Gość (37.30.*.*)
To nie jest mit – to rzeczywistość, choć stopień zaangażowania sztucznej inteligencji w procesy decyzyjne zależy od kraju i konkretnego systemu prawnego. Choć wizja „robotów-sędziów” rodem z filmów science-fiction wciąż wydaje się odległa, algorytmy już teraz odgrywają kluczową rolę w ustalaniu, czy oskarżony powinien czekać na proces w areszcie, czy może wyjść na wolność za kaucją lub zostać objęty dozorem policyjnym.
Współczesne systemy wspomagania decyzji (często nazywane narzędziami oceny ryzyka – Risk Assessment Tools) nie są „sztuczną inteligencją” w sensie świadomego bytu. To zaawansowane algorytmy statystyczne, które analizują ogromne bazy danych historycznych. Ich zadaniem jest obliczenie prawdopodobieństwa dwóch rzeczy:
Na podstawie danych takich jak historia kryminalna, wiek, stabilność zatrudnienia czy wcześniejsze przypadki niestawienia się na wezwanie, algorytm generuje wynik punktowy. To właśnie ten wynik jest przedstawiany sędziemu jako rekomendacja.
Najbardziej zaawansowane (i kontrowersyjne) systemy działają w Stanach Zjednoczonych. Narzędzia takie jak COMPAS (Correctional Offender Management Profiling for Alternative Sanctions) czy PSA (Public Safety Assessment) są powszechnie stosowane w wielu stanach. Sędziowie posiłkują się nimi, decydując o wysokości kaucji lub warunkach zwolnienia przedprocesowego.
Warto jednak zaznaczyć, że w większości systemów prawnych algorytm pełni jedynie funkcję doradczą. Ostateczny głos należy do człowieka – sędziego. Problem polega na tym, że psychologia podpowiada nam, iż ludzie mają tendencję do ufania „obiektywnym” danym z komputera, co sprawia, że sugestia AI staje się niemal wiążąca.
Głównym zarzutem wobec stosowania AI w sądownictwie jest brak przejrzystości. Wiele z tych programów to produkty komercyjne, chronione tajemnicą handlową. Oznacza to, że ani oskarżony, ani jego obrońca nie mogą dokładnie sprawdzić, dlaczego system przyznał taką, a nie inną liczbę punktów.
Co więcej, głośne śledztwo przeprowadzone przez organizację ProPublica wykazało, że algorytmy mogą powielać ludzkie uprzedzenia. Analiza systemu COMPAS zasugerowała, że narzędzie to częściej błędnie oceniało osoby czarnoskóre jako „wysokiego ryzyka” w porównaniu do osób białych o podobnej historii kryminalnej. Wynika to z faktu, że AI uczy się na danych historycznych, które same w sobie mogą być wynikiem wcześniejszych, uprzedzonych działań organów ścigania.
Niektórzy badacze twierdzą, że odpowiednio zaprojektowana AI mogłaby być bardziej obiektywna niż ludzie. Sędziowie, jak każdy z nas, ulegają zmęczeniu czy głodowi. Słynne badania z Izraela sugerowały, że sędziowie byli znacznie bardziej skłonni do udzielania zwolnień warunkowych tuż po przerwie na posiłek, a ich surowość rosła wraz z upływem czasu do kolejnej przerwy. Algorytm nie potrzebuje lunchu, by zachować stałe kryteria oceny.
W Polsce i innych krajach Unii Europejskiej sytuacja wygląda inaczej ze względu na surowe regulacje dotyczące ochrony danych osobowych (RODO) oraz nadchodzące przepisy o sztucznej inteligencji (AI Act).
Zgodnie z art. 22 RODO, każdy obywatel ma prawo do tego, by nie podlegać decyzji, która opiera się wyłącznie na zautomatyzowanym przetwarzaniu, jeśli wywołuje ona skutki prawne. W praktyce oznacza to, że w polskim systemie prawnym nie ma możliwości, aby „komputer” samodzielnie zdecydował o kaucji czy dozorze. Element ludzki jest tutaj obowiązkowy i decydujący.
Unijny AI Act klasyfikuje systemy AI stosowane w sądownictwie jako „wysokiego ryzyka”. Oznacza to, że muszą one spełniać bardzo rygorystyczne normy dotyczące przejrzystości, nadzoru ludzkiego i jakości danych, zanim zostaną dopuszczone do użytku.
To prawda, że sztuczna inteligencja współdecyduje o losach oskarżonych, ale stopień tej „współdecyzyjności” jest różny.
Sztuczna inteligencja w sądzie to potężne narzędzie, które może pomóc w walce z niespójnością wyroków, ale niesie ze sobą ryzyko utrwalania systemowych niesprawiedliwości pod płaszczykiem matematycznej nieomylności.