Gość (37.30.*.*)
Każdy z nas przynajmniej raz w życiu trafił na obiedzie na egzemplarz kotleta, który zamiast rozpływać się w ustach, przypominał raczej element obuwia trekkingowego. Kotlet schabowy staje się przysłowiową podeszwą w momencie, gdy traci całą swoją naturalną wilgotność, a włókna mięśniowe kurczą się i twardnieją pod wpływem zbyt wysokiej temperatury lub zbyt długiego czasu obróbki. To proces czysto fizykochemiczny: białka w mięsie (głównie kolagen i elastyna) reagują na ciepło, a jeśli przesadzimy z "ogniem", woda z wnętrza komórek zostaje dosłownie wyciśnięta na zewnątrz.
Głównym winowajcą jest zazwyczaj zbyt długie smażenie na zbyt małym ogniu lub odwrotnie – wrzucenie mięsa na bardzo agresywny tłuszcz, który przypala panierkę, podczas gdy środek wciąż potrzebuje czasu. Kiedy temperatura wewnątrz plastra schabu przekroczy 70-75 stopni Celsjusza, białka ścinają się tak mocno, że mięso staje się zbite i suche.
Innym powodem może być pominięcie etapu rozbijania mięsa. Tłuczek nie służy tylko do robienia hałasu w niedzielne przedpołudnie – jego zadaniem jest przerwanie twardych włókien mięśniowych i tkanki łącznej. Jeśli tego nie zrobimy, mięso podczas smażenia skurczy się gwałtownie, wyginając kotlet w łuk i wypychając soki.
Zjedzenie "podeszwy" samo w sobie nie jest trujące, ale może wiązać się z pewnym dyskomfortem dla naszego organizmu. Przede wszystkim, bardzo suche i twarde mięso jest znacznie trudniejsze do strawienia. Nasz żołądek musi wyprodukować więcej soków trawiennych i poświęcić więcej czasu na rozłożenie zbitych struktur białkowych. Osoby z wrażliwym układem pokarmowym mogą po takim posiłku odczuwać ciężkość lub zgagę.
Prawdziwe zagrożenie zdrowotne pojawia się jednak wtedy, gdy twardość kotleta idzie w parze z jego przypaleniem. Jeśli panierka jest ciemnobrązowa lub czarna, dochodzi do powstania szkodliwych związków, takich jak akrylamid czy wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (WWA). Mają one działanie rakotwórcze i negatywnie wpływają na układ nerwowy. Zatem o ile "gumowate" mięso to głównie problem estetyczny i kulinarny, o tyle zwęglona panierka to już realne obciążenie dla zdrowia.
Aby schabowy zawsze wychodził idealny, warto zastosować kilka sprawdzonych trików, które stosowały nasze babcie, a które znajdują potwierdzenie w nauce o żywności:
To klasyczna metoda, która działa cuda. Kwas mlekowy zawarty w mleku delikatnie rozluźnia włókna mięsne, a enzymy z cebuli dodatkowo je kruszą. Moczenie schabu przez kilka godzin (a najlepiej całą noc) sprawia, że mięso po usmażeniu jest nieprawdopodobnie miękkie.
Schabowe najlepiej smażyć na smalcu lub oleju rzepakowym o wysokim punkcie dymienia. Tłuszcz musi być dobrze rozgrzany – jeśli położymy mięso na zimną patelnię, panierka "wypije" olej, a kotlet będzie niesmaczny i ciężkostrawny. Smażymy krótko, ale intensywnie, z obu stron na złoty kolor.
Podobnie jak steki, kotlety schabowe lubią chwilę odpocząć. Po zdjęciu z patelni warto odłożyć je na 2-3 minuty na talerz (można wyłożyć go ręcznikiem papierowym, by odsączyć nadmiar tłuszczu). W tym czasie soki wewnątrz mięsa rozchodzą się równomiernie, co zapobiega ich wyciekaniu przy pierwszym przekrojeniu.
Jeśli posolisz schab zbyt wcześnie (np. godzinę przed smażeniem) i zostawisz go na blacie, sól wyciągnie wilgoć na zewnątrz w procesie osmozy. Mięso stanie się mokre z wierzchu, co utrudni trzymanie się panierki, a w środku pozostanie suche. Najlepiej solić mięso tuż przed samym panierowaniem lub dodać przyprawy bezpośrednio do mąki czy roztrzepanego jajka.