Gość (37.30.*.*)
Historia uczy nas, że strach i radykalizm to jedne z najpotężniejszych narzędzi kontroli społecznej. Choć terminy „szpiegomania” i „wzmożenie rewolucyjne” mogą brzmieć jak pojęcia z zakurzonych podręczników do historii, w rzeczywistości opisują one mechanizmy psychologiczne i polityczne, które wielokrotnie wywracały świat do góry nogami. Zrozumienie ich pozwala lepiej pojąć, jak dochodzi do wielkich czystek, polowań na czarownice i nagłych zmian nastrojów w społeczeństwach poddanych silnej presji.
Szpiegomania to zjawisko społeczne polegające na masowej, często irracjonalnej obsesji na punkcie rzekomej obecności obcych agentów, szpiegów i dywersantów wewnątrz własnego kraju. Nie jest to zwykła czujność służb wywiadowczych, lecz stan powszechnej paranoi, w którym każdy obywatel może stać się podejrzany.
W okresach szpiegomanii propaganda państwowa karmi ludzi obrazem „wroga wewnętrznego”. Sąsiad, który słucha zagranicznego radia, kolega z pracy, który zna język obcy, czy naukowiec utrzymujący kontakty z zagranicą – w oczach opętanej strachem opinii publicznej każdy z nich może być „wtyczką” obcego mocarstwa.
Najbardziej jaskrawym przykładem szpiegomanii był okres stalinizmu w ZSRR, zwłaszcza lata Wielkiego Terroru (1937–1938). Wówczas miliony ludzi oskarżano o szpiegostwo na rzecz Japonii, Niemiec czy Wielkiej Brytanii, często bez żadnych dowodów. Podobne zjawisko, choć na mniejszą skalę i w innym systemie, obserwowaliśmy w USA w latach 50. XX wieku jako tzw. maccartyzm, czyli „polowanie na czerwonych”.
Wzmożenie rewolucyjne to stan wyjątkowej mobilizacji politycznej i emocjonalnej społeczeństwa (lub jego części), który towarzyszy gwałtownym zmianom ustrojowym. To moment, w którym temperatura sporu politycznego osiąga punkt wrzenia, a kompromis zaczyna być postrzegany jako zdrada.
W fazie wzmożenia rewolucyjnego ludzie czują, że uczestniczą w czymś wielkim i przełomowym. Dominują silne emocje: euforia, nadzieja, ale też gniew i nienawiść do „starego porządku”. W takim klimacie normy etyczne często ulegają zawieszeniu – cel uświęca środki, a radykalne rozwiązania (takie jak wywłaszczenia, areszty czy publiczne piętnowanie) zyskują szerokie poparcie społeczne.
Wzmożenie to ma jednak swoją ciemną stronę. Bardzo szybko prowadzi do podziału na „my” (prawdziwi rewolucjoniści) i „oni” (kontrrewolucjoniści, wrogowie ludu). Każdy, kto wykazuje choć cień sceptycyzmu wobec tempa zmian, jest natychmiast marginalizowany.
Szpiegomania i wzmożenie rewolucyjne to idealny duet dla systemów totalitarnych. Kiedy społeczeństwo znajduje się w stanie rewolucyjnego uniesienia, jest znacznie bardziej podatne na szpiegomanię. Dlaczego? Ponieważ rewolucja zawsze potrzebuje winnych za swoje niepowodzenia. Jeśli nowy system nie przynosi natychmiastowego dobrobytu, najłatwiej ogłosić, że to wina „ukrytych szpiegów”, którzy sypią piach w tryby rewolucyjnej maszyny.
W ten sposób powstaje błędne koło: wzmożenie napędza potrzebę czystek, a szpiegomania dostarcza do nich paliwa. Ofiarami tego mechanizmu padali często sami rewolucjoniści, którzy w pewnym momencie okazywali się „zbyt mało radykalni” i zostawali oskarżeni o współpracę z obcym wywiadem.
W psychologii politycznej zjawiska te łączą się w tzw. syndrom oblężonej twierdzy. To stan, w którym grupa (lub całe państwo) jest przekonana, że cały świat zewnętrzny jest wrogi i dąży do jej zniszczenia. W takiej sytuacji każda krytyka wewnętrzna jest traktowana jako atak z zewnątrz, co pozwala liderom na sprawowanie niemal nieograniczonej władzy.
Choć największe natężenie szpiegomanii i wzmożenia rewolucyjnego kojarzymy z XX wiekiem, mechanizmy te są uniwersalne. W dobie mediów społecznościowych zjawiska te przybierają nowe formy, takie jak „cancel culture” czy masowe nagonki internetowe na osoby o odmiennych poglądach, które bywają nazywane „trollami” lub „agentami wpływu” bez żadnej weryfikacji faktów.
Współczesna szpiegomania często przenosi się do sfery cyfrowej, gdzie lęk przed hakerami i dezinformacją bywa wykorzystywany do ograniczania wolności w sieci. Mechanizm pozostaje ten sam: strach przed niewidocznym wrogiem jest najlepszym sposobem na zdyscyplinowanie tłumu.