Gość (37.30.*.*)
Dyskusja o tym, czym właściwie są prawa człowieka i gdzie kończą się ich granice, to jeden z najgorętszych sporów współczesnej polityki. Zarzut „zawłaszczania” tych praw przez środowiska lewicowe często wynika z fundamentalnej różnicy w rozumieniu tego, co państwo jest winne obywatelowi. Z jednej strony mamy klasyczne podejście liberalne, skupione na wolnościach osobistych, a z drugiej podejście progresywne, które twierdzi, że bez zabezpieczenia potrzeb socjalnych wolność jest jedynie teoretyczna. Aby zrozumieć ten spór, warto przyjrzeć się, jak ewoluowała koncepcja praw człowieka na przestrzeni lat.
Warto zacząć od tego, że prawa człowieka nie są zbiorem wyrytym w kamieniu raz na zawsze. Historycy i prawnicy dzielą je na tak zwane „generacje”. Pierwsza generacja to prawa cywilne i polityczne (wolność słowa, prawo do sądu, wolność wyznania) – to one są fundamentem zachodnich demokracji.
Druga generacja, która zaczęła zyskiwać na znaczeniu po II wojnie światowej, obejmuje prawa gospodarcze, społeczne i kulturalne. To tutaj pojawia się prawo do pracy, ochrony zdrowia czy edukacji. Postulaty takie jak prawo do mieszkania nie są więc nowym „wymysłem”, lecz kontynuacją myśli zawartej chociażby w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 roku. Artykuł 25 tej deklaracji mówi wprost, że każdy ma prawo do stopy życiowej zapewniającej zdrowie i dobrobyt, w tym wyżywienie, odzież i mieszkanie. Z perspektywy lewicy nie jest to więc zawłaszczanie, a próba realnej egzekucji zapisów, które od dekad istnieją na papierze.
Kwestia aborcji budzi największe emocje, ponieważ zderzają się tu dwie odmienne definicje praw człowieka: prawo do życia od poczęcia kontra prawo do samostanowienia i ochrony zdrowia kobiety. Środowiska lewicowe argumentują, że dostęp do bezpiecznej aborcji jest nieodłącznym elementem prawa do prywatności i autonomii cielesnej.
Wiele międzynarodowych organów, takich jak Komitet Praw Człowieka ONZ, coraz częściej interpretuje restrykcyjne prawo antyaborcyjne jako naruszenie zakazu tortur lub nieludzkiego traktowania. Dla krytyków jest to rozszerzanie ideologiczne, dla zwolenników – niezbędna ochrona godności połowy populacji. Spór ten pokazuje, że prawa człowieka są polem nieustannej interpretacji w miarę zmieniającej się wrażliwości społecznej.
Kiedy mowa o prawie do mieszkania lub bezwarunkowym dochodzie podstawowym (UBI), krytycy podnoszą argument, że prawa człowieka nie mogą polegać na „dawaniu czegoś za darmo”. Twierdzą, że prawa powinny być negatywne (państwo nie może mi czegoś zakazać), a nie pozytywne (państwo musi mi coś zapewnić).
Zwolennicy tych postulatów odpowiadają jednak pytaniem: co z wolności słowa czy prawa do głosowania, jeśli człowiek jest bezdomny i głodny? W tej wizji prawa socjalne są fundamentem, na którym dopiero można budować wolność polityczną. Dochód gwarantowany jest tu postrzegany jako nowoczesna odpowiedź na wyzwania automatyzacji i zmieniającego się rynku pracy – narzędzie, które ma chronić ludzką godność w świecie, gdzie tradycyjna praca może przestać wystarczać do przeżycia.
Choć dziś kojarzy się z nowoczesną lewicą, o podobnych rozwiązaniach pisał już Thomas Paine w XVIII wieku w swoim manifeście „Agrarian Justice”. Uważał on, że każdy obywatel powinien otrzymać od państwa pewną sumę pieniędzy jako rekompensatę za to, że ziemia (wspólne dobro) została podzielona na prywatne własności.
Zarzut o zawłaszczenie praw człowieka przez lewicę wynika często z poczucia, że pojęcia te stają się zbyt szerokie, przez co tracą na znaczeniu. Jeśli „wszystko” stanie się prawem człowieka, to czy cokolwiek nim pozostanie? To zasadne pytanie z zakresu filozofii prawa.
Z drugiej strony, historia pokazuje, że to, co kiedyś uważano za radykalny postulat ideologiczny, dziś jest standardem. Kiedyś prawo wyborcze dla kobiet czy zakaz pracy dzieci również uznawano za niebezpieczne rozszerzanie wolności, które zagraża porządkowi społecznemu. Dzisiaj nikt nie wyobraża sobie bez nich cywilizowanego świata.
Podsumowując ten spór, warto zauważyć, że nie mamy do czynienia z „kradzieżą” pojęć, lecz z walką o ich definicję. Dla jednych prawa człowieka to tarcza chroniąca przed opresją państwa, dla innych to narzędzie, które ma aktywnie budować sprawiedliwe społeczeństwo. Obie strony mają swoje racje, a ostateczny kształt tych praw zawsze będzie wynikiem demokratycznego kompromisu i aktualnej wiedzy o potrzebach człowieka.