Gość (37.30.*.*)
Powiedzenie, że „nie ma ludzi niezdobytych, są tylko tacy, których ceny nie znaleziono”, to jedna z tych myśli, które potrafią wywołać burzliwą dyskusję przy kolacji. Brzmi cynicznie, niemal brutalnie, ale jednocześnie dotyka pewnej niewygodnej prawdy o ludzkiej naturze. Choć kojarzy się głównie ze światem wielkiej polityki, biznesu i szpiegowskich thrillerów, w rzeczywistości odnosi się do mechanizmów psychologicznych, które kierują nami wszystkimi.
Autorstwo tych słów najczęściej przypisuje się Robertowi Walpole’owi, XVIII-wiecznemu premierowi Wielkiej Brytanii. Miał on twierdzić, że „wszyscy ci ludzie mają swoją cenę” (all these men have their price), odnosząc się do skorumpowanych polityków swoich czasów. Z biegiem lat cytat ewoluował i nabrał szerszego znaczenia. Przestał dotyczyć wyłącznie łapówek w kopertach, a zaczął opisywać podatność człowieka na różnego rodzaju pokusy, motywacje i naciski.
W ujęciu historycznym i socjologicznym teza ta zakłada, że każdy człowiek ma jakiś punkt krytyczny – moment, w którym jego opór, lojalność czy zasady moralne ustępują pod wpływem odpowiednio dobranej korzyści lub uniknięcia straty.
To najczęstszy błąd w interpretacji tego powiedzenia. Gdyby chodziło tylko o przelewy na konto, świat byłby znacznie prostszy (i prawdopodobnie bardziej przewidywalny). W psychologii „cena” jest pojęciem niezwykle szerokim. Dla jednego będzie to faktycznie luksusowe życie i status materialny, ale dla kogoś innego „ceną” może być:
W psychologii behawioralnej istnieje pojęcie „pozytywnego wzmocnienia”. Badania pokazują, że odpowiednio dobrany bodziec jest w stanie zmodyfikować zachowanie niemal każdej istoty żywej. Różnica polega jedynie na tym, że u ludzi te bodźce są niezwykle złożone i często ukryte głęboko w podświadomości.
Dlaczego mówi się, że nie ma ludzi niezdobytych? Ponieważ każdy z nas ma potrzeby. Zgodnie z hierarchią Maslowa, jeśli podstawowe potrzeby (bezpieczeństwo, przynależność, szacunek) są zagrożone lub mogą zostać spektakularnie zaspokojone, nasza determinacja do trzymania się sztywnych zasad może osłabnąć.
„Znalezienie ceny” to w rzeczywistości proces odkrywania słabych punktów danej osoby. Może to być ambicja, strach, miłość lub poczucie krzywdy. Specjaliści od negocjacji czy socjotechniki wiedzą, że nie chodzi o to, by kogoś „przekupić” w tradycyjnym sensie, ale by zaoferować mu coś, co w jego wewnętrznym systemie wartości przeważy szalę.
Wielu filozofów i etyków nie zgadza się z tezą Walpole’a. Wskazują oni na postacie historyczne, które mimo tortur, groźby śmierci czy propozycji niewyobrażalnych bogactw, nie zdradziły swoich ideałów. Czy to oznacza, że ich ceny nie znaleziono, czy może ich cena po prostu nie istnieje w świecie materialnym?
Można argumentować, że dla takich osób „ceną” byłoby zachowanie czystego sumienia lub wierność Bogu/idei, co było dla nich cenniejsze niż życie. W takim ujęciu powiedzenie to pozostaje prawdziwe, ale zmienia się definicja „zdobycia” – nie da się ich kupić rzeczami ziemskimi, bo ich system wartości operuje na innej płaszczyźnie.
Dzisiaj to powiedzenie częściej słyszymy w kontekście marketingu, rekrutacji czy budowania relacji biznesowych. Firmy prześcigają się w „znajdowaniu ceny” klienta, oferując mu nie tylko produkt, ale emocje i poczucie przynależności. W świecie mediów społecznościowych naszą „ceną” za darmowy dostęp do usług jest nasza prywatność i czas.
Choć stwierdzenie to brzmi pesymistycznie, warto spojrzeć na nie jako na lekcję pokory i empatii. Każdy z nas ma swoje granice i każdy z nas do czegoś dąży. Zrozumienie, co jest „ceną” drugiego człowieka, nie musi służyć manipulacji – może być kluczem do lepszej komunikacji i budowania trwałych, opartych na wzajemnych korzyściach relacji.