Jakie masz pytanie?

lub

Skoro istnieje muzyczny „Duet kotów”, to dlaczego nie ma „Duetu psów”?

historia operowego żartu fenomen duetu kotów dlaczego psy nieśpiewają
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Słynny „Duet kotów” (wł. Duetto buffo di due gatti) to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i zabawnych utworów w historii muzyki klasycznej. Choć melomani na całym świecie od pokoleń zaśmiewają się z dwóch sopranistek miauczących do siebie na scenie, próżno szukać w filharmoniach równie popularnego odpowiednika dedykowanego psom. Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się stało, łączy w sobie historię muzyki, specyfikę kociej natury oraz czystą fonetykę, która w świecie opery ma kluczowe znaczenie.

Skąd właściwie wziął się Duet kotów?

Zanim przejdziemy do psów, warto wyjaśnić, że „Duet kotów” to w pewnym sensie muzyczny żart, który wymknął się spod kontroli. Choć powszechnie przypisuje się go Gioachino Rossiniemu, wielkiemu mistrzowi opery komicznej, utwór ten jest w rzeczywistości kompilacją. Został złożony w 1825 roku przez brytyjskiego kompozytora Roberta Lucasa Pearsalla, który wykorzystał fragmenty z opery Rossiniego „Otello” oraz motywy innego kompozytora, Huberta Adolfa Wiese.

Utwór powstał jako parodia operowych diw, które potrafią kłócić się na scenie z wielką pasją, nawet jeśli treść ich sporu jest błaha. Zastąpienie słów jednym, powtarzanym w nieskończoność „miau”, idealnie podkreślało absurdalność niektórych scenicznych popisów.

Dlaczego „miau” wygrało z „hau”?

Głównym powodem, dla którego nie doczekaliśmy się klasycznego „Duetu psów”, jest sama natura dźwięku, jaki wydają te zwierzęta. W muzyce wokalnej kluczową rolę odgrywają samogłoski. Koci dźwięk „miau” (lub łacińskie me-ow) jest niezwykle plastyczny. Zawiera w sobie miękkie przejścia między samogłoskami, co pozwala śpiewakom na stosowanie technik takich jak legato (płynne łączenie dźwięków) czy portamento (płynne przechodzenie z jednego tonu na drugi).

Z psami sprawa jest znacznie trudniejsza. Szczekanie to dźwięk perkusyjny, krótki i urywany. Trudno wyobrazić sobie arię opartą na dźwiękach „hau” lub „woof”, która nie brzmiałaby jak seria wystrzałów z karabinu maszynowego. O ile koty naturalnie „śpiewają” (ich mruczenie i miauczenie ma określoną wysokość dźwięku), o tyle psy raczej „akcentują”. W świecie opery, gdzie liczy się kantylena i prowadzenie głosu, koty po prostu miały lepsze warunki głosowe.

Ciekawostka: Pies, który szczeka w orkiestrze

Choć psy nie doczekały się swojego duetu wokalnego, nie oznacza to, że są zupełnie nieobecne w muzyce klasycznej. Najsłynniejszym przykładem jest „Wiosna” z „Czterech pór roku” Antonio Vivaldiego. W drugiej części tego koncertu altówka gra powtarzający się, rytmiczny motyw, który według notatek samego kompozytora ma imitować szczekanie psa pasterskiego strzegącego śpiącego pasterza. Vivaldi wykorzystał tu instrument, by oddać charakterystyczny, szorstki dźwięk szczekania, co było znacznie bezpieczniejszym rozwiązaniem niż zmuszanie śpiewaków do wydawania takich odgłosów.

Kocia natura a operowa drama

Kolejnym powodem jest kulturowy obraz obu zwierząt. Koty od wieków kojarzone są z elegancją, tajemniczością, ale też z kapryśnością i wyniosłością. To cechy, które idealnie pasują do stereotypowej „primadonny”. Duet dwóch kotów to starcie dwóch silnych osobowości, które „miauczą” na siebie z wyższością.

Psy natomiast postrzegane są jako symbol lojalności, radosnej energii i prostoty. Trudniej zbudować wokół nich komiczny dystans oparty na pretensjonalności. Pies w muzyce zazwyczaj pojawia się jako tło – towarzysz polowań lub element sielskiego krajobrazu, a nie jako główny bohater dramatu, który ma coś do wykrzyczenia (lub wyszczekania) światu.

Czy współczesność naprawiła ten brak?

Choć w kanonie muzyki klasycznej „Duetu psów” nie znajdziemy, kultura popularna próbowała wypełnić tę lukę. W latach 50. XX wieku ogromną popularność zdobyły nagrania „The Singing Dogs” – duńska produkcja, w której zmontowano szczeknięcia psów tak, by układały się w znane melodie, takie jak „Jingle Bells”.

Współcześni kompozytorzy również eksperymentują. Istnieją utwory pisane specjalnie dla psów (wykorzystujące częstotliwości niesłyszalne dla ludzi), ale umówmy się – to zupełnie inna kategoria niż popisowy numer sopranistek w operze.

Dlaczego warto posłuchać Duetu kotów?

Jeśli jeszcze nie znasz tego utworu, warto go nadrobić nie tylko dla humoru, ale i dla kunsztu wykonawczego. Najlepsze interpretacje (np. w wykonaniu Montserrat Caballé) pokazują, że nawet używając tylko jednego słowa, można przekazać całe spektrum emocji: od złości, przez zazdrość, aż po pojednanie. To właśnie ta uniwersalność i muzyczna inteligencja sprawiły, że koty zdominowały wokalną scenę zwierzęcą, zostawiając psy w roli wiernych słuchaczy pod sceną.

Podziel się z innymi: