Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie rewolucję, w której zamiast huku armat i rozlewu krwi, główną rolę grają kwiaty wtykane w lufy karabinów. Brzmi jak scenariusz filmu z nurtu realizmu magicznego, ale to wydarzyło się naprawdę. 25 kwietnia 1974 roku Portugalia na zawsze zmieniła swoje oblicze, kończąc trwającą niemal pół wieku dyktaturę w sposób, który do dziś fascynuje historyków i politologów na całym świecie.
Aby zrozumieć, dlaczego doszło do rewolucji goździków, musimy cofnąć się do czasów tzw. Estado Novo (Nowego Państwa). Był to autorytarny reżim wprowadzony przez António de Oliveirę Salazara w latach 30. XX wieku. Portugalia pod jego rządami była krajem odizolowanym, konserwatywnym i rządzonym twardą ręką przez tajną policję PIDE.
Choć Salazar zmarł w 1970 roku, jego następca, Marcelo Caetano, kontynuował tę samą linię polityczną. Największym problemem kraju były jednak wyczerpujące wojny kolonialne w Afryce (w Angoli, Mozambiku i Gwinei Bissau). Młodzi Portugalczycy byli masowo wysyłani na front, gospodarka ledwo przędła, a kraj stawał się "skansenem Europy". To właśnie młodzi oficerowie, zrzeszeni w Ruchu Sił Zbrojnych (MFA – Movimento das Forças Armadas), postanowili, że czas z tym skończyć.
Jednym z najbardziej niesamowitych aspektów rewolucji goździków jest sposób, w jaki ją rozpoczęto. Spiskowcy potrzebowali sygnału, który postawi wojsko w stan gotowości, nie wzbudzając podejrzeń tajnej policji. Wykorzystano do tego... radio.
O godzinie 22:55 24 kwietnia radio nadało piosenkę „E Depois do Adeus” (zresztą był to utwór reprezentujący Portugalię na Eurowizji). Był to pierwszy znak dla oddziałów. Jednak kluczowym momentem była godzina 00:20, kiedy na antenie Rádio Renascença wybrzmiała pieśń „Grândola, Vila Morena” José Afonso. Utwór ten był zakazany przez cenzurę, ponieważ kojarzył się z komunizmem i braterstwem. Gdy tylko popłynęły pierwsze nuty, czołgi ruszyły na Lizbonę.
Nazwa rewolucji nie wzięła się z planów strategicznych, lecz z czystego przypadku i gestu jednej kobiety. Celeste Caeiro, pracownica restauracji w Lizbonie, szła tego dnia do pracy z naręczem czerwonych i białych goździków (restauracja obchodziła rocznicę i kwiaty miały być dla gości). Ponieważ lokal był zamknięty z powodu zamieszania na ulicach, Celeste zaczęła rozdawać kwiaty napotkanym żołnierzom.
Jeden z nich włożył goździk do lufy swojego karabinu, a inni szybko poszli w jego ślady. Ten prosty gest stał się symbolem pokojowego charakteru przewrotu. Czerwień kwiatów zalała ulice Lizbony, a zdjęcia żołnierzy z goździkami obiegły cały świat, stając się ikoną walki o wolność bez użycia przemocy.
Jeśli kiedykolwiek będziesz w Lizbonie, na pewno zobaczysz ogromny czerwony most wiszący, który przypomina Golden Gate w San Francisco. Przed rewolucją nazywał się Mostem Salazara. Tuż po obaleniu dyktatury zmieniono jego nazwę na Ponte 25 de Abril, aby upamiętnić dzień, w którym Portugalia odzyskała wolność.
Rewolucja goździków nie była tylko lokalnym przewrotem. Jej skutki odczuł niemal cały świat:
Dziś 25 kwietnia jest w Portugalii najważniejszym świętem państwowym – Dniem Wolności (Dia da Liberdade). Portugalczycy są niezwykle dumni z tego, że udało im się obalić trwający 42 lata reżim w sposób tak poetycki i niemal bezkrwawy (zginęły tylko 4 osoby, zastrzelone przez agentów PIDE broniących swojej kwatery).
Rewolucja goździków przypomina nam, że zmiany są możliwe nawet w najbardziej skostniałych systemach, a siła symbolu i jedność społeczeństwa z wojskiem potrafią zdziałać więcej niż najcięższa artyleria. To lekcja historii, która mimo upływu lat wciąż pozostaje aktualna i inspirująca.