Gość (37.30.*.*)
Każdy z nas miewa takie momenty, kiedy świat wydaje się nieco mniej kolorowy, a poranne wstanie z łóżka urasta do rangi wyprawy na Mount Everest. To właśnie te chwile często określamy mianem „blue days”. Choć termin ten brzmi nieco poetycko, kryje się pod nim całe spektrum emocji – od lekkiego przygnębienia i spadku motywacji, aż po konkretne zjawiska kulturowe, które na stałe wpisały się w nasz kalendarz.
W języku angielskim idiom „feeling blue” oznacza po prostu czuć się smutnym, przygnębionym lub melancholijnym. Skojarzenie koloru niebieskiego ze smutkiem ma głębokie korzenie w kulturze i sztuce. Już w mitologii greckiej niebieski bywał łączony z deszczem (łzami boga Zeusa), a w muzyce gatunek zwany bluesem opiera się właśnie na wyrażaniu tęsknoty, bólu i życiowych trudności.
„Blue days” to zatem dni, w których nasza energia życiowa jest na wyczerpaniu, a my czujemy się emocjonalnie „wyblakli”. Nie musi to być od razu depresja kliniczna – często to po prostu naturalna reakcja organizmu na stres, niewyspanie lub przesilenie jesienno-zimowe.
Mówiąc o „blue days”, nie sposób nie wspomnieć o najsłynniejszym z nich – Blue Monday. Przypada on zazwyczaj w trzeci poniedziałek stycznia i jest ogłoszony „najbardziej depresyjnym dniem w roku”. Termin ten wprowadził w 2005 roku brytyjski psycholog Cliff Arnall, który opracował nawet specjalny wzór matematyczny, biorący pod uwagę takie zmienne jak:
Warto jednak wiedzieć, że Blue Monday to w dużej mierze chwyt marketingowy. Pierwotnie termin ten powstał na potrzeby kampanii biura podróży, która miała zachęcić ludzi do rezerwowania wakacji w celu poprawy humoru. Środowisko naukowe podchodzi do tego wzoru z dużym dystansem, ale nazwa „Blue Monday” na stałe weszła do popkultury jako symbol styczniowego dołka.
„Blue days” mogą przytrafić się każdemu, niezależnie od pory roku. Często pojawiają się nagle i objawiają się w specyficzny sposób:
Czy wiesz, że istnieje światowy bestseller poświęcony właśnie temu zagadnieniu? Bradley Trevor Greive napisał książkę „The Blue Day Book” (w Polsce wydaną jako „Błękitny dzień”), która za pomocą zabawnych zdjęć zwierząt i krótkich tekstów pomaga czytelnikom przetrwać gorsze chwile. To dowód na to, że poczucie smutku jest uniwersalnym doświadczeniem, które dotyczy nas wszystkich.
Kiedy dopadnie Cię „blue day”, najważniejsze to nie walczyć z nim na siłę. Akceptacja tego, że mamy prawo czuć się gorzej, to pierwszy krok do poprawy samopoczucia. Oto kilka sprawdzonych sposobów na rozjaśnienie „niebieskich dni”:
Choć sporadyczne spadki nastroju są wpisane w ludzką naturę, warto zachować czujność. Jeśli „niebieskie dni” zamieniają się w tygodnie, a smutek uniemożliwia normalne funkcjonowanie, może to być sygnał, że mamy do czynienia z sezonowym zaburzeniem afektywnym (SAD) lub depresją. W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest konsultacja ze specjalistą – psychologiem lub psychiatrą. Pamiętaj, że dbanie o zdrowie psychiczne jest tak samo ważne (i normalne!), jak dbanie o zdrowie fizyczne.