Gość (83.4.*.*)
Termin „spacer wstydu” najczęściej kojarzy się z sytuacją, w której osoba zatrzymana przez służby jest prowadzona w kajdankach przez miejsce publiczne, często w blasku fleszy i pod czujnym okiem kamer. Choć dla opinii publicznej może to wyglądać na sprawiedliwy element procedury, prawo stawia tutaj bardzo wyraźne granice. Granice te wynikają przede wszystkim z ochrony godności ludzkiej oraz fundamentalnej zasady domniemania niewinności.
W polskim systemie prawnym, podobnie jak w większości krajów demokratycznych, każdy jest niewinny, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu. „Spacer wstydu” staje się niezgodny z prawem w momencie, gdy jego głównym celem jest publiczne napiętnowanie osoby zatrzymanej, a nie względy bezpieczeństwa czy logistyka procesowa.
Jeśli policja lub inne służby celowo wystawiają zatrzymanego na widok publiczny, informując wcześniej media o godzinie i miejscu doprowadzenia do prokuratury, naruszają art. 42 ust. 3 Konstytucji RP. Takie działanie sugeruje winę danej osoby jeszcze przed rozpoczęciem procesu, co może być uznane za naruszenie dóbr osobistych i prawa do rzetelnego procesu.
Kajdanki są środkiem przymusu bezpośredniego, a ich użycie musi być uzasadnione. Zgodnie z przepisami, można ich użyć w celu udaremnienia ucieczki, zapobieżenia agresji lub niszczeniu mienia. „Spacer wstydu” w pełnym rynsztunku (np. kajdanki zespolone na ręce i nogi) prowadzony przed kamerami jest niezgodny z prawem, jeżeli:
Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz) wielokrotnie podkreślał, że pokazywanie podejrzanych w kajdankach w sytuacjach publicznych, jeśli nie jest to absolutnie konieczne dla bezpieczeństwa, stanowi naruszenie art. 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który zakazuje poniżającego traktowania.
Kolejnym aspektem jest kwestia publikacji wizerunku. Służby mają obowiązek dbać o to, aby dane i twarz osoby zatrzymanej nie zostały bezprawnie ujawnione. Jeśli funkcjonariusze pozwalają fotoreporterom na swobodne robienie zdjęć twarzy zatrzymanego bez żadnego zabezpieczenia, dochodzi do naruszenia dóbr osobistych.
Nawet jeśli twarz jest „zapikselowana”, ale osoba jest łatwo rozpoznawalna dla swojego otoczenia (np. poprzez charakterystyczny ubiór, miejsce zatrzymania czy podanie zbyt szczegółowych inicjałów), może to być podstawą do roszczeń odszkodowawczych przeciwko Skarbowi Państwa.
Warto wiedzieć, że Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu w swoich wyrokach (np. w sprawie Jeronovičs przeciwko Łotwie) zaznacza, że państwo ma obowiązek chronić zatrzymanych przed publicznym upokorzeniem. Oznacza to, że policja powinna np. używać tylnych wyjść z budynków lub zasłaniać twarz zatrzymanego, jeśli istnieje ryzyko, że przed budynkiem czekają media.
Jeśli „spacer wstydu” zostanie uznany za bezprawny, osoba poszkodowana ma kilka dróg dochodzenia swoich praw:
W polskim orzecznictwie zapadało już wiele wyroków, w których sądy przyznawały rację zatrzymanym, uznając, że demonstracyjne prowadzenie ich w kajdankach przed kamerami było nieuzasadnioną represją, która miała na celu jedynie wywołanie efektu propagandowego.
Podsumowując, „spacer wstydu” jest niezgodny z prawem zawsze wtedy, gdy:
Prawo do godności przysługuje każdemu – bez względu na to, o co jest podejrzany. Służby mundurowe są zobowiązane do działania w granicach prawa, a każda próba „wymierzania sprawiedliwości” poprzez publiczne upokorzenie może skończyć się dla państwa kosztownymi procesami.