Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie poranek w Unii Europejskiej, w której w życie wchodzi pakiet nowych, dość radykalnych danin. Choć na pierwszy rzut oka niektóre stawki wydają się niskie, ich skumulowany efekt mógłby wywrócić do góry nogami nie tylko nasze portfele, ale i krajobraz europejskich miast czy sposób, w jaki robimy zakupy. Taka rewolucja fiskalna dotknęłaby niemal każdego aspektu życia – od ogrzewania domu, przez wyjście na koncert, aż po przelewy zagraniczne.
Najbardziej drastyczną zmianą w tym zestawieniu jest bez wątpienia podatek od budynków z XIX wieku o niskiej klasie energetycznej (E–G). Stawka minimum 25 euro za metr kwadratowy rocznie to kwota, która dla wielu właścicieli nieruchomości byłaby wyrokiem.
Dla przykładu: właściciel mieszkania w starej kamienicy o powierzchni 70 m² musiałby zapłacić co najmniej 1750 euro (ok. 7500 zł) podatku rocznie. W skali całych budynków, gdzie powierzchnie liczy się w tysiącach metrów, kwoty te stają się astronomiczne. Co by to oznaczało w praktyce?
Wprowadzenie podatku od gazu ziemnego na poziomie minimum 0,1% za 1 m³ wydaje się zmianą kosmetyczną w porównaniu do opłat za nieruchomości. Przy obecnych cenach gazu, taka stawka procentowa od metra sześciennego nie wpłynęłaby znacząco na rachunki przeciętnego Kowalskiego. Jednak w skali całej gospodarki i przemysłu zużywającego miliardy metrów sześciennych, byłby to stabilny, choć niewielki wpływ do budżetu, promujący (symbolicznie) odchodzenie od paliw kopalnych.
Z kolei podatek od transferów międzynarodowych w wysokości 0,12 euro, trafiający bezpośrednio do budżetu UE, to klasyczny przykład "podatku Tobina" w mikroskali.
Nałożenie 5-procentowego podatku na cukier i olej palmowy to ruch typowo prozdrowotny i proekologiczny. Wiele krajów (w tym Polska) ma już podatek cukrowy, ale ujednolicenie go na poziomie UE i objęcie nim oleju palmowego zmieniłoby strukturę cenową w supermarketach.
Olej palmowy jest składnikiem tysięcy produktów: od ciastek i czekolad, po gotowe dania i kosmetyki. 5-procentowa danina mogłaby skłonić producentów do szukania zdrowszych i bardziej ekologicznych alternatyw (np. oleju rzepakowego czy słonecznikowego), aby uniknąć wyższych kosztów. Dla konsumenta oznaczałoby to niewielką podwyżkę cen przetworzonej żywności, ale potencjalnie lepszy skład produktów na półkach.
Ciekawym pomysłem jest 10-procentowa opłata od biletów na imprezy masowe, która miałaby trafiać bezpośrednio do policji. Organizacja meczów piłkarskich czy wielkich festiwali muzycznych zawsze wiąże się z ogromnym zaangażowaniem służb mundurowych, za co obecnie płacą wszyscy podatnicy.
Wprowadzenie takiej opłaty oznaczałoby, że:
Wprowadzenie tak zróżnicowanego pakietu podatkowego wymagałoby jednomyślności wszystkich państw członkowskich UE, co w obecnej sytuacji politycznej jest niemal niemożliwe. Największy opór budziłby podatek od budynków zabytkowych – kraje takie jak Włochy, Francja czy Polska, posiadające ogromne zasoby starej zabudowy, stanęłyby przed widmem kryzysu mieszkaniowego i konserwatorskiego.
Ciekawostka: Czy wiesz, że budynki odpowiadają za około 40% zużycia energii w Unii Europejskiej? To właśnie dlatego Bruksela tak mocno naciska na dyrektywy dotyczące charakterystyki energetycznej budynków (EPBD), choć proponowane tam rozwiązania są zazwyczaj znacznie łagodniejsze niż nagła opłata w wysokości 25 euro za metr.
Podsumowując, taki scenariusz fiskalny stworzyłby Europę droższą dla miłośników zabytków i rozrywki, ale potencjalnie zdrowszą i z silniejszym budżetem centralnym. Największym wyzwaniem byłaby jednak ochrona najuboższych przed skutkami tak gwałtownych zmian cenowych.