Gość (37.30.*.*)
Temat składki zdrowotnej to obecnie jeden z najgorętszych punktów zapalnych w dyskusjach między przedsiębiorcami a rządem. Jeszcze kilka lat temu składka ta była postrzegana jako stały, przewidywalny koszt prowadzenia działalności. Jednak po wprowadzeniu reform w ramach Polskiego Ładu, zasady gry drastycznie się zmieniły. Dziś wielu ekonomistów, doradców podatkowych i prawników otwarcie przyznaje: składka zdrowotna dla osób na jednoosobowej działalności gospodarczej (JDG) straciła swój ubezpieczeniowy charakter i stała się de facto dodatkowym podatkiem dochodowym.
W klasycznym ujęciu ubezpieczeniowym wysokość składki powinna być w jakiś sposób powiązana z ryzykiem lub zakresem ochrony. W przypadku komercyjnych polis zdrowotnych, płacąc więcej, otrzymujemy szerszy pakiet usług lub szybszy dostęp do lekarzy. W publicznym systemie ochrony zdrowia w Polsce ta zasada nie obowiązuje. Bez względu na to, czy przedsiębiorca przelewa do ZUS 400 zł, czy 4000 zł miesięcznie, w kolejce do kardiologa czy na zabieg operacyjny stoi dokładnie tak samo długo jak osoba pracująca na minimalnej krajowej.
Specjaliści podkreślają, że to właśnie brak ekwiwalentności jest głównym argumentem za uznaniem składki za podatek. Skoro wysokość daniny zależy od dochodu, a nie od zakresu otrzymywanych świadczeń, to wypełnia ona definicję podatku – czyli przymusowego, bezzwrotnego i nieodpłatnego świadczenia pieniężnego na rzecz państwa.
Kluczowym argumentem w debacie ekspertów jest zmiana, która zaszła w 2022 roku. Przed Polskim Ładem większość składki zdrowotnej (7,75% podstawy wymiaru) można było odliczyć bezpośrednio od podatku dochodowego. W praktyce oznaczało to, że realny koszt składki dla przedsiębiorcy był marginalny.
Obecnie sytuacja wygląda zupełnie inaczej:
Eksperci podatkowi zauważają, że likwidacja możliwości odliczenia składki od podatku sprawiła, iż stała się ona po prostu kolejnym obciążeniem fiskalnym, które zwiększa efektywne opodatkowanie pracy i przedsiębiorczości.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych aspektów, na który wskazują specjaliści, jest konieczność zapłaty składki zdrowotnej od sprzedaży środków trwałych, np. samochodu firmowego. Z punktu widzenia medycznego, sprzedaż auta nie zwiększa zapotrzebowania przedsiębiorcy na opiekę lekarską, a jednak generuje obowiązek zapłaty składki. To dla wielu ekspertów ostateczny dowód na to, że danina ta ma charakter wyłącznie dochodowy.
Z drugiej strony, ekonomiści sprzyjający obecnym rozwiązaniom lub przedstawiciele resortów finansów i zdrowia, często przywołują zasadę solidaryzmu społecznego. Argumentują oni, że system ochrony zdrowia jest dobrem wspólnym, a osoby zarabiające więcej powinny w większym stopniu partycypować w kosztach jego utrzymania.
W tym ujęciu składka zdrowotna nie jest "ceną za usługę", ale "wkładem w system". Specjaliści od polityki społecznej wskazują, że w wielu krajach europejskich systemy są finansowane bezpośrednio z podatków, a Polska, poprzez uzależnienie składki od dochodu, po prostu zbliżyła się do tego modelu, zachowując jedynie nazewnictwo "składki".
W debatach prawnych często pojawia się wątek konstytucyjnej zasady równości i sprawiedliwości społecznej. Część prawników podnosi, że obecny system różnicuje obywateli w sposób nieuzasadniony. Przykładowo, przedsiębiorca na ryczałcie przy bardzo wysokich przychodach może płacić kwotowo niższą składkę niż przedsiębiorca na skali podatkowej o znacznie mniejszych dochodach.
Takie nierówności sprawiają, że system staje się nieczytelny i budzi poczucie niesprawiedliwości. Eksperci zajmujący się prawem daninowym często postulują powrót do zryczałtowanej składki zdrowotnej lub wprowadzenie górnego limitu (tzw. trzydziestokrotności, podobnie jak w przypadku składek emerytalno-rentowych), aby uniknąć sytuacji, w której składka staje się "karą za sukces".
Obecnie w przestrzeni publicznej trwają intensywne prace nad reformą składki zdrowotnej. Propozycje są różne – od powrotu do stałej kwoty, przez wprowadzenie kilku progów ryczałtowych, aż po całkowite zniesienie składki od sprzedaży środków trwałych.
Specjaliści są jednak sceptyczni co do możliwości szybkiego powrotu do zasad sprzed 2022 roku. Powód jest prosty: budżet Narodowego Funduszu Zdrowia jest uzależniony od tych wpływów. Każda obniżka składki dla przedsiębiorców oznacza miliardowe wyrwy w finansowaniu szpitali i przychodni. Dlatego też eksperci spodziewają się raczej "pudrowania" obecnego systemu i drobnych korekt niż rewolucji, która przywróciłaby składce jej pierwotny, czysto ubezpieczeniowy charakter.