Gość (37.30.*.*)
Wokół Nagrody Nobla narosło wiele mitów, a sama ceremonia wręczenia wyróżnień w Sztokholmie kojarzy się z niezwykle sztywnym protokołem. Jednak gdy przyjrzymy się bliżej kwestii mowy noblowskiej, czyli oficjalnie „wykładu noblowskiego” (Nobel Lecture), okazuje się, że twórcy mają całkiem sporo swobody. Szczególnie w dziedzinie literatury, gdzie granica między wykładem a dziełem literackim bywa bardzo cienka.
Jeśli szukasz w regulaminie Fundacji Noblowskiej zapisu o konkretnej liczbie minut, możesz się rozczarować. Oficjalne wytyczne nie określają co do sekundy, jak długo powinien trwać wykład. Przyjmuje się jednak pewien standard oparty na tradycji i logice wydarzenia. Większość odczytów trwa od 20 do 45 minut.
Istnieje jednak jeden bardzo twardy wymóg formalny, o którym wielu zapomina. Zgodnie ze statutem Fundacji Noblowskiej, każdy laureat jest zobowiązany do wygłoszenia wykładu na temat swojej pracy w ciągu sześciu miesięcy od dnia wręczenia nagrody (czyli od 10 grudnia). Co ciekawe, wywiązanie się z tego obowiązku jest formalnym warunkiem wypłacenia pieniężnej części nagrody. Choć większość noblistów wygłasza mowę w tygodniu noblowskim w Sztokholmie, historia zna przypadki, gdy działo się to później lub w innej formie.
Krótka odpowiedź brzmi: tak, jak najbardziej. Akademia Szwedzka, która przyznaje literackiego Nobla, jest wyjątkowo otwarta na formę, w jakiej pisarz zdecyduje się przekazać swoje przesłanie. Wykład noblowski nie musi być suchą analizą własnej twórczości czy manifestem politycznym. Może być autonomicznym dziełem literackim.
W historii literatury mowy noblowskie wielokrotnie przybierały formę esejów, wspomnień, a nawet przypowieści. Jeśli laureat uzna, że to właśnie nowe opowiadanie najlepiej oddaje jego obecny stan ducha lub filozofię pisarską, nikt nie stanie mu na przeszkodzie. Co więcej, dla świata literatury byłoby to wydarzenie ogromnej rangi – premiera tekstu noblisty podczas tak prestiżowego wydarzenia natychmiast stałaby się tematem numer jeden w mediach kulturalnych na całym świecie.
Warto spojrzeć na to, jak do tematu podchodzili inni wielcy twórcy, by zrozumieć, jak elastyczna jest ta formuła:
Z perspektywy współczesnej promocji literatury, zaprezentowanie nowego opowiadania jako mowy noblowskiej to strzał w dziesiątkę. Taki tekst natychmiast zyskuje status „historycznego”, jest tłumaczony na dziesiątki języków i publikowany w najważniejszych dziennikach świata. Dla czytelnika to znacznie ciekawsza forma niż teoretyczne rozważania o literaturze. Pozwala ona obcować z „żywym” warsztatem pisarza w momencie jego największego triumfu.
Czy wiesz, że mowy noblowskie są publikowane w specjalnej serii wydawniczej „Les Prix Nobel”? Każdego roku Fundacja wydaje księgę pamiątkową zawierającą biografie laureatów oraz pełne teksty ich wykładów. Jeśli więc laureat przeczytałby nowe opowiadanie, zostałoby ono oficjalnie zarchiwizowane jako część noblowskiego dziedzictwa, stając się elementem światowego kanonu literatury niemal w momencie jego odczytania.
Podsumowując, choć tradycja sugeruje formę wykładu lub eseju, ramy czasowe są elastyczne (zazwyczaj ok. pół godziny), a swoboda artystyczna pozwala na zaprezentowanie nowej prozy. Akademia Szwedzka ceni oryginalność, więc nowe opowiadanie zamiast klasycznej mowy byłoby prawdopodobnie przyjęte z wielkim entuzjazmem.