Gość (83.4.*.*)
Technologia ActiveX to dla wielu użytkowników internetu wspomnienie z dawnych lat, kojarzące się z charakterystycznymi komunikatami w przeglądarce Internet Explorer. Choć dziś jest już reliktem przeszłości, wypartym przez nowoczesne standardy takie jak HTML5, w swoim czasie zrewolucjonizowała sposób, w jaki korzystaliśmy z sieci. ActiveX nie był prostym językiem programowania, lecz zestawem technologii i komponentów opartych na modelu COM (Component Object Model), które pozwalały aplikacjom na interakcję z przeglądarką i systemem operacyjnym Windows w sposób, o jakim dzisiejsze, odizolowane od systemu przeglądarki mogą tylko pomarzyć.
W czasach, gdy standard HTML był bardzo ograniczony i pozwalał głównie na wyświetlanie tekstu oraz prostych obrazków, ActiveX stało się fundamentem dla bogatych treści multimedialnych. To właśnie dzięki tej technologii możliwe było uruchamianie wewnątrz przeglądarki zaawansowanych wtyczek, takich jak Adobe Flash Player, Shockwave czy RealPlayer.
Dzięki ActiveX strony internetowe przestały być statycznymi dokumentami. Użytkownicy mogli grać w gry przeglądarkowe, oglądać animacje i strumieniować wideo, co w połowie lat 90. było absolutną nowością. Można powiedzieć, że ActiveX było "klejem", który pozwalał zewnętrznym programom stać się integralną częścią witryny internetowej wyświetlanej w silniku Trident.
Jednym z najważniejszych i najdłużej utrzymujących się zastosowań ActiveX była bankowość elektroniczna oraz systemy administracji publicznej. Ze względu na to, że komponenty ActiveX miały bezpośredni dostęp do zasobów systemu operacyjnego Windows, idealnie nadawały się do obsługi czytników kart inteligentnych, tokenów USB oraz generowania bezpiecznych podpisów cyfrowych.
Wiele polskich banków i urzędów przez lata wymagało korzystania z Internet Explorera właśnie ze względu na ActiveX. Bez tej technologii przeglądarka nie mogłaby "rozmawiać" z zewnętrznym sprzętem podłączonym do komputera, co było niezbędne do autoryzacji transakcji lub logowania się do systemów o wysokim stopniu zabezpieczeń. Choć z punktu widzenia dzisiejszej cyberbezpieczeństwa takie rozwiązanie budzi grozę, wtedy był to jedyny skuteczny sposób na integrację sprzętu z webem.
Microsoft wykorzystywał ActiveX do zarządzania własnym ekosystemem. Najlepszym przykładem była usługa Windows Update. Przez wiele lat aktualizacja systemu nie odbywała się poprzez dedykowaną aplikację w ustawieniach, lecz za pośrednictwem strony internetowej otwieranej w Internet Explorerze.
Specjalna kontrolka ActiveX skanowała komputer użytkownika, sprawdzała wersję zainstalowanych plików systemowych i porównywała je z bazą danych na serwerach Microsoftu. Na tej podstawie strona generowała listę niezbędnych poprawek. Było to rozwiązanie niezwykle wygodne dla giganta z Redmond, ponieważ pozwalało na dynamiczną aktualizację mechanizmu sprawdzania poprawek bez konieczności aktualizowania samej przeglądarki.
W środowiskach korporacyjnych ActiveX było prawdziwym królem. Firmy tworzyły wewnętrzne aplikacje (Intranet), które pozwalały pracownikom na edycję dokumentów Excel czy Word bezpośrednio w oknie przeglądarki. Dzięki ActiveX możliwe było tworzenie skomplikowanych interfejsów użytkownika, które wyglądały i działały jak klasyczne programy desktopowe, ale były dostępne z poziomu adresu URL.
Wiele systemów klasy ERP czy CRM budowanych na przełomie wieków opierało się na kontrolkach ActiveX do generowania raportów, wyświetlania wykresów czy integracji z bazami danych SQL. Dla administratorów IT była to ogromna zaleta – wystarczyło zaktualizować komponent na serwerze, a wszyscy pracownicy korzystający z Internet Explorera automatycznie otrzymywali nową wersję narzędzia.
Mimo ogromnych możliwości, technologia ActiveX miała jedną, krytyczną wadę: bezpieczeństwo. Ponieważ kontrolki ActiveX miały niemal nieograniczony dostęp do systemu operacyjnego, pobranie złośliwego komponentu z niepewnego źródła mogło skończyć się całkowitym przejęciem kontroli nad komputerem przez hakerów. W przeciwieństwie do dzisiejszego JavaScriptu, który działa w bezpiecznej "piaskownicy" (sandbox), ActiveX działało "na żywym organizmie" systemu Windows.
Dodatkowo technologia ta była zamknięta i ograniczona wyłącznie do systemów Microsoftu i przeglądarki Internet Explorer. W dobie wzrostu popularności urządzeń mobilnych, systemów macOS oraz przeglądarek takich jak Chrome czy Firefox, rozwiązanie, które działa tylko na Windowsie, przestało mieć rację bytu.
Choć o ActiveX rzadko się już słyszy, jego duch wciąż jest obecny w niektórych rozwiązaniach. Na przykład technologia WebAssembly (Wasm) pozwala dziś na uruchamianie bardzo wydajnego kodu w przeglądarce, podobnie jak kiedyś ActiveX, ale robi to w sposób nieporównywalnie bezpieczniejszy i wieloplatformowy. Co więcej, niektóre stare systemy przemysłowe lub medyczne wciąż wymagają Internet Explorera (lub trybu IE w Microsoft Edge) właśnie po to, by uruchomić specyficzne, napisane dekady temu kontrolki ActiveX, które sterują specjalistyczną aparaturą.