Gość (37.30.*.*)
Historia procesów norymberskich kojarzy nam się zazwyczaj z surowymi wyrokami i sprawiedliwością wymierzoną najważniejszym dygnitarzom III Rzeszy. Jednak to, co działo się po głównym procesie przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym, czyli tzw. procesy następcze, to opowieść znacznie bardziej skomplikowana i kontrowersyjna. Choć w 12 amerykańskich procesach zapadło wiele wyroków śmierci i dożywocia, to zaledwie kilka lat później większość skazanych cieszyła się wolnością. Dlaczego tak się stało? Odpowiedź kryje się w brutalnej grze geopolitycznej, narodzinach zimnej wojny i ogromnej presji społecznej.
Zanim przejdziemy do przyczyn masowych ułaskawień, musimy wyjaśnić istotną różnicę. Główny proces norymberski (1945–1946) był prowadzony przez cztery mocarstwa przeciwko 22 najważniejszym liderom nazistowskim. To tam skazano Rudolfa Hessa na dożywocie. Hess stał się symbolem nieustępliwości aliantów, ponieważ jako więzień Spandau pozostał za kratami aż do samobójczej śmierci w 1987 roku – głównie dlatego, że Związek Radziecki wetował każdą próbę jego wcześniejszego zwolnienia.
Procesy następcze (1946–1949) były natomiast prowadzone wyłącznie przez Amerykanów. Sądzono w nich lekarzy, sędziów, przemysłowców (jak Krupp czy dyrektorzy IG Farben) oraz dowódców grup operacyjnych (Einsatzgruppen). To właśnie w tych procesach doszło do fali rewizji wyroków, która do dziś budzi emocje historyków.
Najważniejszym powodem, dla którego surowe wyroki zamieniano na łagodniejsze, była zmieniająca się sytuacja na mapie świata. Tuż po wojnie priorytetem była denazyfikacja i ukaranie sprawców. Jednak już pod koniec lat 40. świat podzielił się na dwa wrogie obozy. Stany Zjednoczone zrozumiały, że potrzebują silnych, stabilnych i – co najważniejsze – przychylnych im Niemiec Zachodnich (RFN) jako bufora przeciwko Związkowi Radzieckiemu.
W 1949 roku powstała RFN, a jej pierwszy kanclerz, Konrad Adenauer, otwarcie lobbował za zakończeniem „rozliczeń z przeszłością”. Amerykanie stanęli przed dylematem: albo będą twardo egzekwować wyroki na niemieckich elitach (wojskowych, urzędnikach, lekarzach), ryzykując niechęć niemieckiego społeczeństwa, albo pójdą na ustępstwa, by zyskać lojalnego sojusznika w walce z komunizmem. Wybrali to drugie.
Kluczową postacią w tej historii jest John J. McCloy, amerykański Wysoki Komisarz w Niemczech. W 1951 roku podjął on decyzję o masowej rewizji wyroków. Pod naciskiem niemieckiej opinii publicznej, Kościołów (zarówno katolickiego, jak i protestanckiego) oraz polityków, McCloy powołał specjalną komisję doradczą.
Efekty jej prac były zdumiewające:
W powojennych Niemczech panowało silne przekonanie, że procesy norymberskie to „sprawiedliwość zwycięzców”. Niemcy czuli się ofiarami wojny i nie chcieli patrzeć na swoich generałów czy urzędników jak na zbrodniarzy. Popularny stał się mit „czystego Wehrmachtu”, według którego regularna armia nie miała nic wspólnego ze zbrodniami SS.
Kampania na rzecz więźniów z Landsbergu (gdzie przetrzymywano skazanych) była niezwykle skuteczna. Organizowano protesty, a biskupi pisali listy do amerykańskiej administracji, apelując o chrześcijańskie miłosierdzie. McCloy, chcąc budować demokratyczne Niemcy przy wsparciu ich obywateli, uległ tym nastrojom.
Wspomniany przez Ciebie Rudolf Hess nie skorzystał z tej fali ułaskawień z jednego prostego powodu: nie podlegał on jurysdykcji amerykańskiej, lecz czterostronnej (USA, Wielka Brytania, Francja, ZSRR). Każda decyzja o jego zwolnieniu wymagała jednomyślności. Podczas gdy Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi z czasem byliby skłonni wypuścić starzejącego się Hessa ze względów humanitarnych, Związek Radziecki kategorycznie się temu sprzeciwiał. Dla Moskwy Hess był symbolem agresji na ZSRR i jego uwięzienie miało być wieczne.
Więzienie w Landsbergu, w którym przetrzymywano skazanych w procesach następczych, ma specyficzną historię. To dokładnie to samo miejsce, w którym w 1924 roku więziony był Adolf Hitler po nieudanym puczu monachijskim i gdzie napisał „Mein Kampf”. Po wojnie więzienie to stało się centrum niemieckiego ruchu na rzecz ułaskawienia zbrodniarzy, a ostatni więźniowie opuścili je w 1958 roku – zaledwie 13 lat po zakończeniu wojny.
Masowe zwolnienia zbrodniarzy wojennych w latach 50. nie wynikały z braku dowodów ich winy – te były przytłaczające. Był to efekt cynicznej kalkulacji politycznej. Amerykanie uznali, że integracja RFN ze strukturami zachodnimi (w tym późniejsze wejście do NATO w 1955 roku) jest ważniejsza niż pełne rozliczenie zbrodniarzy niższego i średniego szczebla. W efekcie wielu ludzi odpowiedzialnych za logistykę Holocaustu czy niewolniczą pracę więźniów wróciło na wysokie stanowiska w niemieckiej administracji i biznesie, co po latach stało się zarzewiem buntu pokolenia roku 1968.