Gość (83.4.*.*)
Europejski Nakaz Aresztowania (ENA) to jedno z najskuteczniejszych narzędzi współpracy wymiarów sprawiedliwości w Unii Europejskiej. Opiera się na zasadzie wzajemnego zaufania – państwa członkowskie wychodzą z założenia, że ich systemy prawne są sprawiedliwe i przestrzegają praw człowieka. Co jednak dzieje się w sytuacji, gdy te dwa światy – ściganie karne i ochrona międzynarodowa – zderzają się ze sobą? Sprawa komplikuje się, gdy osoba, za którą wystawiono ENA, posiada status uchodźcy lub korzysta z azylu w innym państwie UE.
Zanim przejdziemy do kwestii azylu, warto przypomnieć, jak w ogóle działa ENA. W przeciwieństwie do tradycyjnej ekstradycji, ENA jest procedurą czysto sądową. Oznacza to, że o wydaniu osoby decyduje sąd, a nie rząd czy ministerstwo. Jeśli polski sąd wystawi ENA za osobą przebywającą np. w Niemczech, niemiecki sąd ma – co do zasady – obowiązek tę osobę przekazać.
Istnieją jednak tzw. obligatoryjne i fakultatywne przesłanki odmowy wykonania nakazu. Do tych pierwszych należy m.in. amnestia w państwie wykonującym czy zasada ne bis in idem (zakaz dwukrotnego sądzenia za to samo). Status azylanta nie jest wpisany bezpośrednio na listę "automatów" odrzucających ENA, ale uruchamia szereg mechanizmów ochronnych wynikających z praw podstawowych.
Sytuacja, w której osoba poszukiwana posiada azyl (status uchodźcy lub ochronę uzupełniającą) w jednym państwie UE, a inne państwo UE domaga się jej wydania, jest prawnie karkołomna. Dlaczego? Ponieważ przyznanie azylu oznacza, że dane państwo uznało, iż tej osobie grozi niebezpieczeństwo lub prześladowanie w kraju pochodzenia.
Jeśli krajem pochodzenia jest państwo spoza UE, a ENA wystawiło państwo członkowskie (np. w celu osądzenia za przestępstwo popełnione na terenie Unii), status azylanta nie chroni przed odpowiedzialnością karną w UE. Jeśli jednak sprawa dotyczy obywatela państwa trzeciego, który otrzymał azyl w państwie A, bo bał się prześladowań w państwie B (również członku UE), mamy do czynienia z poważnym kryzysem zaufania między krajami.
Kluczowym pojęciem jest tutaj zasada non-refoulement, czyli zakaz wydalania lub zawracania osób do państwa, w którym groziłoby im nieludzkie traktowanie, tortury lub śmierć. Jest to absolutny fundament prawa międzynarodowego i Karty Praw Podstawowych UE. Sąd rozpatrujący ENA musi zbadać, czy wykonanie nakazu nie doprowadzi do naruszenia tej zasady – nawet jeśli nakaz pochodzi od innego członka wspólnoty.
Krótka odpowiedź brzmi: nie automatycznie, ale w praktyce bardzo często tak się dzieje. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wielokrotnie podkreślał, że choć wzajemne zaufanie jest ważne, ochrona praw podstawowych stoi wyżej.
Jeśli osoba poszukiwana wykaże, że wydanie jej w ramach ENA narazi ją na rzeczywiste ryzyko nieludzkiego lub poniżającego traktowania (art. 4 Karty Praw Podstawowych), sąd w państwie, w którym ta osoba przebywa, ma obowiązek wstrzymać procedurę. Posiadanie statusu uchodźcy jest w takim procesie niezwykle silnym dowodem. Skoro jedno państwo UE uznało, że dana osoba wymaga ochrony, drugie państwo (rozpatrujące ENA) musi wziąć to pod uwagę jako istotną poszlakę świadczącą o zagrożeniu.
Zgodnie z orzecznictwem TSUE (np. w sprawach Aranyosi i Căldăraru), sąd musi przeprowadzić dwustopniowy test:
Warto wiedzieć o istnieniu tzw. Protokołu Aznara (dołączonego do Traktatu z Amsterdamu). Zakłada on, że państwa członkowskie UE są dla siebie nawzajem "bezpiecznymi krajami pochodzenia". W praktyce oznacza to, że wnioski o azyl składane przez obywateli jednego państwa UE w drugim państwie UE są niemal zawsze uznawane za niedopuszczalne.
Ma to zapobiegać sytuacji, w której np. obywatel Francji ucieka przed wymiarem sprawiedliwości do Hiszpanii i prosi tam o azyl polityczny. Wyjątki są niezwykle rzadkie i wymagają stwierdzenia, że państwo wystawiające ENA poważnie narusza wartości unijne (zgodnie z art. 7 Traktatu o UE).
Jeśli sąd państwa wykonującego uzna, że ryzyko naruszenia praw człowieka jest zbyt duże i odmówi wydania osoby na podstawie ENA, osoba ta pozostaje na terytorium tego państwa pod ochroną azylu. Nie oznacza to jednak, że staje się bezkarna.
Państwo, które odmówiło wydania, może (a czasem musi) przejąć ściganie karne. Zgodnie z zasadą aut dedere aut iudicare (albo wydaj, albo osądź), kraj, który nie wydaje przestępcy, powinien sam przeprowadzić postępowanie, jeśli pozwalają na to przepisy krajowe i umowy międzynarodowe. W ten sposób unika się tworzenia "bezpiecznych przystani" dla osób, które faktycznie popełniły przestępstwa pospolite, a status uchodźcy wykorzystują jedynie jako tarczę.
W relacji ENA – azyl nie ma prostych odpowiedzi. Każda sprawa jest rozpatrywana indywidualnie. Sąd musi zważyć dwa potężne interesy:
W praktyce, jeśli azyl został przyznany z powodów politycznych, religijnych lub światopoglądowych, a ENA dotyczy czynów powiązanych z tymi sferami, szanse na skuteczne przekazanie osoby poszukiwanej są bliskie zeru. Jeśli jednak azyl dotyczy zagrożenia w państwie trzecim, a ENA dotyczy kradzieży dokonanej wewnątrz UE, status uchodźcy może nie wystarczyć, by uniknąć odpowiedzialności przed sądem innego państwa członkowskiego.