Gość (37.30.*.*)
Zastanawiając się nad tym, co kształtuje nasz charakter, nawyki i sposób bycia, często stajemy przed dylematem: geny czy wychowanie? Choć biologia odgrywa ogromną rolę, psychologia społeczna od dekad dostarcza fascynujących dowodów na to, że kluczem do zrozumienia człowieka jest jego otoczenie. Dwie potężne koncepcje – teoria społecznego uczenia się Alberta Bandury oraz teoria socjalizacji grupowej Judith Rich Harris – rzucają zupełnie inne światło na to, jak stajemy się tym, kim jesteśmy. Choć na pierwszy rzut oka mogą wydawać się podobne, diabeł tkwi w szczegółach, a konkretnie w tym, kogo uznamy za naszego najważniejszego nauczyciela.
Teoria społecznego uczenia się (Social Learning Theory – SLT), sformułowana przez Alberta Bandurę w latach 70. XX wieku, zrewolucjonizowała myślenie o ludzkim zachowaniu. Bandura odszedł od prostego behawioryzmu (nagroda-kara) i zauważył, że ludzie uczą się przede wszystkim poprzez obserwację innych. Nie musimy sami sparzyć się o piecyk, by wiedzieć, że jest gorący – wystarczy, że zobaczymy reakcję kogoś innego.
Głównym mechanizmem jest tutaj modelowanie. Proces ten składa się z czterech etapów: uwagi (musimy zauważyć zachowanie), retencji (musimy je zapamiętać), reprodukcji (musimy być zdolni je powtórzyć) oraz motywacji (musimy chcieć to zrobić, zazwyczaj licząc na podobne korzyści, jakie odniósł model).
Przykład w praktyce: Wyobraźmy sobie dziecko, które obserwuje, jak jego starsza siostra uprzejmie prosi o dokładkę obiadu i zostaje za to pochwalona przez rodziców. Dziecko, widząc pozytywne wzmocnienie u siostry, prawdopodobnie samo zacznie używać słowa „proszę”, licząc na podobną aprobatę. To klasyczny przykład uczenia się przez obserwację.
Judith Rich Harris w swojej głośnej i kontrowersyjnej teorii socjalizacji grupowej (Group Socialization Theory – GST) postawiła odważną tezę: wpływ rodziców na osobowość dziecka jest przeceniany, a kluczowym czynnikiem kształtującym dorosłego człowieka jest grupa rówieśnicza. Harris twierdzi, że dzieci posiadają dwa odrębne systemy zachowań – jeden domowy i drugi zewnętrzny. To ten drugi, szlifowany w grupie rówieśników, staje się fundamentem naszej dorosłej osobowości.
Według Harris, socjalizacja odbywa się poprzez identyfikację z grupą i chęć dopasowania się do jej norm. Dzieci nie chcą być „małymi dorosłymi”, chcą być „skutecznymi dziećmi” w swojej grupie. To tam uczą się hierarchii, lojalności i kodów kulturowych.
Przykład w praktyce: Dziecko imigrantów może w domu mówić z silnym akcentem swoich rodziców, ale w szkole, wśród rówieśników, będzie mówiło z idealnym lokalnym akcentem. To nie rodzice są dla niego wzorcem językowym, lecz grupa, do której chce przynależeć. Jeśli te dwa światy wejdą w konflikt, grupa rówieśnicza niemal zawsze wygra.
Obie teorie łączy przekonanie, że środowisko społeczne jest kluczowe, ale różnią się w kwestii tego, kto jest najważniejszym modelem. Bandura kładzie nacisk na mechanizm uczenia się (jak chłoniemy wiedzę z otoczenia), podczas gdy Harris wskazuje konkretny kontekst (gdzie i od kogo się uczymy).
Można powiedzieć, że teoria społecznego uczenia się dostarcza „narzędzi”, a teoria socjalizacji grupowej wskazuje „plac budowy”. Przenikają się one w momencie, gdy analizujemy, jak grupa rówieśnicza wpływa na jednostkę – przecież wewnątrz grupy dzieci uczą się właśnie poprzez modelowanie i obserwację, o których pisał Bandura. Różnica polega na tym, że Harris uważa, iż modelowanie rodziców ma charakter tymczasowy i sytuacyjny, a modelowanie rówieśników – trwały i kształtujący tożsamość.
W nauce każda teoria musi zmierzyć się z krytyką i próbą falsyfikacji. W przypadku tych dwóch koncepcji istnieją istotne argumenty podważające ich absolutną uniwersalność.
Zamiast wybierać jedną z tych teorii, warto spojrzeć na nie jako na uzupełniające się elementy układanki. Teoria Bandury wyjaśnia, dlaczego przejmujemy nawyki od osób, które podziwiamy (np. idoli z mediów społecznościowych), natomiast teoria Harris tłumaczy, dlaczego nastolatek nagle zmienia styl ubierania się i słownictwo, mimo że w domu uczono go czegoś zupełnie innego.
Współczesna psychologia sugeruje, że socjalizacja to proces wielowymiarowy. Rodzice dają nam „bazę” i zasady moralne (często działając poprzez modelowanie Bandury), ale to grupa rówieśnicza testuje te zasady w praktyce i pomaga nam wypracować społeczną tożsamość (zgodnie z GST). Zrozumienie obu tych mechanizmów pozwala lepiej pojąć, dlaczego jako dorośli jesteśmy mieszanką rodzinnych tradycji, rówieśniczych trendów i własnych, wypracowanych przez obserwację przekonań.
W kontekście teorii Harris warto wspomnieć o badaniach nad rodzeństwem. Okazuje się, że dzieci wychowywane w tej samej rodzinie często różnią się od siebie tak bardzo, jakby były obcymi ludźmi. Harris argumentuje, że dzieje się tak dlatego, iż każde z nich zajmuje inną niszę w swojej grupie rówieśniczej i inaczej pozycjonuje się wewnątrz rodziny, co tylko potwierdza, że to dynamika grupy, a nie „wspólne ognisko domowe”, rzeźbi naszą unikalność.