Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie czasy, w których zima nie była tylko krótkim epizodem z odrobiną śniegu, ale potężną siłą paraliżującą całe kontynenty na długie miesiące. W XVII wieku Europa i inne części świata zmagały się z zjawiskiem, które historycy i klimatolodzy nazywają małą epoką lodowcową. Nie był to czas, w którym lodowce przykryły całą Polskę, ale okres drastycznych spadków temperatur, które na zawsze zmieniły bieg historii, gospodarkę, a nawet kulturę.
Mała epoka lodowcowa (MEL) to okres ochłodzenia, który trwał mniej więcej od XIV do połowy XIX wieku. Jednak to właśnie wiek XVII uznaje się za jeden z jego najmroźniejszych momentów. Średnie temperatury na półkuli północnej spadły o około 1–2 stopnie Celsjusza w stosunku do dzisiejszych norm. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się to niewielką różnicą, w skali globalnej oznaczało to katastrofę.
Zimy stały się niezwykle surowe i długie, a lata krótkie, deszczowe i chłodne. Skutkowało to masowymi nieurodzajami, co z kolei prowadziło do głodu, epidemii i niepokojów społecznych. W XVII wieku świat dosłownie „zamarzł”, co widać nie tylko w kronikach, ale i w ówczesnej sztuce – to właśnie wtedy powstały najsłynniejsze holenderskie pejzaże przedstawiające łyżwiarzy na zamarzniętych kanałach.
Jedną z głównych przyczyn tak silnego ochłodzenia w XVII wieku było zjawisko znane jako Minimum Maundera. Naukowcy, analizując historyczne zapisy obserwacji astronomicznych, zauważyli, że w latach 1645–1715 na Słońcu niemal całkowicie zanikły plamy. Plamy słoneczne są wskaźnikiem aktywności naszej gwiazdy – im ich mniej, tym mniej energii (ciepła) dociera do Ziemi.
Brak aktywności słonecznej w połączeniu z dużą aktywnością wulkaniczną (pyły wulkaniczne w atmosferze odbijały światło słoneczne) stworzył „mieszankę wybuchową”, która doprowadziła do ekstremalnych anomalii pogodowych.
Dla nas, żyjących w dobie globalnego ocieplenia, opowieści z XVII wieku brzmią jak scenariusz filmu fantasy. W tamtym czasie Morze Bałtyckie zamarzało tak solidnie, że możliwe było podróżowanie po nim saniami z Polski do Szwecji. Istnieją przekazy historyczne mówiące o tym, że na środku zamarzniętego Bałtyku budowano tymczasowe karczmy, w których podróżni mogli się ogrzać i odpocząć w trakcie przeprawy przez lód.
Podobne sceny działy się w Anglii. Tamtejsza Tamiza zamarzała tak mocno, że organizowano na niej tzw. „Frost Fairs” (targi na mrozie). Na lodzie stawiano stragany, odbywały się mecze piłki nożnej, a nawet pieczono woły na rożnie. Ostatni taki jarmark odbył się na początku XIX wieku, zanim klimat zaczął się ponownie ocieplać.
Mała epoka lodowcowa nie była tylko ciekawostką meteorologiczną – ona realnie kształtowała losy narodów.
Czy wiesz, że mała epoka lodowcowa mogła mieć wpływ na brzmienie najsłynniejszych instrumentów świata? Niektórzy badacze stawiają tezę, że drewno z drzew rosnących w XVII wieku było niezwykle gęste z powodu bardzo wolnego wzrostu w niskich temperaturach. To właśnie ta gęstość drewna świerkowego i klonowego miała zapewnić skrzypcom Antonio Stradivariusa ich niepowtarzalny, głęboki dźwięk, którego nie udaje się idealnie podrobić przy użyciu współczesnych materiałów.
Współcześni naukowcy monitorują aktywność Słońca i cykle klimatyczne, jednak większość z nich zgadza się, że obecny wzrost poziomu gazów cieplarnianych w atmosferze skutecznie „blokuje” możliwość wystąpienia kolejnego tak silnego ochłodzenia w najbliższej przyszłości. Mała epoka lodowcowa pozostaje więc fascynującym przypomnieniem o tym, jak bardzo delikatna jest równowaga naszej planety i jak wielki wpływ na nasze życie mają siły natury, na które nie mamy żadnego wpływu.