Gość (37.30.*.*)
Wchodząc do sali przedszkolnej lub szkolnej, wkraczamy do fascynującego mikroświata, w którym od pierwszych minut toczy się gra o status. Choć dzieci nie używają terminologii socjologicznej, instynktownie dążą do zdobycia wpływów i uznania w grupie rówieśniczej. To, czy dziecko wybierze drogę współpracy i empatii (strategie prospołeczne), czy też postawi na dominację, zastraszanie i manipulację (strategie koercyjne), nie jest kwestią przypadku. To wypadkowa temperamentu, środowiska oraz wzorców, które serwują im dorośli.
Zanim przejdziemy do roli dorosłych, warto zdefiniować dwa główne nurty zdobywania statusu. Strategie koercyjne (wymuszające) opierają się na agresji fizycznej lub relacyjnej, groźbach i zabieraniu zasobów. Dziecko „rządzi”, bo inni się go boją lub czują się zdominowani. Z kolei strategie prospołeczne opierają się na dzieleniu się, pomaganiu, mediacji i budowaniu sojuszy opartych na sympatii.
Ciekawostką jest fakt, że w psychologii ewolucyjnej wyróżnia się tzw. „kontrolerów bistrategicznych”. To dzieci, które potrafią mistrzowsko żonglować obiema metodami – są urocze i pomocne wobec nauczycieli, a jednocześnie potrafią być bezwzględne w egzekwowaniu swojej pozycji wśród rówieśników. To właśnie one często zajmują najwyższe szczeble w hierarchii.
Dorośli w szkole i przedszkolu – nauczyciele, wychowawcy, a nawet personel pomocniczy – pełnią rolę „regulatorów” dynamiki grupowej. Ich wpływ objawia się na kilku poziomach:
Teoria Alberta Bandury rzuca jasne światło na to, dlaczego dzieci wybierają konkretne ścieżki kariery społecznej. Według niej, zachowanie nie jest tylko wynikiem instynktów, ale przede wszystkim obserwacji i naśladowania innych.
W kontekście statusu w szkole proces ten wygląda następująco:
Judith Rich Harris, autorka tej teorii, postawiła kontrowersyjną, ale popartą badaniami tezę: to nie rodzice, a grupa rówieśnicza ma decydujący wpływ na kształtowanie się osobowości i strategii społecznych dziecka.
Z perspektywy tej teorii, wybór strategii zależy od norm panujących w konkretnej grupie:
Wybór między byciem „dobrym duchem” klasy a „małym tyranem” zależy od interakcji kilku czynników. Po pierwsze, istotny jest temperament – dzieci o wysokiej reaktywności i trudnościach w samoregulacji częściej sięgają po koercję. Po drugie, kluczowy jest klimat klasy. W grupach, gdzie nauczyciel buduje relacje oparte na zaufaniu i promuje empatię, strategie prospołeczne stają się „walutą” o wyższej wartości.
Warto wiedzieć, że długofalowo strategie prospołeczne są znacznie bardziej opłacalne. Choć dzieci koercyjne mogą mieć wysoką pozycję (być „widoczne” i wpływowe), rzadko są szczerze lubiane. Dzieci prospołeczne budują trwałe więzi, które w dorosłym życiu przekładają się na lepszą inteligencję emocjonalną i sukcesy zawodowe.
Dorośli mają więc za zadanie nie tylko uczyć tabliczki mnożenia, ale przede wszystkim tworzyć środowisko, w którym bycie pomocnym i empatycznym po prostu „opłaca się” bardziej niż dominacja siłowa. To właśnie w ten sposób kształtuje się fundamenty przyszłego społeczeństwa.