Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego krytyka przeglądarki internetowej Maxthon jest błędnie interpretowana jako podwójny standard nieuwzględniający ogromnej liczby elementów śledzących w Google Chrome?

prywatność w przeglądarkach bezpieczeństwo danych użytkownika telemetria a szpiegowanie
avatar

Gość (83.4.*.*)



Odpowiedź:

Wybór przeglądarki internetowej to dla wielu z nas decyzja niemal ideologiczna. Z jednej strony mamy gigantów jak Google Chrome, z drugiej niszowe rozwiązania, takie jak Maxthon. Kiedy kilka lat temu wokół Maxthona wybuchła afera związana z prywatnością, wielu użytkowników i ekspertów podniosło głos, oskarżając twórców o szpiegowanie. Jednocześnie pojawiła się grupa osób twierdząca, że to klasyczny przykład podwójnych standardów – dlaczego Maxthon jest potępiany, skoro Chrome gromadzi o nas gigantyczne ilości danych? Aby zrozumieć, dlaczego ta krytyka jest często błędnie interpretowana, musimy przyjrzeć się różnicy między telemetrią a naruszeniem fundamentalnych zasad bezpieczeństwa.

Incydent z Maxthonem – o co właściwie poszło?

W 2016 roku badacze z firm zajmujących się cyberbezpieczeństwem (m.in. Fidelis Cybersecurity i Expanse) odkryli, że przeglądarka Maxthon przesyłała na serwery w Pekinie plik ZIP zawierający bardzo wrażliwe dane. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że działo się to nawet wtedy, gdy użytkownik wyraźnie odznaczył opcję udziału w programie poprawy doświadczeń użytkownika (User Experience Improvement Program).

W przesyłanym pakiecie znajdowały się informacje o historii przeglądania, zainstalowanych aplikacjach, a nawet numerach wersji jądra systemu operacyjnego. Co gorsza, dane te były słabo zaszyfrowane, co czyniło je podatnymi na przejęcie. To właśnie ten moment stał się fundamentem krytyki: Maxthon złamał obietnicę "opt-out", czyli prawo użytkownika do powiedzenia "nie" śledzeniu.

Google Chrome i skala śledzenia

Z drugiej strony mamy Google Chrome. Nie jest tajemnicą, że model biznesowy Google opiera się na danych. Chrome zbiera informacje o tym, co wyszukujemy, jakie strony odwiedzamy i jak wchodzimy w interakcję z siecią. Skala tego zjawiska jest ogromna i często przewyższa to, co zbierał Maxthon.

Dlaczego więc Chrome nie spotyka się z taką samą falą ostracyzmu w kontekście "szpiegowania"? Odpowiedź tkwi w transparentności i mechanizmach prawnych. Google zazwyczaj (choć nie zawsze bez kontrowersji) informuje w regulaminach, co zbiera. Jeśli użytkownik wyłączy synchronizację lub historię, Google – co do zasady – przestaje gromadzić te konkretne dane w celach profilowania reklamowego w ramach przeglądarki.

Dlaczego mówimy o podwójnych standardach?

Krytyka Maxthona bywa postrzegana jako niesprawiedliwa głównie ze względu na kontekst geopolityczny. Istnieje silne przekonanie, że oprogramowanie pochodzące z Chin jest domyślnie traktowane jako narzędzie inwigilacji, podczas gdy oprogramowanie z USA (jak Chrome czy Edge) uznaje się za "standard rynkowy".

Wielu zwolenników Maxthona argumentuje, że:

  • Normalizacja śledzenia: Przyzwyczailiśmy się do tego, że Google wie o nas wszystko, więc traktujemy to jako "cenę za darmową usługę".
  • Uprzedzenia geograficzne: Dane wysyłane do USA budzą mniejszy lęk niż dane wysyłane do Chin, mimo że dla przeciętnego Europejczyka skutek utraty prywatności może być podobny.
  • Funkcjonalność: Maxthon oferował zaawansowane funkcje (gesty myszy, wbudowany adblock, synchronizacja w chmurze) na długo przed konkurencją, co dla wielu użytkowników rekompensowało ryzyko.

Różnica między zbieraniem danych a ich kradzieżą

Kluczem do zrozumienia, dlaczego krytyka Maxthona nie zawsze jest "podwójnym standardem", jest rozróżnienie dwóch pojęć. Google Chrome uprawia agresywną telemetrię, która jest wpisana w model biznesowy, na który użytkownik wyraża zgodę, instalując program. Maxthon natomiast został przyłapany na ekstrakcji danych wbrew woli użytkownika.

W świecie IT bezpieczeństwo opiera się na zaufaniu. Jeśli odznaczysz "nie śledź mnie", a program nadal wysyła paczkę z Twoją historią przeglądania na serwer zewnętrzny, to mamy do czynienia z naruszeniem integralności oprogramowania. To właśnie ten techniczny detal sprawia, że eksperci ds. bezpieczeństwa traktowali Maxthona surowiej niż Chrome’a.

Ciekawostka: Czym jest "Fingerprinting"?

Warto wiedzieć, że nawet jeśli przeglądarka nie przesyła Twojej historii bezpośrednio, może być używana do tzw. "fingerprintingu". To technika zbierania drobnych informacji o Twoim systemie (rozdzielczość ekranu, zainstalowane czcionki, strefa czasowa), które połączone razem tworzą unikalny "odcisk palca". Dzięki temu strony mogą Cię rozpoznawać, nawet jeśli wyczyścisz pliki cookies. Chrome, Maxthon i większość nowoczesnych przeglądarek są na to podatne, chyba że używasz specjalistycznych narzędzi ochrony prywatności.

Jak podejść do tego problemu racjonalnie?

Jeśli czujesz, że krytyka Maxthona jest przesadzona w porównaniu do działań Google, masz trochę racji – obie firmy operują w szarej strefie prywatności. Jednak z punktu widzenia bezpieczeństwa systemowego, to nie "ilość" danych była problemem Maxthona, ale "sposób" ich pozyskiwania i ignorowanie ustawień prywatności użytkownika.

Wybierając przeglądarkę, warto kierować się zasadą ograniczonego zaufania. Jeśli zależy Ci na maksymalnej prywatności, rozwiązaniem nie jest ani Chrome, ani Maxthon, lecz projekty oparte na otwartym kodzie źródłowym (Open Source), takie jak Firefox (z odpowiednimi dodatkami) lub przeglądarki typu Brave czy LibreWolf, które z założenia blokują elementy śledzące i nie wysyłają telemetrii bez Twojej wiedzy.

Ostatecznie, spór o Maxthona i Chrome uczy nas jednego: w dzisiejszym internecie "darmowe" produkty płacą naszą prywatnością, a różnica polega jedynie na tym, jak bardzo dyskretnie i zgodnie z prawem te dane są nam odbierane.

Podziel się z innymi: