Gość (83.4.*.*)
Tematyka BDSM i krępowania (bondage) często budzi kontrowersje, nie tylko obyczajowe, ale i prawne. Wiele osób zastanawia się, gdzie kończy się łóżkowa fantazja, a zaczyna paragraf kodeksu karnego. Kluczowym pytaniem jest: czy unieruchomienie kogoś kajdankami lub linami, nawet za jego zgodą, może zostać uznane za bezprawne pozbawienie wolności? Odpowiedź na to pytanie nie jest czarno-biała, ponieważ prawo musi balansować między wolnością jednostki a ochroną jej dóbr osobistych.
W polskim systemie prawnym kluczowym przepisem w tym kontekście jest art. 189 Kodeksu karnego. Mówi on wyraźnie: „Kto pozbawia człowieka wolności, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”. Na pierwszy rzut oka definicja ta wydaje się obejmować każdą sytuację, w której ktoś zostaje skrępowany i nie może się samodzielnie uwolnić.
W praktyce jednak prawo karne bierze pod uwagę coś, co nazywamy społeczną szkodliwością czynu oraz tzw. kontratypy, czyli okoliczności wyłączające bezprawność czynu. Jednym z takich kontratypów, choć niepisanym wprost w kodeksie w odniesieniu do BDSM, jest zgoda pokrzywdzonego.
Zgoda osoby pełnoletniej i świadomej na określone praktyki jest fundamentem bezpieczeństwa prawnego w sferze intymnej. Aby jednak taka zgoda była skuteczna i chroniła partnera przed zarzutami, musi spełniać kilka warunków:
Warto wiedzieć, że w polskim orzecznictwie przyjmuje się, iż zgoda na naruszenie nietykalności cielesnej czy pozbawienie wolności w celach seksualnych jest skuteczna, o ile nie prowadzi do ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub śmierci.
Mimo posiadania zgody, istnieją sytuacje, w których prokurator może zainteresować się sprawą. Granica ta jest wyznaczona przez skutki fizyczne praktyk. Zgodnie z polskim prawem, nie można skutecznie wyrazić zgody na uszkodzenie ciała, które trwa dłużej niż 7 dni (art. 157 § 1 KK) ani na ciężki uszczerbek na zdrowiu (art. 156 KK).
Jeśli podczas unieruchomienia dojdzie do trwałych uszkodzeń nerwów, głębokich ran od lin czy innych poważnych obrażeń, sama zgoda „ofiary” może nie wystarczyć, by uchronić osobę krępującą przed odpowiedzialnością karną. Państwo wychodzi z założenia, że ochrona zdrowia i życia jest dobrem nadrzędnym, którym jednostka nie może swobodnie dysponować w sposób nieograniczony.
W społeczności BDSM wypracowano standardy, które mają minimalizować ryzyko nie tylko fizyczne, ale i prawne. Najpopularniejsze to:
Największe kontrowersje prawne budzą sytuacje, w których osoba unieruchomiona zostaje pozostawiona sama sobie (tzw. self-bondage lub pozostawienie partnera w zamknięciu). Jeśli w tym czasie wybuchnie pożar lub dojdzie do nagłego pogorszenia stanu zdrowia, a osoba ta nie ma możliwości ucieczki lub wezwania pomocy, osoba krępująca może usłyszeć zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 160 KK).
W takim przypadku prokuratura bada, czy podjęto odpowiednie środki ostrożności. Brak możliwości samodzielnego uwolnienia się w sytuacji zagrożenia jest traktowany bardzo poważnie.
W rzeczywistości polskie sądy niezwykle rzadko zajmują się sprawami BDSM, o ile obie strony są zadowolone z przebiegu spotkania. Prawo karne wkracza zazwyczaj wtedy, gdy:
Podsumowując, praktyki BDSM polegające na unieruchomieniu nie są przestępstwem, o ile opierają się na dobrowolnej, świadomej i odwołalnej zgodzie dorosłych osób, nie powodują ciężkich obrażeń ciała i odbywają się z poszanowaniem zasad bezpieczeństwa. Kluczem jest tutaj wzajemne zaufanie i jasna komunikacja, która w świetle prawa jest najlepszą polisą ubezpieczeniową.