Gość (37.30.*.*)
Józef Piłsudski to postać, która do dziś budzi ogromne emocje. Był architektem polskiej niepodległości, Naczelnikiem Państwa, Pierwszym Marszałkiem, a po przewrocie majowym – faktycznym dyktatorem, który z tylnego siedzenia sterował całym krajem. W historii wielu liderów o takiej skali władzy prędzej czy później sięgało po koronę lub ogłaszało się dożywotnimi władcami. Dlaczego więc Piłsudski nigdy nie został królem, mimo że w pewnych kręgach pojawiały się takie sugestie?
Zanim Józef Piłsudski stał się "Dziadkiem" i mężem stanu, był aktywnym działaczem Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS). Choć sam mawiał, że "jechał czerwonym tramwajem do przystanku Niepodległość, na którym wysiadł", jego korzenie polityczne były głęboko osadzone w ideach republikańskich i demokratycznych. Walka z caratem, którą prowadził przez lata, była walką z absolutystyczną monarchią. Trudno byłoby mu zatem, po odzyskaniu wolności, przyjąć tytuł, który kojarzył się z uciskiem i systemem, który starał się obalić.
Polska po 123 latach zaborów odrodziła się jako nowoczesna republika. W 1918 roku monarchie w Europie Środkowo-Wschodniej upadały jedna po drugiej – zniknęli Romanowowie, Habsburgowie i Hohenzollernowie. Ustanowienie królestwa w Polsce byłoby w tamtym czasie postrzegane jako ruch anachroniczny i sprzeczny z duchem czasu.
Marszałek miał specyficzne podejście do sprawowania rządów. Nie interesowały go ceremoniały, bale, złote korony czy sztywne etykiety dworskie. Piłsudski był człowiekiem czynu, żołnierzem, który najlepiej czuł się w swoim gabinecie w Belwederze lub w Sulejówku, otoczony zaufanymi współpracownikami.
Kiedy po przewrocie majowym w 1926 roku Zgromadzenie Narodowe wybrało go na Prezydenta RP, Piłsudski... odmówił przyjęcia tego urzędu. Uznał, że ówczesna konstytucja daje prezydentowi zbyt małe uprawnienia, czyniąc z niego jedynie figuranta. Jeśli nie chciał być "malowanym" prezydentem, tym bardziej nie chciałby być królem, którego rola w nowoczesnym państwie często sprowadza się do reprezentowania kraju, a nie realnego decydowania o jego losach.
Co ciekawe, pomysł uczynienia Piłsudskiego królem nie był całkowicie wyssany z palca. W latach 20. i 30. istniały w Polsce środowiska konserwatywne (np. tzw. konserwatyści krakowscy czy wileńscy), które widziały w Marszałku kogoś na kształt "monarchy bez korony". Uważali oni, że silna, jednoosobowa władza jest jedynym ratunkiem dla młodego państwa targanego sporami partyjnymi.
Niektórzy zwolennicy Piłsudskiego, zwłaszcza z kręgów sanacyjnych, tworzyli wokół niego swoisty kult jednostki, który momentami przypominał cześć oddawaną władcom. Jednak sam zainteresowany ucinał wszelkie spekulacje na ten temat. Dla niego najważniejsza była armia i bezpieczeństwo państwa, a nie tytulatura.
Warto zwrócić uwagę na tytuł, który Piłsudski przyjął na samym początku niepodległości – Naczelnik Państwa. Nie był to tytuł prezydencki ani królewski. Nawiązywał on bezpośrednio do Tadeusza Kościuszki i tradycji powstańczych. Był to tytuł tymczasowy, dyktatorski w sensie rzymskim (władza nadzwyczajna na czas kryzysu), co idealnie oddawało charakter Piłsudskiego: lidera na trudne czasy, który nie potrzebuje korony, by rządzić narodem.
Większość monarchii opiera się na zasadzie dziedziczności. Józef Piłsudski miał dwie córki – Wandę i Jadwigę. Choć darzył je ogromną miłością, nigdy nie przejawiał ambicji budowania dynastii, która mogłaby przejąć po nim stery w państwie. Jego wizja Polski opierała się na silnym państwie i sprawnym aparacie urzędniczym, a nie na rodowej sukcesji.
Piłsudski zdawał sobie sprawę, że jego autorytet wynika z jego czynów, legendy legionowej i zwycięstwa w wojnie polsko-bolszewickiej, a nie z "bożego pomazania". Wiedział, że korona na jego głowie mogłaby stać się obiektem drwin i osłabić jego realny wpływ na politykę, zamiast go wzmocnić.
Józef Piłsudski nie został królem, ponieważ:
Choć formalnie nigdy nie nosił korony, w pamięci wielu Polaków zapisał się jako postać niemal mityczna, której autorytet przewyższał niejednego koronowanego władcę tamtych czasów. Jego rządy po 1926 roku, choć autorytarne, opierały się na specyficznej relacji z narodem, w której tytuły miały drugorzędne znaczenie.