Gość (37.30.*.*)
Węgierski system wyborczy to jedna z najbardziej unikalnych i dyskutowanych konstrukcji politycznych w Europie. Choć na pierwszy rzut oka może przypominać rozwiązania znane z innych krajów, diabeł tkwi w szczegółach, które sprawiają, że ordynacja ta jest wybitnie „większościowa”, mimo zachowania pozorów proporcjonalności. Od reformy z 2011 roku, wprowadzonej przez partię Fidesz, system ten opiera się na jednej izbie parlamentu – Zgromadzeniu Narodowym (Országgyűlés) – w którym zasiada 199 posłów.
Wybory na Węgrzech odbywają się w systemie mieszanym, co oznacza, że każdy wyborca dysponuje dwoma głosami. To rozwiązanie ma za zadanie połączyć zalety bezpośredniego wyboru przedstawiciela lokalnego z ideą reprezentacji partyjnej na poziomie krajowym.
Warto zauważyć, że od 2014 roku wybory są jednosturowe. Wcześniej, jeśli żaden kandydat w okręgu nie uzyskał bezwzględnej większości, odbywała się druga tura. Obecnie o wyniku decyduje prosta większość już przy pierwszym podejściu.
To, co najbardziej wyróżnia Węgry na tle innych państw, to system tzw. głosów ułamkowych (transferowych). W większości systemów mieszanych głosy „stracone” (oddane na kandydatów, którzy nie wygrali w okręgach) są doliczane do listy krajowej danej partii, aby wyrównać szanse. Na Węgrzech system ten działa jednak w obie strony.
Do listy krajowej partii dolicza się nie tylko głosy oddane na jej przegranych kandydatów w okręgach, ale również... nadwyżkę głosów zwycięzcy. Jeśli kandydat partii X wygrał w okręgu, zdobywając 20 000 głosów, a kandydat z drugiego miejsca miał ich 10 000, to partia X otrzymuje „bonus” w postaci głosów, które nie były jej teoretycznie potrzebne do zwycięstwa (pomniejszone o jeden głos). Ten mechanizm silnie promuje największe ugrupowania, pozwalając im na zdobycie większości konstytucyjnej (2/3 mandatów) nawet przy poparciu rzędu 45-50% w skali kraju.
Aby partia mogła uczestniczyć w podziale mandatów z listy krajowej, musi przekroczyć próg wyborczy. Na Węgrzech zasady te są dość rygorystyczne i mają zapobiegać rozdrobnieniu parlamentu:
Te wysokie progi dla koalicji wymuszają na mniejszych ugrupowaniach tworzenie wspólnych list lub całkowite jednoczenie się przed wyborami, co w ostatnich latach doprowadziło do konsolidacji opozycji przeciwko dominującemu Fideszowi.
Węgierski system przewiduje specjalne udogodnienia dla 13 oficjalnie uznanych mniejszości narodowych (m.in. Niemców, Romów, Słowaków czy Polaków). Wyborcy należący do mniejszości mogą zrezygnować z głosowania na listy ogólnokrajowe na rzecz listy swojej mniejszości.
Mniejszości obowiązuje znacznie niższy próg wyborczy (tzw. preferencyjny mandat), który wynosi 1/93 całkowitej liczby głosów oddanych na listy krajowe podzielone przez cztery. Jeśli mniejszość nie zdobędzie mandatu, jej przedstawiciel może wejść do parlamentu jako „rzecznik mniejszości” (szószóló) – ma on prawo głosu w komisjach i może przemawiać na forum, ale nie bierze udziału w kluczowych głosowaniach plenarnych.
Przed reformą z 2011 roku węgierski parlament liczył aż 386 posłów. Redukcja tej liczby do 199 miała na celu usprawnienie prac legislacyjnych oraz zmniejszenie kosztów utrzymania administracji państwowej. Przy okazji zmieniono jednak granice okręgów wyborczych, co przez wielu obserwatorów (w tym OBWE) było określane jako gerrymandering, czyli dopasowywanie granic okręgów pod konkretne wyniki wyborcze.
Aby łatwiej to sobie wyobrazić, spójrzmy na liczby:
System ten jest zaprojektowany tak, aby tworzyć stabilne rządy o silnej legitymacji, często kosztem mniejszych partii, które mają trudności z przebiciem się w okręgach jednomandatowych. To właśnie ta "pro-zwycięska" natura ordynacji sprawia, że węgierska scena polityczna od lat zdominowana jest przez jedną formację.