Gość (37.30.*.*)
Obrazek dziecka siedzącego przy stole, którego nogi miarowo uderzają o ramę krzesła lub po prostu „dyndają” w powietrzu, jest doskonale znany niemal każdemu rodzicowi. Choć dla dorosłych ten rytmiczny ruch bywa irytujący, zwłaszcza podczas wspólnego posiłku, dla malucha jest on często instynktowną reakcją organizmu na dyskomfort lub naturalną potrzebę fizjologiczną. Zrozumienie, co kryje się za tym zachowaniem, pozwala nie tylko zachować spokój, ale przede wszystkim zadbać o prawidłową postawę i rozwój naszej pociechy.
Głównym powodem, dla którego małe dzieci machają nogami, jest fakt, że standardowe krzesła są projektowane z myślą o proporcjach ciała dorosłego człowieka. Gdy dziecko siada na takim meblu, jego stopy nie dotykają podłoża. W tej pozycji grawitacja nieustannie ciągnie nogi w dół, co powoduje spory ucisk na tylną część ud (tuż nad kolanami).
Ten nacisk może prowadzić do nieprzyjemnego mrowienia, drętwienia, a nawet zaburzeń krążenia. Machanie nogami jest więc dla dziecka sposobem na „odpompowanie” krwi i rozluźnienie mięśni. To mechanizm obronny organizmu, który próbuje przywrócić komfort tam, gdzie go brakuje. Wyobraźmy sobie, że siedzimy na bardzo wysokim stołku barowym przez 20 minut bez żadnej podpórki pod stopy – większość z nas również zaczęłaby wiercić się i szukać oparcia.
Kolejnym kluczowym aspektem jest rozwój układu nerwowego. Dzieci intensywnie poznają swoje ciało i jego granice. Ruchy nóg stymulują układ proprioceptywny, czyli tzw. czucie głębokie. Dzięki niemu mózg otrzymuje informacje o tym, w jakiej pozycji znajdują się kończyny bez konieczności patrzenia na nie.
Dla wielu dzieci ruch jest również sposobem na samoregulację. Paradoksalnie, machanie nogami pomaga im się skoncentrować. Kiedy ciało jest w ruchu, mózg łatwiej przetwarza informacje docierające z zewnątrz. Właśnie dlatego dzieci często „wierzgają” najbardziej wtedy, gdy muszą skupić się na jedzeniu, rysowaniu czy słuchaniu opowieści.
Długotrwałe siedzenie bez oparcia dla nóg to nie tylko kwestia chwilowego dyskomfortu. Może ono prowadzić do poważniejszych problemów z postawą:
Rozwiązanie problemu machających nóg zazwyczaj sprowadza się do poprawy ergonomii miejsca, w którym dziecko spędza czas. Oto kilka sprawdzonych sposobów:
To zdecydowanie najlepsze rozwiązanie. Krzesła typu „tripp trapp” posiadają regulowane podnóżki i siedziska. Dzięki temu stopy dziecka zawsze mają solidne oparcie, a kolana są zgięte pod kątem prostym. Taka pozycja jest najbardziej naturalna i najzdrowsza dla kręgosłupa.
Jeśli nie chcemy wymieniać krzesła, możemy dokupić lub samodzielnie wykonać podnóżek. Może to być plastikowy stopień łazienkowy, stabilne pudełko, a nawet kilka grubych książek owiniętych taśmą. Ważne, aby stopy dziecka spoczywały na nim płasko, a nogi nie zwisały bezwładnie.
Dzieci z natury potrzebują ruchu. Jeśli widzimy, że machanie nogami staje się bardzo intensywne, może to być sygnał, że czas na przerwę. Kilka przysiadów, krótka zabawa w „pajacyki” czy po prostu przejście się po pokoju pomoże rozładować napięcie i poprawić krążenie.
Dla dzieci, które mają wyjątkowo dużą potrzebę ruchu, dobrym rozwiązaniem są poduszki sensoryczne (tzw. „jeżyki”) kładzione na siedzisko. Wymuszają one tzw. siedzenie dynamiczne, które angażuje mięśnie głębokie i pozwala na mikroruchy całego ciała, co często wycisza potrzebę gwałtownego machania nogami.
Czy wiesz, że badania nad neuronauką sugerują, iż wiercenie się podczas siedzenia może być bezpośrednio powiązane z wydzielaniem dopaminy i noradrenaliny? U dzieci te neuroprzekaźniki odpowiadają za utrzymanie uwagi. Dlatego „grzeczne siedzenie bez ruchu”, którego często wymagamy od najmłodszych, może być dla nich fizyczną barierą w nauce i zapamiętywaniu. Zamiast więc walczyć z ruchem, warto go ucywilizować, zapewniając dziecku odpowiednie wsparcie dla stóp i ergonomiczną przestrzeń.