Gość (37.30.*.*)
Choć moda na dietę typu „raw food” sugeruje, że surowe warzywa są najzdrowszym wyborem, natura bywa przewrotna. Wiele roślin wykształciło skomplikowane mechanizmy obronne, aby chronić się przed zjedzeniem przez zwierzęta czy owady. Te naturalne toksyny, które dla rośliny są tarczą, dla ludzkiego organizmu mogą okazać się szkodliwe, a nawet niebezpieczne. Zanim więc przygotujesz kolejną porcję chrupiących słupków z warzyw, sprawdź, które z nich bezwzględnie wymagają obróbki cieplnej.
Ziemniaki to absolutna podstawa polskiej kuchni, ale jedzenie ich na surowo to bardzo zły pomysł. Wszystko przez solaninę – toksyczny glikozyd, który znajduje się w całej roślinie, a w bulwach kumuluje się szczególnie wtedy, gdy zaczynają one kiełkować lub zielenieć pod wpływem światła.
Spożycie surowego ziemniaka może prowadzić do silnych zatruć pokarmowych, bólów głowy, nudności, a w skrajnych przypadkach nawet do problemów z układem nerwowym. Gotowanie, pieczenie czy smażenie znacznie redukuje zawartość solaniny, czyniąc ziemniaki bezpiecznymi i lekkostrawnymi.
Jeśli zauważysz, że ziemniak ma zieloną skórkę, nie wystarczy go ugotować. Zielony kolor to znak, że stężenie solaniny jest tam wyjątkowo wysokie. Najlepiej taką część grubo odkroić lub, dla bezpieczeństwa, wyrzucić cały egzemplarz.
Surowa fasola (szczególnie czerwona odmiana kidney) oraz inne strączki to jedne z najbardziej zdradliwych produktów. Zawierają one fitohemaglutyninę – rodzaj lektyny, która jest toksyczna dla człowieka. Już zjedzenie kilku surowych ziaren fasoli może wywołać gwałtowne wymioty, biegunkę i silny ból brzucha w ciągu zaledwie kilku godzin.
Obróbka cieplna jest tu kluczowa. Moczenie strączków, a następnie ich długie gotowanie w wysokiej temperaturze całkowicie neutralizuje te szkodliwe związki. Warto pamiętać, że wolnowary mogą czasem nie osiągać temperatury wystarczającej do rozbicia lektyn, dlatego fasolę zawsze warto najpierw zagotować tradycyjnie.
Podobnie jak ziemniaki, bakłażan należy do rodziny psiankowatych. Oznacza to, że on również zawiera solaninę. Choć młode owoce mają jej stosunkowo niewiele, jedzenie surowego bakłażana może skończyć się problemami żołądkowymi. Dodatkowo surowy bakłażan ma gąbczastą, niezbyt przyjemną strukturę i dość gorzki smak, który znika dopiero po upieczeniu lub usmażeniu.
Rabarbar kojarzy nam się z pysznym kompotem lub ciastem, ale jego surowe łodygi (a zwłaszcza liście!) mogą być problematyczne. Roślina ta zawiera bardzo wysokie stężenie kwasu szczawiowego. Związek ten wiąże wapń w organizmie, co może prowadzić do powstawania kamieni nerkowych oraz niedoborów minerałów.
O ile zjedzenie jednej surowej łodygi pewnie nikomu nie zaszkodzi, o tyle liście rabarbaru są uznawane za trujące i nigdy nie powinny trafić na talerz – nawet po ugotowaniu.
Maniok staje się w Polsce coraz popularniejszy, ale wymaga on szczególnej uwagi. Surowy maniok zawiera glikozydy cyjanogenne, które w procesie trawienia przekształcają się w groźny cyjanowodór. Aby maniok był bezpieczny do spożycia, musi zostać odpowiednio przygotowany: obrany, wymoczony i bardzo dokładnie ugotowany lub upieczony. Spożywanie go na surowo jest skrajnie niebezpieczne.
Choć powszechnie uważa się, że wysoka temperatura niszczy witaminy (co jest prawdą np. w przypadku witaminy C), to w wielu przypadkach obróbka cieplna jest niezbędna, aby „odblokować” wartości odżywcze.
Niektóre warzywa kapustne, jak brokuły czy kalafior, jedzone na surowo w bardzo dużych ilościach mogą wpływać na pracę tarczycy u osób z niedoborami jodu. Zawierają one tzw. goitrogeny, które tracą swoją aktywność podczas gotowania na parze lub w wodzie. Jeśli masz zdrową tarczycę, surowy brokuł w sałatce jest okej, ale przy problemach hormonalnych lepiej postawić na wersję blanszowaną.