Gość (37.30.*.*)
Rynek produktów konopnych w Polsce przeżywa prawdziwy rozkwit, a maści oparte na tej roślinie stały się jednymi z najchętniej wybieranych preparatów naturalnych. Choć na pierwszy rzut oka wszystkie mogą wydawać się podobne, klucz tkwi w składzie, a konkretnie w obecności (lub braku) kannabidiolu, czyli CBD. Zrozumienie różnicy między olejem z nasion konopi a ekstraktem z kwiatów jest kluczowe, aby dobrać produkt idealnie dopasowany do potrzeb skóry lub problemów zdrowotnych.
Podstawowa różnica między tymi dwoma produktami wynika z części rośliny, z której pozyskano składnik aktywny. Maści „bez CBD” bazują zazwyczaj na oleju z nasion konopi siewnych (Cannabis Sativa Seed Oil). Jest to olej tłoczony na zimno, który jest niezwykle bogaty w niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (Omega-3 i Omega-6), witaminy A, D, E oraz minerały. Taka maść świetnie regeneruje barierę lipidową skóry, nawilża i działa ochronnie.
Z kolei maść z CBD zawiera dodatkowo ekstrakt z kwiatostanów konopi, w którym znajduje się kannabidiol. CBD to związek o silnym działaniu przeciwzapalnym, przeciwbólowym i łagodzącym. O ile maść z samego oleju z nasion jest genialnym kosmetykiem pielęgnacyjnym, o tyle maść z CBD wchodzi już w sferę produktów o działaniu terapeutycznym.
Maści bez CBD są idealne do codziennej pielęgnacji skóry suchej, atopowej czy skłonnej do alergii. Działają jak „plaster” nawilżający, który zapobiega ucieczce wody z naskórka. Są bezpieczne dla dzieci i niemowląt, a ich głównym zadaniem jest odżywienie i zmiękczenie skóry. Jeśli Twoim problemem jest po prostu szorstkość łokci, pękające pięty lub lekko podrażniona skóra po goleniu, klasyczna maść konopna w zupełności wystarczy.
Maść z dodatkiem CBD to „waga ciężka” w walce z konkretnymi dolegliwościami. Dzięki temu, że kannabidiol oddziałuje na receptory w naszej skórze, może on realnie wpływać na procesy zapalne. Warto po nią sięgnąć w przypadku:
To pytanie wciąż budzi wiele emocji, ale odpowiedź jest prosta: tak, maści konopne są w pełni legalne, o ile są produkowane z konopi siewnych (Cannabis Sativa L.), a nie indyjskich. Kluczowym parametrem jest zawartość THC (tetrahydrokannabinolu), czyli substancji psychoaktywnej.
W Polsce i większości krajów Unii Europejskiej limit zawartości THC w produktach konopnych wynosi obecnie 0,3% (wcześniej było to 0,2%). Maści sprzedawane w aptekach, drogeriach czy sklepach zielarskich muszą spełniać te normy. CBD samo w sobie nie posiada właściwości odurzających, nie uzależnia i nie jest wpisane na listę substancji zakazanych. Można więc bez obaw stosować takie preparaty, jeździć po nich samochodem czy podawać je osobom starszym.
To częsta obawa, jednak zupełnie nieuzasadniona. Maści stosuje się miejscowo na skórę. Nawet jeśli produkt zawierałby śladowe ilości THC (poniżej dopuszczalnego limitu), substancja ta nie przenika do krwiobiegu w ilościach, które mogłyby wpłynąć na wynik testu narkotykowego z moczu czy krwi. Skóra stanowi zbyt silną barierę dla tak znikomych dawek.
Kupując maść konopną, warto stać się małym detektywem składu (INCI). Producenci czasem stosują triki marketingowe, nazywając produkt „konopnym”, mimo że oleju jest tam jak na lekarstwo.
Nasza skóra posiada własny układ endokannabinoidowy. Oznacza to, że mamy w niej receptory (CB1 i CB2), które „pasują” do związków zawartych w konopiach jak klucz do zamka. Dlatego CBD dostarczane z zewnątrz potrafi tak skutecznie wyciszać stany zapalne i regulować pracę komórek skóry. Co ciekawe, olej konopny ma tzw. zerowy wskaźnik komedogenności, co oznacza, że mimo bycia olejem, nie zapycha porów – mogą go więc stosować nawet osoby z cerą bardzo tłustą i trądzikową.
Wybór między maścią z CBD a tą bez niego zależy więc głównie od celu, jaki chcemy osiągnąć. Do profilaktyki i nawilżania wystarczy olej z nasion, natomiast do zadań specjalnych i walki z bólem czy stanem zapalnym, CBD będzie niezastąpionym sojusznikiem.