Gość (37.30.*.*)
Debata na temat ryczałtowej składki zdrowotnej dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą (JDG) to obecnie jeden z najgorętszych tematów na styku ekonomii i polityki społecznej. Pytanie o to, czy takie rozwiązanie jest formą „prywatyzacji zysków i uspołecznienia strat”, dotyka samej istoty solidaryzmu społecznego oraz konstrukcji publicznego systemu ochrony zdrowia. Aby zrozumieć ten problem, musimy przyjrzeć się mechanizmom finansowania leczenia w Polsce oraz temu, jak różne grupy zawodowe zrzucają się na wspólny koszyk świadczeń.
Termin ten wywodzi się z krytyki systemów, w których prywatne podmioty (w tym przypadku przedsiębiorcy) czerpią pełne korzyści ze swojej działalności, ale w sytuacji wystąpienia wysokich kosztów lub ryzyka, ciężar finansowy przerzucany jest na całe społeczeństwo. W kontekście składki zdrowotnej argument ten brzmi następująco: przedsiębiorca płaci stałą, relatywnie niską kwotę (ryczałt), niezależnie od tego, czy zarabia 5 tysięcy, czy 50 tysięcy złotych miesięcznie. Jednak gdy zachoruje na skomplikowaną chorobę nowotworową lub ulegnie poważnemu wypadkowi, koszt jego leczenia – idący często w setki tysięcy złotych – pokrywa Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ).
NFZ jest zasilany głównie ze składek osób pracujących na etatach, które płacą procent od swojego wynagrodzenia. W ten sposób powstaje dysproporcja: osoba na etacie zarabiająca średnią krajową może wpłacać do systemu więcej niż zamożny przedsiębiorca na ryczałcie, mimo że oboje mają prawo do identycznego, nielimitowanego zakresu usług medycznych.
System publicznej ochrony zdrowia w Polsce opiera się na zasadzie solidaryzmu. Oznacza to, że wysokość składki nie jest powiązana z ryzykiem zdrowotnym (jak w prywatnych ubezpieczeniach), lecz z możliwościami płatniczymi obywatela. Z tej perspektywy ryczałtowa składka dla JDG jest wyłamaniem się z tej zasady.
Z drugiej strony, środowiska przedsiębiorców podnoszą argumenty o specyfice prowadzenia własnej firmy:
Jednak z punktu widzenia matematyki systemu ubezpieczeń, jeśli duża grupa osób o wysokich dochodach płaci niską, stałą składkę, to w budżecie na leczenie powstaje luka, którą muszą załatać inni podatnicy lub która skutkuje obniżeniem jakości usług dla wszystkich.
Warto zwrócić uwagę na istotny szczegół, o którym wspominasz: zakres usług. Prywatne pakiety medyczne, które są popularne wśród osób na JDG, oferują szybki dostęp do internisty, dermatologa czy podstawowych badań diagnostycznych. Są to usługi relatywnie tanie w utrzymaniu dla ubezpieczyciela.
Prawdziwe koszty generuje medycyna wysokospecjalistyczna:
Prywatne firmy ubezpieczeniowe rzadko podejmują się finansowania takich przypadków, ponieważ byłoby to dla nich nieopłacalne. W efekcie, nawet osoba korzystająca wyłącznie z prywatnych klinik, w sytuacji zagrożenia życia trafia do szpitala publicznego. Jeśli jej wkład do systemu był minimalny (ryczałtowy), a koszty ratowania życia ogromne, mamy do czynienia z klasycznym przykładem transferu ryzyka na ogół społeczeństwa.
Czy wiesz, że jeden dzień pobytu pacjenta na Oddziale Intensywnej Terapii (OIT) może kosztować NFZ od 5 do nawet 15 tysięcy złotych? Jeśli pacjent przebywa tam miesiąc, koszt samej hospitalizacji przekracza 200 tysięcy złotych. To równowartość kilkunastu lat płacenia ryczałtowej składki zdrowotnej przez przedsiębiorcę.
Odpowiedź na to pytanie zależy od przyjętej definicji sprawiedliwości.
Wprowadzenie Polskiego Ładu w 2022 roku, który uzależnił składkę zdrowotną od dochodu również dla przedsiębiorców, było próbą uszczelnienia tego systemu i zbliżenia go do modelu solidarnościowego. Postulaty powrotu do ryczałtu są więc postrzegane przez ekonomistów prospołecznych jako krok wstecz, który faworyzuje osoby zamożniejsze kosztem stabilności całego systemu ochrony zdrowia.
Analizując Twoje pytanie, można uznać, że ryczałtowa składka zdrowotna rzeczywiście nosi znamiona prywatyzacji zysków i uspołecznienia strat w specyficznym ujęciu medycznym. Przedsiębiorca zachowuje większą część swojego dochodu (zysk), ale w przypadku katastrofalnego zdarzenia zdrowotnego (strata/ryzyko), koszty jego ratowania ponosi ogół podatników, mimo że jego relatywny wkład do systemu był znacznie niższy niż osób o podobnych dochodach zatrudnionych na umowę o pracę.
Z drugiej strony, zwolennicy ryczałtu argumentują, że przedsiębiorcy są "silnikiem gospodarki" i nadmierne obciążanie ich daninami na rzecz niewydolnego systemu NFZ jest karaniem za przedsiębiorczość. Spór ten pozostaje jednym z fundamentalnych konfliktów interesów w polskim systemie podatkowym, w którym nie ma jednego, obiektywnie "prawidłowego" rozwiązania, a jedynie wybór między różnymi modelami społecznymi.