Gość (37.30.*.*)
Wybór odpowiedniego systemu wyborczego to jeden z najważniejszych dylematów, przed jakimi stają twórcy konstytucji i reformatorzy państw. Choć na pierwszy rzut oka może się to wydawać technicznym szczegółem, w rzeczywistości to właśnie ordynacja decyduje o tym, czy rząd będzie stabilny, czy w parlamencie usłyszymy głos mniejszości i jak silna będzie więź między wyborcą a jego przedstawicielem. Nie ma jednego, obiektywnie „najlepszego” systemu, ponieważ każdy z nich realizuje inne cele polityczne i społeczne.
System jednomandatowy w wersji jednoturowej (znany jako "First Past the Post") jest stosowany m.in. w Wielkiej Brytanii czy USA. Zasada jest banalnie prosta: kraj dzieli się na tyle okręgów, ile jest miejsc w parlamencie, a mandat zdobywa ten kandydat, który w danym okręgu otrzyma najwięcej głosów. Nie musi to być większość bezwzględna – wystarczy jeden głos więcej od drugiego kandydata.
Zalety:
Wady:
Ten model, kojarzony głównie z wyborami prezydenckimi w Polsce czy parlamentarnymi we Francji, próbuje naprawić największą wadę JOW-ów. Jeśli w pierwszej turze nikt nie zdobędzie ponad 50% głosów, do drugiej tury przechodzi dwóch najlepszych kandydatów.
Dzięki temu zwycięzca ma silniejszy mandat społeczny, bo ostatecznie poparła go ponad połowa głosujących. System ten zmusza partie do zawierania koalicji i szukania kompromisów już na etapie kampanii, aby przyciągnąć wyborców kandydatów, którzy odpadli. Wadą są jednak wysokie koszty organizacji dwóch głosowań oraz ryzyko zmęczenia wyborców, co często skutkuje niższą frekwencją w drugiej turze.
Metoda proporcjonalna (stosowana m.in. w Polsce do Sejmu) zakłada, że podział mandatów w parlamencie powinien jak najdokładniej odzwierciedlać procentowe poparcie dla partii w skali kraju. Jeśli partia X zdobyła 20% głosów, powinna otrzymać około 20% miejsc w ławach poselskich.
Zalety:
Wady:
W politologii istnieje fascynująca zależność zwana prawem Duvergera. Mówi ona, że systemy oparte na jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW) niemal zawsze prowadzą do systemu dwupartyjnego. Z kolei ordynacje proporcjonalne naturalnie sprzyjają wielopartyjności. To pokazuje, że sama technika głosowania potrafi ukształtować całą scenę polityczną kraju na dziesięciolecia.
System mieszany (stosowany np. w Niemczech) próbuje połączyć zalety obu powyższych rozwiązań. Wyborca ma zazwyczaj dwa głosy: jeden oddaje na konkretnego kandydata w swoim okręgu (jak w JOW), a drugi na listę partyjną (proporcjonalnie).
To rozwiązanie wydaje się najbardziej sprawiedliwe – zapewnia osobistą odpowiedzialność posła, a jednocześnie dba o to, by ogólny skład parlamentu odpowiadał preferencjom całego społeczeństwa. Jest on jednak najbardziej skomplikowany dla przeciętnego wyborcy i może prowadzić do powstawania tzw. mandatów nadliczbowych, co czasem nienaturalnie powiększa liczbę posłów w parlamencie.
Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, co uznamy za priorytet dla państwa:
Współczesna politologia coraz częściej wskazuje na system mieszany jako ten, który najlepiej radzi sobie z wyzwaniami nowoczesnych demokracji, choć jego wdrożenie wymaga wysokiej kultury politycznej i świadomości obywatelskiej. Ostatecznie "najlepszy" system to taki, który cieszy się zaufaniem obywateli i jest dopasowany do tradycji politycznej danego kraju. Nie ma bowiem jednej recepty na idealną demokrację.