Gość (5.172.*.*)
Kwestia treści dla dorosłych w japońskim kinie to temat, wokół którego narosło mnóstwo mitów. Wiele osób, kojarząc Japonię z kontrowersyjnymi produkcjami anime czy specyficznym przemysłem rozrywkowym, zakłada, że tamtejsze filmy fabularne są przesycone nagością i brutalnością. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej złożona i uporządkowana przez rygorystyczny system klasyfikacji wiekowej.
W Japonii za ocenianie filmów odpowiada organizacja EIRIN (Eiga Rinri Kanri Iinkai). To ona decyduje, czy dany film trafi do szerokiej dystrybucji, czy otrzyma łatkę "tylko dla dorosłych". System ten jest bardzo przejrzysty i dzieli produkcje na cztery główne kategorie:
Większość japońskich filmów fabularnych, które trafiają do kin sieciowych i na międzynarodowe festiwale, mieści się w kategoriach G, PG12 lub R15+. Filmy z kategorią R18+ stanowią mniejszy procent ogólnej produkcji i zazwyczaj są wyświetlane w mniejszych, niszowych kinach. Co ciekawe, japońskie prawo wciąż wymaga stosowania cenzury (rozmycia lub „pikselozy”) w przypadku ukazywania narządów płciowych, nawet w filmach przeznaczonych wyłącznie dla dorosłych.
Mówiąc o treściach 18+ w Japonii, nie sposób pominąć fenomenu Pinku eiga, czyli tzw. „różowych filmów”. To specyficzny nurt kina erotycznego, który rozkwitł w latach 60. i 70. XX wieku. Choć są to produkcje niskobudżetowe i nasycone scenami erotycznymi, mają one swoje żelazne zasady:
Warto wiedzieć, że Pinku eiga to nie jest typowa pornografia (AV – Adult Video). To filmy fabularne z fabułą, postaciami i często artystycznym zacięciem. Wielu wybitnych japońskich reżyserów, jak np. Kiyoshi Kurosawa czy Yōichi Sai, zaczynało swoją karierę właśnie w tym gatunku, traktując go jako poligon doświadczalny dla swojej kreatywności.
Często to nie nagość, a ekstremalna przemoc sprawia, że japońskie filmy otrzymują kategorię 18+. Japońscy twórcy, tacy jak Takashi Miike czy Sion Sono, słyną z przekraczania granic w ukazywaniu brutalności. Filmy takie jak „Ichi the Killer” czy „Audition” stały się kultowe na całym świecie właśnie ze względu na drastyczne sceny, które dla zachodniego widza bywają trudne do zniesienia.
W mainstreamowym kinie japońskim (dramatach, romansach czy komediach) treści 18+ jest stosunkowo mało. Japończycy w swojej kulturze popularnej często stawiają na subtelność i niedopowiedzenia. Jeśli szukasz typowego filmu fabularnego z Japonii, prawdopodobieństwo, że trafisz na treści pornograficzne, jest bliskie zeru, chyba że celowo szukasz produkcji z niszowych kategorii.
To pytanie zadaje sobie wielu obcokrajowców. Wynika to z artykułu 175 japońskiego kodeksu karnego, który zakazuje dystrybucji „obscenicznych” materiałów. Przepis ten pochodzi jeszcze z XIX wieku i choć definicja „obsceniczności” ewoluowała, w praktyce oznacza to konieczność zakrywania genitaliów w filmach, zdjęciach, a nawet w mandze. Nawet jeśli film ma kategorię R18+, prawo to nadal obowiązuje.
Jeśli obawiasz się, że japońskie kino to tylko skrajności, warto sięgnąć po dzieła mistrzów takich jak Hirokazu Kore-eda (zdobywca Złotej Palmy za „Złodziejaszków”) czy Ryūsuke Hamaguchi („Drive My Car”). Ich filmy to głębokie, humanistyczne historie, które skupiają się na relacjach międzyludzkich i emocjach, a ewentualne sceny dla dorosłych są w nich przedstawione w sposób bardzo naturalny i uzasadniony fabularnie.
Podsumowując, japońskie filmy fabularne nie zawierają więcej treści 18+ niż kino europejskie czy amerykańskie. Kluczem jest zwracanie uwagi na klasyfikację wiekową EIRIN – jeśli film nie ma oznaczenia R18+, możesz spodziewać się standardowego poziomu treści, do jakiego przyzwyczaiło nas kino światowe.