Gość (37.30.*.*)
Ach, ten moment, kiedy budzik dzwoni, a Ty masz wrażenie, że Twoje ciało waży tonę, a łóżko zamieniło się w najprzytulniejszy kokon na świecie. Chęć pozostania pod ciepłą kołdrą to uczucie, które zna chyba każdy. To nie zawsze jest kwestia lenistwa! Za tą nieodpartą potrzebą kryje się cała mieszanka procesów fizjologicznych, psychologicznych i po prostu... współczesnego życia.
Zacznijmy od tego, że łóżko to symbol bezpieczeństwa, komfortu i braku obowiązków. Kiedy za oknem czeka stres, pośpiech i lista zadań do zrobienia, naturalne jest, że mózg woli pozostać w strefie, w której jest ciepło i cicho. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.
Jedną z głównych przyczyn, dla których tak trudno nam się wygramolić spod kołdry, jest zjawisko zwane inercją snu (lub bezwładnością snu).
Inercja snu to przejściowy stan między snem a pełnym wybudzeniem, który charakteryzuje się osłabioną sprawnością fizyczną i umysłową, obniżoną czujnością, a także silną chęcią powrotu do snu. To właśnie wtedy czujesz się oszołomiony, masz problemy z koncentracją i reagujesz wolniej.
Ciekawostka: Intensywność inercji snu zależy od tego, w jakiej fazie snu zostaniesz obudzony. Najgorzej jest, gdy budzik wyrwie Cię z głębokiej fazy snu NREM (snu wolnofalowego). W tym czasie organizm intensywnie się regeneruje, a mózg pracuje w zwolnionym tempie. Gwałtowne wybudzenie w tej fazie sprawia, że ciało i umysł nie są przygotowane na pełną aktywność.
Jeśli regularnie sypiasz za mało, inercja snu może trwać dłużej i być bardziej intensywna. Organizm po prostu domaga się dłuższego odpoczynku, a łóżko wydaje się jedynym sensownym rozwiązaniem. Specjaliści podkreślają, że przewlekły niedobór snu ma bardzo poważne skutki dla funkcjonowania całego organizmu.
Czasem niechęć do opuszczenia łóżka to coś więcej niż tylko poranna ospałość. Może być to sygnał, że dzieje się coś głębszego na poziomie psychologicznym.
W języku psychologii istnieje termin dysania, który opisuje przewlekłą, niemożliwą do przezwyciężenia niechęć do wstawania rano z łóżka. Choć dysania nie jest oficjalnie sklasyfikowana jako choroba, jest to symptom, który może wskazywać na poważniejsze problemy.
Jedną z najczęstszych przyczyn psychologicznych, które sprawiają, że nie mamy siły wstać, jest depresja. Depresja często objawia się anhedonią, czyli utratą radości z życia, smutkiem, pustką, a także chronicznym brakiem sił i energii do działania. Łóżko staje się wtedy jedynym bezpiecznym miejscem, a rozpoczęcie dnia wydaje się przytłaczającym wysiłkiem.
Innym powiązanym stanem jest abulia, czyli brak woli lub energii do podjęcia działania. Kiedy codzienne obowiązki wydają się zbyt ciężkie, a motywacja leży na zerowym poziomie (co często ma związek z wypaleniem zawodowym lub chronicznym stresem), pozostanie w łóżku jest najprostszą formą ucieczki.
Nie tylko to, co dzieje się w naszej głowie i w trakcie snu, wpływa na poranne samopoczucie.
Chroniczny stres i niepokój w ciągu dnia mają bezpośredni wpływ na jakość snu. Kiedy kładziesz się spać z głową pełną zmartwień, Twój sen jest płytki i przerywany. W rezultacie rano budzisz się zmęczony, a wizja kolejnego stresującego dnia tylko potęguje chęć schowania się pod kołdrą.
Trudności z porannym wstawaniem mogą być również objawem różnych schorzeń, w tym:
Jeśli problemy ze wstawaniem są przewlekłe i towarzyszą im inne niepokojące objawy (np. zawroty lub bóle głowy), warto skonsultować się z lekarzem, aby wykluczyć przyczyny medyczne.
Nawet najlepsze intencje nie pomogą, jeśli Twoje łóżko nie sprzyja regeneracji. Źle dobrany materac może powodować chroniczny ból kręgosłupa, szyi lub głowy, co naturalnie sprawia, że nie masz ochoty zrywać się z łóżka.
Podsumowując, chęć pozostania w łóżku to złożony problem. Czasem to sygnał, że musisz lepiej zadbać o higienę snu i rytm dobowy, a czasem wołanie o pomoc ze strony psychiki, która potrzebuje odpoczynku od przytłaczającej rzeczywistości. Wysłuchanie tego, co mówi Ci Twoje ciało i umysł, to pierwszy krok do tego, by poranki stały się łatwiejsze.