Gość (37.30.*.*)
Pytanie o to, dlaczego po 1989 roku nie doczekaliśmy się utworu na miarę „Autobiografii” zespołu Perfect, powraca w dyskusjach o polskiej kulturze jak bumerang. Ten legendarny utwór z tekstem Bogdana Olewicza stał się czymś więcej niż radiowym hitem – to międzypokoleniowy hymn, który w kilka minut streścił losy tysięcy młodych ludzi dorastających w PRL-u. Choć po transformacji powstało mnóstwo świetnych piosenek, żadna nie zdołała w tak totalny sposób zawładnąć zbiorową wyobraźnią Polaków. Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka i nie wynikają one wcale z braku talentu współczesnych artystów.
Najważniejszym powodem, dla którego „Autobiografia” była tak potężna, był fakt, że opisywała doświadczenie wspólnotowe. W latach 80. młodzi ludzie w Polsce, niezależnie od tego, czy mieszkali w Gdańsku, czy w Rzeszowie, mierzyli się z tymi samymi problemami: szarością ulic, brakiem perspektyw, cenzurą i marzeniami o „wielkim świecie”, który był za żelazną kurtyną.
Po 1989 roku ta jedność zniknęła. Polska stała się krajem ogromnych możliwości, ale i wielkich nierówności. Losy dzisiejszych trzydziestolatków są skrajnie różne – jeden robi karierę w korporacji w Warszawie, inny prowadzi gospodarstwo na wsi, a jeszcze inny pracuje zdalnie z Bali. Trudno napisać jeden tekst, w którym odnaleźliby się oni wszyscy. „Autobiografia” była kodem, który rozumieli wszyscy; dzisiaj każdy z nas pisze własną, bardzo indywidualną historię.
Kiedy Perfect wydawał swój największy hit, istniało tylko kilka kanałów dotarcia do słuchacza. Jeśli radiowa Trójka zaczęła grać dany utwór, słuchała go cała Polska. Muzyka była towarem deficytowym, a każda płyta czy kaseta była celebrowana. To sprzyjało powstawaniu „monolitycznych” hitów, które znali wszyscy – od przedszkolaka po emeryta.
W dobie Spotify, YouTube’a i TikToka rynek muzyczny jest skrajnie rozproszony. Każdy z nas żyje w swojej bańce informacyjnej. Nawet jeśli dany utwór ma miliony wyświetleń, połowa społeczeństwa może o nim nigdy nie usłyszeć. Algorytmy podsuwają nam to, co już lubimy, co utrudnia powstanie zjawiska ogólnonarodowego, które łączyłoby różne grupy społeczne ponad podziałami.
Bogdan Olewicz stworzył w „Autobiografii” tekst gęsty od znaczeń, pełen metafor i literackich odniesień. W tamtym czasie piosenka rockowa pełniła funkcję „gazety mówionej” i manifestu politycznego. Ludzie wsłuchiwali się w każde słowo, szukając między wierszami prawdy o swoim życiu.
Po 1989 roku muzyka w dużej mierze straciła tę misyjność, stając się przede wszystkim rozrywką. Choć mamy genialnych tekściarzy, jak choćby Katarzyna Nosowska, Fisz czy Taco Hemingway, ich twórczość często skupia się na introspekcji, emocjach jednostki lub bardzo konkretnych wycinkach rzeczywistości. Brakuje epickiego rozmachu, który pozwoliłby zamknąć losy całego pokolenia w jednej, pięciominutowej balladzie.
Warto wiedzieć, że oryginalny tekst „Autobiografii” musiał przejść przez sito cenzury. Słynny fragment „wiatr odnowy wiał” odnosił się bezpośrednio do wydarzeń politycznych, a fraza „za jej policzek liść” w pierwotnym zamyśle miała brzmieć inaczej, sugerując bardziej dosadne, życiowe potknięcia. To właśnie konieczność ukrywania przekazu sprawiła, że piosenki z tamtego okresu są tak bogate w metafory, co nadaje im ponadczasowy, poetycki charakter.
Wielu krytyków muzycznych twierdzi, że jeśli szukać współczesnego odpowiednika „Autobiografii”, to należy go szukać w rapie. To właśnie ten gatunek po 1989 roku przejął rolę głosu pokolenia, opisując bloki, transformację i trudne dorastanie w nowej rzeczywistości. Utwory takie jak „Jestem Bogiem” Paktofoniki czy „Ukryty w mieście krzyk” Pezeta pełniły dla wielu młodych ludzi podobną funkcję co hit Perfectu.
Nadal jednak pozostaje bariera gatunkowa. Rock w latach 80. był muzyką uniwersalną, słuchaną przez niemal wszystkich. Hip-hop, mimo swojej ogromnej popularności, wciąż bywa postrzegany jako muzyka hermetyczna, skierowana do konkretnej grupy odbiorców, co utrudnia mu zdobycie statusu „hymnu narodowego” w takim stopniu, w jakim udało się to „Autobiografii”.
Może się okazać, że „Autobiografia” była produktem specyficznego czasu, który już nie wróci. Aby powstał taki utwór, potrzebna jest nie tylko genialna kompozycja i tekst, ale przede wszystkim silne, wspólne doświadczenie, które spaja całe społeczeństwo. W świecie zindywidualizowanym, gdzie każdy z nas ma swój własny „ekran” i własną listę odtwarzania, stworzenie jednej, wspólnej opowieści staje się zadaniem niemal niemożliwym.
Nie oznacza to jednak, że polska muzyka stoi w miejscu. Po prostu dzisiejsze „autobiografie” są pisane na raty, w wielu różnych gatunkach i przez wielu różnych artystów, co być może lepiej oddaje skomplikowaną naturę współczesnego świata.