Gość (37.30.*.*)
Konstytucja 3 maja to dla większości Polaków symbol nowoczesności, patriotyzmu i genialnej myśli politycznej XVIII wieku. Przez dekady uczono nas o niej jako o dokumencie przełomowym, który stawiał Polskę w awangardzie cywilizowanego świata. Jednak w ostatnich latach coraz częściej w debacie publicznej pojawiają się głosy krytyczne. Współcześni badacze, socjologowie i publicyści wytykają jej, że w rzeczywistości nie była aż tak postępowa, jak nam się wydaje – zwłaszcza w kwestii praw chłopów, kobiet czy szeroko pojętej tożsamości płciowej. Skąd biorą się te zarzuty i czy są one sprawiedliwe?
Głównym źródłem współczesnych zarzutów wobec Konstytucji 3 maja jest zjawisko, które historycy nazywają prezentyzmem. Polega ono na ocenianiu wydarzeń i dokumentów sprzed setek lat przez pryzmat współczesnych wartości, norm moralnych i wiedzy socjologicznej.
Z dzisiejszej perspektywy dokument, który nie daje kobietom prawa głosu, a większości społeczeństwa (chłopom) nie zapewnia wolności osobistej, wydaje się opresyjny. Jednak w 1791 roku standardy "nowoczesności" wyglądały zupełnie inaczej. Twórcy ustawy rządowej musieli balansować między rewolucyjnymi ideami oświecenia a brutalną rzeczywistością polityczną i oporem konserwatywnej szlachty.
Najczęstszym zarzutem wobec Konstytucji 3 maja jest to, że de facto utrzymała ona poddaństwo chłopów. Choć artykuł IV mówił o "opiece prawa i rządu krajowego" nad ludem rolniczym, w praktyce nie znosił on pańszczyzny ani nie nadawał chłopom wolności osobistej.
Z czego wynika krytyka?
Warto jednak pamiętać o ciekawostce: na tamte czasy nawet takie sformułowanie było krokiem milowym. Po raz pierwszy w historii Polski uznano, że chłop jest częścią narodu, nad którą państwo ma jakąkolwiek jurysdykcję, co otwierało drogę do dalszych reform (jak np. późniejszy Uniwersał Połaniecki Kościuszki).
Kolejnym punktem zapalnym w nowoczesnych dyskusjach jest całkowite pominięcie kobiet w strukturach politycznych. Konstytucja 3 maja była dokumentem tworzonym przez mężczyzn i dla mężczyzn (konkretnie dla szlachty i częściowo mieszczan).
Współczesne zarzuty koncentrują się na tym, że:
Czy to czyniło ją nienowoczesną? W kontekście XVIII wieku – niekoniecznie. Nawet słynna francuska Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 1789 roku ignorowała kobiety, co doprowadziło Olimpię de Gouges do napisania Deklaracji Praw Kobiety i Obywatelki (za co zresztą zapłaciła życiem na gilotynie). Zarzuty te wynikają więc z dzisiejszej potrzeby dekonstrukcji historii i pokazania, że "wolność" w tamtym czasie była towarem luksusowym, dostępnym dla nielicznych.
Zarzut o brak nowoczesności w kontekście kwestii genderowych jest najbardziej kontrowersyjny i najmocniej osadzony we współczesnych studiach kulturowych. Krytycy z tego nurtu wskazują, że Konstytucja 3 maja opierała się na binarnym i hierarchicznym podziale społeczeństwa, nie pozostawiając miejsca na jakąkolwiek płynność ról społecznych czy uznanie mniejszości.
Dlaczego takie głosy w ogóle się pojawiają?
Trzeba jednak jasno zaznaczyć: pojęcie "gender" jako konstruktu społecznego w 1791 roku po prostu nie istniało w dyskursie politycznym. Stawianie zarzutu o brak "wrażliwości genderowej" osiemnastowiecznym reformatorom jest z punktu widzenia metodologii historycznej anachronizmem.
Mimo tych wszystkich zarzutów, większość historyków podkreśla, że Konstytucja 3 maja była "cudem" na miarę swoich czasów. Była to próba ratowania państwa w warunkach ekstremalnego zagrożenia. Gdyby twórcy konstytucji spróbowali od razu nadać pełne prawa chłopom i kobietom, prawdopodobnie nie przetrwałaby ona nawet jednego dnia – opór szlachty i sąsiednich mocarstw byłby natychmiastowy i miażdżący.
Ciekawostka: Choć konstytucja nie dawała kobietom praw politycznych, to właśnie polskie arystokratki (jak np. Izabela Czartoryska) odgrywały kluczową rolę w budowaniu nowoczesnej tożsamości narodowej i wspieraniu reform "za kulisami". Ich wpływ na politykę tamtego okresu był ogromny, mimo braku formalnych zapisów w ustawie zasadniczej.
Podsumowując, współczesne zarzuty wobec Konstytucji 3 maja nie wynikają z tego, że dokument ten był "zły" w swoich czasach. Wynikają one z faktu, że jako społeczeństwo zmieniliśmy definicję tego, co uważamy za sprawiedliwe i nowoczesne. Dzisiejsza krytyka pomaga nam lepiej zrozumieć, jak długą drogę przeszliśmy jako cywilizacja – od wolności dla wybranych, do dążenia do równości dla wszystkich.