Gość (37.30.*.*)
Stwierdzenie, że muzyka klasyczna coraz bardziej przypomina operetkę – czyli gatunek piękny, ale zamknięty w przeszłości, w którym nie powstaje już nic nowego – pojawia się w dyskusjach krytyków muzycznych i melomanów nie od dziś. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że coś jest na rzeczy. Gdy otwieramy repertuar typowej filharmonii, rzadko widzimy tam nazwiska kompozytorów, którzy wciąż żyją i tworzą. Królują Bach, Mozart, Beethoven, Chopin i Czajkowski. Czy to oznacza, że klasyka rzeczywiście stała się skansenem?
Prawda, jak to zwykle bywa, leży pośrodku. W tym stwierdzeniu kryje się zarówno sporo trafnych obserwacji na temat kondycji współczesnych instytucji kultury, jak i ogromna przesada wynikająca z niezrozumienia tego, jak dziś funkcjonuje rynek muzyczny.
Nie da się ukryć, że tradycyjne instytucje muzyczne – takie jak filharmonie czy opery – w dużej mierze pełnią dziś funkcję muzeów. I nie ma w tym nic złego! Muzea są nam potrzebne, by chronić i prezentować najwspanialsze osiągnięcia ludzkości. Istnieje jednak kilka powodów, dla których przeciętny odbiorca może odnieść wrażenie, że w muzyce klasycznej „nic nowego już nie powstaje”.
Dyrektorzy filharmonii muszą zapełnić sale koncertowe, a publiczność najchętniej kupuje bilety na to, co już zna i lubi. Koncert z V Symfonią Beethovena czy Koncertem fortepianowym Chopina wyprzeda się niemal natychmiast. Awangardowa kompozycja współczesnego twórcy, pełna nietypowych brzmień i dysonansów, dla większości słuchaczy bywa trudna w odbiorze i niesie za sobą ryzyko finansowe dla organizatorów. W efekcie nowa muzyka artystyczna jest spychana na margines, na niszowe festiwale (takie jak np. Warszawska Jesień).
W XX wieku muzyka poważna przeszła rewolucję awangardową (atonalność, dodekafonia, sonoryzm). Kompozytorzy zaczęli eksperymentować z dźwiękiem w sposób, który dla przeciętnego melomana stał się niezrozumiały i męczący. Zerwanie z tradycyjną melodyjnością sprawiło, że szeroka publiczność „odwróciła się” od nowej muzyki klasycznej, uciekając w stronę jazzu, rocka czy popu. To pogłębiło wrażenie, że „prawdziwa” muzyka klasyczna skończyła się wraz z późnym romantyzmem.
Mówienie, że w muzyce klasycznej nie powstaje nic nowego, jest jednak krzywdzące i po prostu nieprawdziwe. Klasyka nie umarła – ona po prostu zmieniła formę, kanały dystrybucji oraz sposób, w jaki wchodzi w interakcję z odbiorcą.
Jeśli spojrzymy na współczesny rynek muzyczny, zauważymy gigantyczny boom na tzw. neoklasykę (modern classical) oraz minimalizm. Twórcy tacy jak Max Richter, Ludovico Einaudi, Olafur Arnalds czy polska pianistka Hania Rani gromadzą na swoich koncertach tłumy i generują miliony odtworzeń na platformach streamingowych. Ich muzyka, choć prostsza harmonicznie niż dzieła dawnych mistrzów, wyrasta bezpośrednio z tradycji klasycznej. To żywy dowód na to, że zapotrzebowanie na brzmienie instrumentów akustycznych i fortepianu jest ogromne.
Gdzie dziś podziali się wielcy symfonicy na miarę Mahlera czy Strawińskiego? Wielu z nich pisze muzykę do filmów i gier komputerowych. Kompozytorzy tacy jak John Williams, Hans Zimmer czy Nobuo Uematsu tworzą monumentalne dzieła orkiestrowe, które poruszają miliony ludzi na całym świecie. Koncerty z muzyką filmową wyprzedają największe hale widowiskowe. Choć ta muzyka pełni funkcję użytkową, pod względem rzemiosła kompozytorskiego i instrumentacji stoi na najwyższym, klasycznym poziomie.
Dla tych, którzy szukają bardziej wymagających brzmień, współczesna muzyka poważna (contemporary classical) również ma wiele do zaoferowania. Kompozytorzy tacy jak Arvo Pärt, Philip Glass, Steve Reich, a na polskim podwórku Paweł Mykietyn czy Agata Zubel, tworzą dzieła niezwykle oryginalne, które wciąż przesuwają granice tego, czym może być dźwięk. Ta muzyka powstaje tu i teraz, reagując na problemy współczesnego świata.
Porównanie do operetki jest o tyle chybione, że operetka jako gatunek rzeczywiście uległa niemal całkowitemu zamrożeniu. Jej miejsce w naturalny sposób zajął musical oraz teatr muzyczny. Operetka stała się historyczną ciekawostką, odtwarzaną według ściśle określonych, tradycyjnych schematów.
Muzyka klasyczna ma zupełnie inną dynamikę. Nie jest jednym, zamkniętym gatunkiem, ale ogromnym językiem muzycznym, który nieustannie ewoluuje. Klasyka chętnie wchodzi w fuzje z elektroniką, jazzem, a nawet muzyką metalową czy hip-hopem. Współcześni artyści nie tylko piszą nowe utwory, ale też reinterpretują klasykę na nowo (świetnym przykładem jest album Vivaldi Recomposed Maxa Richtera, który tchnął zupełnie nowe, nowoczesne życie w słynne Cztery pory roku).
Podsumowując: twierdzenie, że muzyka klasyczna zamienia się w operetkę, w której nic nowego już nie powstaje, zawiera w sobie ziarno prawdy, jeśli ograniczymy nasz wzrok wyłącznie do tradycyjnych programów filharmonicznych. Jeśli jednak spojrzymy szerzej – na muzykę filmową, neoklasykę, streamingi i nowoczesne festiwale – zdamy sobie sprawę, że klasyka ma się świetnie. Nie umiera, lecz nieustannie mutuje, dostosowując się do wrażliwości współczesnego słuchacza.