Gość (37.30.*.*)
Propozycje zmian w systemie podatkowym, które dotykają tak wrażliwych sfer życia jak rozwód czy stan cywilny, zawsze budzą ogromne emocje. Ekonomiści, prawnicy i socjolodzy analizują takie pomysły pod kątem ich efektywności, sprawiedliwości społecznej oraz wpływu na gospodarkę. Koncepcja zakładająca preferencje dla ugodowego podziału majątku, nowe opodatkowanie sprzedaży nieruchomości po rozwodzie oraz powrót do idei tzw. „bykowego” to mieszanka zachęt i kar, która w oczach specjalistów wygląda dość kontrowersyjnie.
Pomysł wprowadzenia zerowej stawki podatku (lub opłaty) w przypadku, gdy strony dogadają się co do podziału majątku i zatwierdzą to przed sądem, jest oceniany przez prawników i ekonomistów raczej pozytywnie. Obecnie procesy o podział majątku potrafią ciągnąć się latami, generując ogromne koszty dla budżetu państwa (utrzymanie aparatu sprawiedliwości) oraz dla samych obywateli.
Specjaliści wskazują, że:
Koncepcja nałożenia 5% podatku na sprzedaż nieruchomości po 6 latach od rozwodu jest dla wielu ekspertów trudna do uzasadnienia ekonomicznego. Obecnie w polskim prawie obowiązuje zasada, że sprzedaż nieruchomości po 5 latach od jej nabycia (a w przypadku spadku lub rozwodu liczy się to często od daty nabycia do majątku wspólnego) jest wolna od podatku dochodowego.
Ekonomiści zwracają uwagę na kilka problemów:
Najwięcej kontrowersji wzbudza propozycja podniesienia podatków PIT i CIT o 2–5% dla osób powyżej 21. roku życia, które nie pozostają w związku małżeńskim (w tym rozwodników). Jest to nowoczesna wersja historycznego „bykowego”, które funkcjonowało w Polsce w czasach PRL.
Co o tym sądzą ekonomiści?
Większość ekspertów zajmujących się wolnym rynkiem ocenia ten pomysł jako dyskryminujący i nieefektywny. Argumentują oni, że:
Warto wiedzieć, że „bykowe” to nie jest nowy pomysł. W Polsce Ludowej (PRL) podatek ten istniał w latach 1946–1973. Obowiązywał osoby bezdzietne, nieżonate i niezamężne powyżej 21. roku życia (później limit podniesiono do 25 lat). Stawka wynosiła zazwyczaj od 10% do 20% kwoty podatku dochodowego. Oficjalnym celem była pomoc wielodzietnym rodzinom i stymulowanie demografii po wojnie, jednak w praktyce był on postrzegany jako uciążliwa represja finansowa, która nie miała realnego wpływu na dzietność.
Specjaliści zazwyczaj dążą do uproszczenia systemu podatkowego, a nie do wprowadzania kolejnych zmiennych zależnych od życia prywatnego obywateli. O ile zerowa stawka przy ugodach jest postrzegana jako racjonalny mechanizm odciążający sądy, o tyle podwyższanie podatków dla singli (zwłaszcza w obszarze CIT) oraz dodatkowe daniny od nieruchomości po rozwodzie są oceniane jako rozwiązania zwiększające biurokrację i naruszające poczucie sprawiedliwości podatkowej.
Wprowadzenie takich zmian wymagałoby głębokich analiz skutków regulacji (OSR), ponieważ ryzyko ucieczki w szarą strefę lub fikcyjne związki małżeńskie byłoby w takim systemie bardzo wysokie. Eksperci podkreślają, że nowoczesne państwo powinno raczej wspierać rodziny poprzez ulgi i systemy motywacyjne, zamiast stosować mechanizmy represyjne wobec osób żyjących samodzielnie.