunki korzystania z usług. Skoro klient nie może zabrać hantli czy maty na salę treningową wraz z całym swoim ekwipunkiem (plecakiem, kurtką, portfelem), klub musi stworzyć warunki do ich bezpiecznego przechowania. Zapewnienie szafki z zamkiem jest formą zawarcia tzw. dorozumianej umowy przechowania.
Zgodnie z Kodeksem cywilnym, przedsiębiorca odpowiada za szkodę wynikłą z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania. Jeśli klub udostępnia szafkę, to bierze na siebie obowiązek pieczy nad rzeczami, które się w niej znajdują. Argument o braku monitoringu upada, ponieważ istnieją inne metody dbania o bezpieczeństwo:
Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wielokrotnie podkreślał, że wyłączanie odpowiedzialności „z góry” za wszelkie szkody jest sprzeczne z dobrymi obyczajami i rażąco narusza interesy konsumenta.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) prowadzi rejestr klauzul niedozwolonych, w którym znajduje się wiele zapisów dotyczących właśnie siłowni i klubów fitness. Każdy zapis, który jednostronnie zdejmuje z przedsiębiorcy odpowiedzialność za kradzież lub zniszczenie mienia klienta, jest uznawany za nieważny.
Warto wiedzieć, że jeśli regulamin zawiera taką klauzulę, nie oznacza to, że cały regulamin jest nieważny. Nieważny jest tylko ten konkretny, krzywdzący zapis. W przypadku kradzieży, klient ma pełne prawo domagać się odszkodowania od klubu, a fakt istnienia „tabliczki” w szatni nie ma mocy prawnej w starciu z przepisami Kodeksu cywilnego.
Choć klub nie może całkowicie wyłączyć swojej odpowiedzialności, nie oznacza to, że odpowiada za każdą rzecz w każdej sytuacji. Istnieje pojęcie „rzeczy zwyczajowo wnoszonych”. Jeśli do szafki włożysz zegarek o wartości 50 tysięcy złotych lub 100 tysięcy złotych w gotówce, a klub oferuje bezpłatny depozyt w recepcji, Twoje roszczenie może zostać ograniczone. Sąd może uznać, że jako konsument nie zachowałeś należytej staranności, pozostawiając przedmioty o nadzwyczajnej wartości w zwykłej, metalowej szafce.
Jeśli mimo zamknięcia szafki Twoje rzeczy zniknęły, nie daj się zbyć pracownikowi recepcji twierdzącemu, że „regulamin wyłącza odpowiedzialność”. Oto kroki, które warto podjąć:
Pamiętaj, że kluby fitness zazwyczaj posiadają ubezpieczenie OC działalności gospodarczej. Często niechęć do uznania roszczenia wynika po prostu z obawy przed wzrostem składki ubezpieczeniowej lub braku wiedzy personelu o obowiązujących przepisach ochrony konsumenta. Znajomość swoich praw to pierwszy krok do skutecznego odzyskania równowartości skradzionego mienia.