Gość (37.30.*.*)
Pytanie o to, czy miłość jest próbą oszukania czasu i ucieczki przed przemijaniem, towarzyszy ludzkości od wieków. Choć na co dzień kojarzymy miłość z motylami w brzuchu czy wspólnym parzeniem kawy, głębsza analiza filozoficzna i psychologiczna sugeruje, że pod tymi emocjami kryje się coś znacznie potężniejszego – instynktowne dążenie do zachowania cząstki siebie na zawsze.
Jedną z najsłynniejszych koncepcji łączących miłość z nieśmiertelnością odnajdziemy w „Uczcie” Platona. W dialogu tym wieszczka Diotyma tłumaczy Sokratesowi, że miłość (Eros) nie jest jedynie pożądaniem drugiej osoby, ale pragnieniem wiecznego posiadania dobra. Ponieważ człowiek jest istotą śmiertelną, jedynym sposobem na osiągnięcie „wieczności” jest prokreacja.
Według tej teorii, miłość popycha nas do „płodzenia w pięknie”. Może to przybierać dwie formy:
Z tej perspektywy miłość jest siłą napędową, która każe nam wykraczać poza własne „ja” i zostawiać trwały ślad w świecie.
Patrząc na to zagadnienie przez pryzmat nauki, trudno nie zauważyć, że biologia zdaje się potwierdzać intuicje filozofów. Z punktu widzenia ewolucji, miłość romantyczna i przywiązanie są mechanizmami, które mają zapewnić przetrwanie gatunku.
Nasz kod genetyczny dąży do nieśmiertelności poprzez replikację. Miłość jest więc „narzędziem”, które łączy ludzi, buduje stabilne relacje i motywuje do opieki nad potomstwem. W tym ujęciu nieśmiertelność nie dotyczy naszej świadomości, ale informacji zapisanej w DNA, która płynie przez pokolenia niczym nieprzerwana rzeka.
Współczesna psychologia, a konkretnie Teoria Opanowywania Trwogi (Terror Management Theory), sugeruje, że miłość pełni jeszcze jedną ważną funkcję – chroni nas przed paraliżującym lękiem przed śmiercią. Świadomość własnej śmiertelności jest dla człowieka trudna do udźwignięcia.
Bliskie relacje dają nam poczucie przynależności do czegoś większego i trwalszego niż my sami. Kiedy kochamy i jesteśmy kochani, stajemy się częścią wspólnej historii. Poczucie, że będziemy opłakiwani i zapamiętani, daje nam symboliczną nieśmiertelność. Miłość sprawia, że świat wydaje się bezpieczniejszy, a nasze istnienie nabiera sensu, który wydaje się wykraczać poza ramy czasowe biologicznego życia.
Motyw miłości silniejszej niż śmierć (tzw. amor vincit omnia) jest fundamentem największych dzieł literackich. Od Orfeusza szukającego Eurydyki w Hadesie, po współczesne historie o duchach – kultura nieustannie karmi nas wizją, w której więź emocjonalna jest jedyną rzeczą, której nie jest w stanie przeciąć kosa kostuchy. To pokazuje, jak głęboko w naszej psychice zakorzeniona jest nadzieja, że miłość stanowi pomost między życiem a „czymś więcej”.
Można się zastanawiać, czy nazywanie miłości wyrazem pragnienia nieśmiertelności nie odziera jej z romantyzmu. Czy kochamy drugą osobę dla niej samej, czy podświadomie używamy jej jako narzędzia do walki z nicością?
Większość myślicieli zgadza się, że te dwie rzeczy się nie wykluczają. Miłość może być jednocześnie autentycznym, bezinteresownym uczuciem i głębokim, egzystencjalnym mechanizmem obronnym. To właśnie ta dwoistość sprawia, że jest ona tak fascynująca. Pozwala nam żyć „tu i teraz”, a jednocześnie daje nadzieję, że to, co w nas najcenniejsze, nie zniknie wraz z ostatnim oddechem.
Choć nie możemy z całą pewnością stwierdzić, co dzieje się po śmierci, miłość pozostaje najbardziej namacalnym dowodem na to, że człowiek potrafi wyjść poza granice własnego egoizmu i czasu.