Gość (83.4.*.*)
Podejmowanie się działań, które wymagają specjalistycznych uprawnień, bez posiadania odpowiedniej wiedzy i kompetencji, to stąpanie po cienkim lodzie. W systemie prawnym obowiązuje twarda zasada: brak umiejętności nie tylko nie zdejmuje z nas odpowiedzialności, ale wręcz może ją zaostrzyć. Dlaczego tak jest? Odpowiedź kryje się w fundamentach prawa karnego i cywilnego, a konkretnie w pojęciu należytej staranności oraz świadomego narażenia na niebezpieczeństwo.
Jednym z filarów porządku prawnego jest łacińska maksyma ignorantia iuris nocet, czyli nieznajomość prawa szkodzi. W kontekście wykonywania zawodów regulowanych (takich jak lekarz, inżynier budownictwa czy kierowca zawodowy), zasada ta rozciąga się również na znajomość norm technicznych i zawodowych.
Osoba, która decyduje się na wykonanie czynności wymagającej uprawnień, wysyła otoczeniu sygnał: „Wiem, co robię i biorę za to odpowiedzialność”. Jeśli w rzeczywistości nie posiada ona kompetencji, dopuszcza się tzw. winy w podjęciu czynności. Prawo uznaje, że sam fakt przystąpienia do pracy, do której nie ma się przygotowania, jest już przejawem lekkomyślności lub niedbalstwa. Nie można tłumaczyć się niewiedzą, skoro wiedzę tę należało zdobyć przed przystąpieniem do działania.
W prawie cywilnym i karnym funkcjonuje pojęcie „obiektywnego miernika staranności”. Oznacza to, że zachowanie oskarżonego porównuje się nie do tego, co on sam wiedział, ale do tego, co wiedzieć powinien wzorcowy przedstawiciel danej profesji.
Jeśli ktoś podejmuje się naprawy instalacji gazowej, nie będąc gazownikiem, i doprowadza do wybuchu, sąd nie zapyta: „Czy oskarżony wiedział, że to wybuchnie?”. Sąd zapyta: „Czy wykwalifikowany gazownik wiedziałby, jak uniknąć wybuchu?”. Skoro odpowiedź brzmi „tak”, to sprawca odpowiada za niezachowanie standardów bezpieczeństwa. Brak kwalifikacji jest tu okolicznością obciążającą, ponieważ sprawca świadomie zignorował fakt, że nie posiada narzędzi intelektualnych do bezpiecznego wykonania zadania.
Gdyby brak kompetencji stanowił linię obrony, system prawny stałby się nieskuteczny. Rozważmy kilka kluczowych powodów:
Warto wspomnieć o dwóch rodzajach winy, które często pojawiają się w takich sprawach. Pierwsza to wina w wyborze (culpa in eligendo) – dotyczy ona sytuacji, gdy np. firma zatrudnia osobę bez uprawnień do odpowiedzialnego zadania. Druga to wina w samym działaniu, gdzie sprawca przecenia własne możliwości.
W obu przypadkach prawo zakłada, że człowiek jako istota racjonalna powinien być w stanie ocenić, czy posiada kompetencje do danej czynności. Jeśli ich nie posiada, a mimo to działa, akceptuje ryzyko wystąpienia negatywnych skutków. W prawie karnym określa się to czasem mianem zamiaru ewentualnego – sprawca co prawda nie chce wyrządzić szkody, ale godzi się na to, że jego niekompetencja może do niej doprowadzić.
W prawie karnym istnieje pojęcie błędu (error), który w wyjątkowych sytuacjach może wyłączyć winę. Jednak błąd ten musi być „usprawiedliwiony”. Przykładowo, jeśli prawo zmieniło się w nocy, a informacja o tym nie była dostępna, można próbować dowieść błędu. Jednak brak wiedzy o tym, że do operowania koparką potrzebne są uprawnienia, lub brak wiedzy o tym, jak bezpiecznie podłączyć kable wysokiego napięcia, niemal nigdy nie zostanie uznany za błąd usprawiedliwiony. Od dorosłego człowieka wymaga się bowiem podstawowej roztropności.
Oprócz odpowiedzialności za ewentualne szkody (np. odszkodowania za zniszczone mienie), samo wykonywanie wielu zawodów bez uprawnień jest wykroczeniem lub przestępstwem. Przykładowo, prowadzenie pojazdu bez prawa jazdy czy udzielanie świadczeń zdrowotnych bez uprawnień lekarskich wiąże się z konkretnymi sankcjami karnymi, niezależnie od tego, czy komuś stała się krzywda.
Podsumowując, system prawny konstruuje model „rozważnego obywatela”. Osoba ta, widząc barierę w postaci braku wiedzy lub formalnych uprawnień, powinna powstrzymać się od działania. Złamanie tej zasady jest traktowane jako świadome naruszenie norm społecznych, co definitywnie zamyka drogę do usprawiedliwiania się własną niewiedzą.