Gość (37.30.*.*)
Wiele osób zadaje sobie to pytanie, słysząc niepokojące doniesienia w mediach czy przeglądając nagłówki w mediach społecznościowych. Odpowiedź brzmi: termin „małpia grypa” jest potocznym, choć niezbyt precyzyjnym określeniem choroby, która oficjalnie nazywa się Mpox (dawniej znaną jako małpia ospa). Choć nazwa sugeruje coś na kształt sezonowej infekcji, rzeczywistość jest nieco inna i warto wiedzieć, z czym tak naprawdę mamy do czynienia, aby nie ulegać niepotrzebnej panice.
To, co potocznie nazywamy „małpią grypą”, w rzeczywistości nie jest wirusem grypy. Choroba, o której jest głośno w kontekście międzynarodowych alertów zdrowotnych, to Mpox, wywoływana przez wirus małpiej ospy (MPXV). Należy on do tej samej rodziny co wirus ospy prawdziwej, która została całkowicie wyeliminowana dzięki szczepieniom w latach 80. XX wieku.
Skąd więc wzięła się nazwa „grypa”? Prawdopodobnie z faktu, że początkowe objawy Mpox bardzo przypominają ciężką grypę – pojawia się wysoka gorączka, dreszcze, bóle mięśni i ogromne osłabienie. Jednak kluczową różnicą jest charakterystyczna wysypka oraz powiększone węzły chłonne, co przy zwykłej grypie zdarza się rzadko.
Mpox to choroba odzwierzęca, co oznacza, że przenosi się ze zwierząt na ludzi. Po raz pierwszy zidentyfikowano ją w 1958 roku u małp trzymanych do celów badawczych (stąd pierwotna nazwa), choć naukowcy podejrzewają, że głównym rezerwuarem wirusa w naturze są raczej gryzonie, takie jak wiewiórki czy szczury lądowe w Afryce Środkowej i Zachodniej.
Pierwszy przypadek u człowieka odnotowano w 1970 roku w Demokratycznej Republice Konga. Przez dziesięciolecia choroba występowała głównie lokalnie, jednak w 2022 roku doszło do globalnego rozprzestrzenienia się wirusa, co skłoniło Światową Organizację Zdrowia (WHO) do ogłoszenia stanu zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym.
W 2022 roku WHO podjęło decyzję o odejściu od nazwy „małpia ospa” (monkeypox) na rzecz „Mpox”. Powodem były kwestie wizerunkowe i etyczne – stara nazwa była uznawana za stygmatyzującą i mogła prowadzić do rasistowskich skojarzeń lub nieuzasadnionej agresji wobec zwierząt, które nie są bezpośrednio winne epidemii.
Wirus nie przenosi się tak łatwo jak zwykłe przeziębienie czy COVID-19. Do zakażenia dochodzi zazwyczaj poprzez:
Najczęstsze objawy to:
Jeśli pytasz o „małpią grypę” w sensie biologicznym – czyli wirus grypy atakujący naczelne – to tak, małpy mogą chorować na różne odmiany grypy, podobnie jak ludzie. Istnieją wirusy grypy typu A, które mogą krążyć w populacjach zwierząt. Jednak te konkretne wirusy rzadko stanowią zagrożenie epidemiczne dla ludzi i nie o nich mowa w kontekście ostatnich wiadomości ze świata medycyny. To, co media i internauci nazywają „małpią grypą”, to niemal zawsze wspomniany wcześniej Mpox.
Większość przypadków Mpox ma przebieg łagodny i ustępuje samoistnie po 2–4 tygodniach. Istnieją jednak grupy ryzyka, takie jak dzieci, kobiety w ciąży czy osoby z obniżoną odpornością, u których choroba może być groźniejsza. Dobra wiadomość jest taka, że dysponujemy już szczepionkami (opracowanymi pierwotnie przeciw ospie prawdziwej) oraz lekami przeciwwirusowymi, które są skuteczne w walce z tym patogenem.
Warto śledzić oficjalne komunikaty Ministerstwa Zdrowia i Głównego Inspektoratu Sanitarnego, ale na ten moment Mpox nie jest chorobą, która paraliżowałaby życie codzienne w taki sposób, jak robiła to pandemia koronawirusa. Kluczem jest higiena, unikanie bliskiego kontaktu z osobami wykazującymi objawy oraz rzetelna wiedza, która pozwala odróżnić fakty od medialnej sensacji.
Czy wiesz, że osoby urodzone przed 1980 rokiem, które przeszły obowiązkowe szczepienie przeciwko ospie prawdziwej, posiadają pewien stopień odporności krzyżowej na Mpox? Choć ochrona ta słabnie z czasem, badania sugerują, że może ona łagodzić przebieg ewentualnego zakażenia wirusem Mpox. To jeden z powodów, dla których choroba ta rzadziej dotyka starsze pokolenia w sposób ciężki.