Gość (37.30.*.*)
Lata 90. w polskiej muzyce to czas niezwykły – z jednej strony narodziny potęgi disco polo, z drugiej złota era rocka i alternatywy, która szturmem zdobywała listy przebojów. W samym środku tego zamieszania, w 1997 roku, pojawił się utwór, który do dziś jest obowiązkowym punktem każdej letniej playlisty. „W dzień gorącego lata” zespołu Big Day to piosenka, którą zna niemal każdy, ale paradoksalnie to właśnie jej gigantyczny sukces stał się dla formacji pewnego rodzaju pułapką.
Wielu słuchaczy odnosi wrażenie, że po 1997 roku zespół zapadł się pod ziemię. Prawda jest jednak znacznie bardziej złożona. Big Day nigdy nie przestał istnieć ani tworzyć. Zespół, którego filarami są Anna Zalewska-Ciurapińska i Marcin Ciurapiński, regularnie wydawał kolejne albumy i koncertował. Skąd więc to poczucie ciszy?
Kluczem do zrozumienia tej sytuacji jest zmiana na polskim rynku radiowym i telewizyjnym na przełomie wieków. Pod koniec lat 90. formatowanie stacji radiowych stało się bardzo rygorystyczne. Muzyka gitarowa, którą reprezentował Big Day, zaczęła ustępować miejsca nowoczesnemu popowi i hip-hopowi. Zespół, wierny swojemu stylowi nawiązującemu do lat 60. i brytyjskiego rocka, przestał pasować do „sztywnych” playlist komercyjnych rozgłośni.
Dodatkowo, sukces „W dzień gorącego lata” był tak przytłaczający, że przykrył inne, równie dobre kompozycje grupy, takie jak „Przestrzeń” czy „Gdybyś kiedyś”. Zespół stał się w oczach masowego odbiorcy „formacją jednego przeboju”, co jest krzywdzące, biorąc pod uwagę ich bogatą dyskografię. Big Day świadomie wybrał też drogę niezależności, nie goniąc za skandalami i obecnością w tabloidach, co w dzisiejszym świecie mediów często interpretowane jest jako „nieobecność”.
Na pierwszy rzut ucha piosenka wydaje się lekkim, wakacyjnym hymnem o radości z upalnego dnia. Jednak, jak to często bywa w tekstach Marcina Ciurapińskiego, pod warstwą chwytliwej melodii kryje się coś więcej.
Jedna z najpopularniejszych interpretacji mówi o potrzebie absolutnej wolności. Tekst opisuje stan, w którym bohaterowie odcinają się od problemów, obowiązków i „szarej” rzeczywistości. Słońce i upał działają tu jak katalizator – paraliżują codzienność, pozwalając na skupienie się na tym, co jest tu i teraz. To pochwała chwili, która jest ulotna, ale intensywna.
Muzycznie i tekstowo utwór jest hołdem dla estetyki hippie i lat 60. „Gorące lato” może być interpretowane jako nawiązanie do „Summer of Love”. To próba przeniesienia tamtej beztroski i wiary w miłość na grunt polskiej rzeczywistości lat 90. Piosenka emanuje pozytywną energią, która miała być odtrutką na trudne czasy transformacji ustrojowej.
Nie da się pominąć zmysłowego aspektu utworu. Tekst wspomina o „rozkosznych dniach” i bliskości dwojga ludzi, dla których wysoka temperatura staje się tłem dla wzajemnej fascynacji. Upał w piosence potęguje emocje i sprawia, że bariery między ludźmi znikają.
Piosenka „W dzień gorącego lata” stała się swego rodzaju klątwą i błogosławieństwem jednocześnie. Zapewniła zespołowi nieśmiertelność w pamięci słuchaczy, ale też postawiła poprzeczkę tak wysoko, że trudno było ją przeskoczyć w komercyjnym sensie. Mimo to, Big Day pozostaje jednym z najbardziej stylowych zespołów tamtej dekady, a ich „cisza” to tak naprawdę świadomy wybór artystycznej drogi z dala od zgiełku wielkich korporacji muzycznych.