Gość (37.30.*.*)
Wyobrażenie sobie ewolucji człowieka, która poszłaby w zupełnie innym kierunku, to fascynujące ćwiczenie umysłowe. Gdybyśmy nagle zmienili proporcje naszego ciała, dodali nowe mięśnie i zintensyfikowali unerwienie, stalibyśmy się gatunkiem o zupełnie innych możliwościach fizycznych, ale i nowych wyzwaniach biologicznych. Taka „aktualizacja” organizmu wpłynęłaby na wszystko – od sposobu, w jaki chodzimy, po to, jak postrzegamy dotyk.
Dodanie czterech kości i ośmiu mięśni do każdej dłoni i stopy drastycznie zmieniłoby naszą motorykę małą. W dłoniach dodatkowe elementy kostne mogłyby oznaczać pojawienie się dodatkowych stawów lub nawet szóstego palca o pełnej ruchomości. Osiem dodatkowych mięśni pozwoliłoby na tak precyzyjne ruchy, o jakich dzisiejsi chirurdzy czy pianiści mogą tylko pomarzyć. Prawdopodobnie moglibyśmy operować kilkoma narzędziami naraz z niezwykłą siłą chwytu.
W przypadku stóp, dodatkowe kości i mięśnie mogłyby przywrócić nam chwytność, którą utraciliśmy w toku ewolucji. Nasze stopy stałyby się bardziej elastyczne, co pozwoliłoby na sprawne poruszanie się po trudnym, górzystym terenie czy nawet wspinaczkę po drzewach z niemal taką samą łatwością, jak robią to naczelne.
Zwiększenie długości rąk i nóg o 12 cm przy jednoczesnym ich poszerzeniu o 5–6 cm to zmiana, która mocno wpłynęłaby na fizykę ruchu. Z punktu widzenia biomechaniki, dłuższe kończyny to dłuższe dźwignie.
Dwukrotne powiększenie kolan i łokci oraz wyposażenie ich w sześć dodatkowych mięśni to prawdziwa rewolucja w wytrzymałości stawów. Kolana są jednymi z najbardziej obciążonych elementów ludzkiego szkieletu. Większa powierzchnia stawowa rozkładałaby nacisk na większy obszar, co mogłoby teoretycznie wyeliminować problemy z chrząstką stawową.
Dodatkowe sześć mięśni wokół każdego z tych stawów zapewniłoby niespotykaną stabilizację. Wyobraźmy sobie kolano, którego nie da się skręcić, lub łokieć, który potrafi wygenerować siłę uderzenia kilkukrotnie większą niż u dzisiejszego boksera wagi ciężkiej. Taka konstrukcja sugeruje organizm przystosowany do ogromnych przeciążeń, skoków z dużych wysokości czy podnoszenia ciężarów przekraczających kilkukrotnie masę ciała.
Mięśnie pośladkowe wielkie są kluczowe dla naszej wyprostowanej postawy i zdolności do biegu. Powiększenie ich o blisko 5 cm w każdym wymiarze uczyniłoby z człowieka istotę niesamowicie dynamiczną. Mięśnie te generują moc potrzebną do sprintu i skoku. Większa objętość i długość włókien mięśniowych pozwoliłaby na gromadzenie większej ilości energii elastycznej. Prawdopodobnie bylibyśmy w stanie skakać na wysokość, która dziś jest zarezerwowana dla profesjonalnych atletów, i to bez specjalistycznego treningu.
Najbardziej fascynującą zmianą jest jednak siedmiokrotne zwiększenie liczby nerwów dochodzących do dłoni, stóp i pośladków. To zmiana nie tylko fizyczna, ale przede wszystkim neurologiczna.
Warto pamiętać, że taka maszyna biologiczna potrzebowałaby ogromnej ilości paliwa. Mięśnie i gęsta sieć nerwowa są niezwykle energochłonne. Człowiek o takiej budowie musiałby prawdopodobnie spożywać dwa lub trzy razy więcej kalorii niż obecnie, a jego układ chłodzenia (pocenie się) musiałby być znacznie wydajniejszy, aby zapobiec przegrzaniu podczas pracy tak potężnych mięśni.
Podsumowując, taki model człowieka byłby istotą o niesamowitej sile, szybkości i precyzji, przypominającą raczej biomechaniczną maszynę do zadań specjalnych niż współczesnego Homo sapiens. Choć zyskalibyśmy „supermoce”, nasze życie musiałoby zostać całkowicie podporządkowane dostarczaniu energii do tego potężnego organizmu.