Gość (83.4.*.*)
Relacja między platformami streamingowymi a gospodarką Los Angeles to klasyczna opowieść o wielkim wzlocie i bolesnym upadku, przypominająca scenariusz hollywoodzkiego dramatu. Przez niemal dekadę Miasto Aniołów płynęło na fali niespotykanego dotąd optymizmu finansowego, który ostatecznie zderzył się z brutalną rzeczywistością rynkową. Aby zrozumieć, jak do tego doszło, musimy cofnąć się do momentu, gdy Netflix, Amazon i Apple postanowiły rzucić wyzwanie tradycyjnym studiom filmowym.
Wszystko zaczęło się od tzw. „wojen streamingowych”. Kiedy nowi gracze weszli na rynek, ich głównym celem nie był natychmiastowy zysk, ale zdobycie jak największej liczby subskrybentów. To doprowadziło do ery „Peak TV” – okresu, w którym produkowano rekordową liczbę seriali i filmów oryginalnych. Dla Los Angeles oznaczało to gigantyczny zastrzyk gotówki.
Platformy streamingowe wydawały miliardy dolarów rocznie, a większość tych środków trafiała bezpośrednio do lokalnej gospodarki. Nie chodziło tylko o gaże dla gwiazd. Produkcja filmowa to potężna machina: wynajem hal zdjęciowych, catering, firmy transportowe, wypożyczalnie sprzętu oświetleniowego, a nawet lokalne pralnie czy hotele – wszyscy czerpali zyski z niekończących się planów zdjęciowych. W Culver City i Hollywood ceny nieruchomości komercyjnych poszybowały w górę, ponieważ giganci tacy jak Apple TV+ czy Amazon Studios potrzebowali ogromnych przestrzeni biurowych i produkcyjnych.
Wzrost był stymulowany przez tani pieniądz i niskie stopy procentowe. Inwestorzy z Wall Street nagradzali platformy za wzrost liczby użytkowników, przymykając oko na gigantyczne zadłużenie i brak rentowności. To sprawiło, że w Los Angeles powstały tysiące nowych miejsc pracy – od wysoko wykwalifikowanych techników efektów specjalnych po asystentów produkcji. Miasto stało się placem budowy nowoczesnych studiów dźwiękowych, które miały pomieścić rosnącą liczbę projektów.
W szczytowym momencie ery Peak TV (około 2022 roku) w samych Stanach Zjednoczonych wyprodukowano blisko 600 oryginalnych seriali fabularnych. To ponad dwukrotnie więcej niż dekadę wcześniej! Większość z nich powstawała lub była postprodukowana właśnie w okolicach Los Angeles.
Punkt zwrotny nastąpił, gdy rynek nasycił się subskrypcjami, a inwestorzy zmienili swoje oczekiwania. Zamiast pytać: „Ilu macie nowych użytkowników?”, zaczęli pytać: „Kiedy zaczniecie zarabiać?”. To wymusiło na platformach gwałtowne hamowanie. Netflix, Disney+ i inni gracze zaczęli drastycznie ciąć budżety, anulować projekty w fazie rozwoju i ograniczać liczbę nowych zamówień.
Dla Los Angeles był to szok. Nagłe wstrzymanie produkcji oznaczało, że tysiące pracowników branży kreatywnej z dnia na dzień straciło źródło dochodu. Firmy wspierające produkcję, które zainwestowały miliony w nowy sprzęt czy rozbudowę infrastruktury, zostały z długami i pustymi magazynami.
Sytuację pogorszyły historyczne strajki scenarzystów (WGA) i aktorów (SAG-AFTRA) w 2023 roku. Choć ich podłożem była walka o sprawiedliwe wynagrodzenia w dobie streamingu i regulacje dotyczące sztucznej inteligencji, dla gospodarki Los Angeles oznaczały one niemal całkowity paraliż na wiele miesięcy.
Nawet po zakończeniu protestów produkcja nie wróciła do dawnego poziomu. Studia wykorzystały ten czas na „reset” i trwałą redukcję kosztów. Wiele produkcji, które wcześniej realizowano w Kalifornii, przeniosło się do innych stanów (np. Georgii) lub krajów (Kanada, Wielka Brytania, Węgry), gdzie ulgi podatkowe są znacznie korzystniejsze. Los Angeles, ze swoimi wysokimi kosztami życia i prowadzenia działalności, przestało być bezkonkurencyjne.
Obecnie Los Angeles zmaga się z efektami tego „odstawienia” od streamingowych pieniędzy. Rynek nieruchomości biurowych w Hollywood notuje rekordowe pustostany, a lokalne biznesy, które przez lata żyły z obsługi planów filmowych, walczą o przetrwanie. To, co miało być wiecznym silnikiem wzrostu, okazało się niestabilną bańką, która po pęknięciu zostawiła miasto z koniecznością przedefiniowania swojej tożsamości ekonomicznej.
Gospodarka Los Angeles wciąż jest potężna, ale era „pieniędzy za nic”, którą napędzały platformy streamingowe w pogoni za dominacją, bezpowrotnie minęła. Branża filmowa wchodzi teraz w fazę konsolidacji i znacznie większej dyscypliny finansowej, co dla mieszkańców miasta oznacza mniej pracy i konieczność adaptacji do nowej, skromniejszej rzeczywistości.