Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie świat, w którym skład chemiczny powietrza, którym oddychamy, ulega nagłej i precyzyjnej korekcie. Choć liczby rzędu ułamków procenta mogą wydawać się nieistotne, w skali globalnego ekosystemu i fizjologii człowieka są to zmiany, które mogłyby całkowicie odmienić nasze codzienne funkcjonowanie. Scenariusz, w którym atmosfera zyskuje więcej tlenu i pary wodnej, a traci dwutlenek węgla, przy jednoczesnym uderzeniu "wodnych" meteorów, to fascynująca mieszanka biologii, chemii i katastrofizmu.
Zwiększenie zawartości tlenu o 0,25% kosztem azotu wydaje się kosmetyczne, ale w rzeczywistości podniosłoby stężenie tlenu z obecnych około 20,95% do 21,2%. Dla ludzkiego organizmu oznaczałoby to nieco lepsze natlenienie tkanek. Sportowcy mogliby odczuć delikatny wzrost wydolności, a procesy regeneracyjne mogłyby przebiegać odrobinę szybciej.
Warto jednak pamiętać o "ciemnej stronie" tlenu. Nawet tak niewielki wzrost sprzyja szybszemu rozprzestrzenianiu się ognia. Pożary lasów mogłyby być trudniejsze do opanowania, a procesy utleniania (w tym starzenia się komórek pod wpływem wolnych rodników) mogłyby teoretycznie przyspieszyć, choć przy 0,25% mechanizmy obronne organizmu prawdopodobnie by sobie z tym poradziły.
Pojawienie się 0,001% podtlenku azotu ($N_2O$) oraz 0,0005% tlenku azotu ($NO$) to jeden z najbardziej intrygujących elementów tego scenariusza.
Spadek stężenia $CO_2$ o 0,0021% (czyli o 21 ppm) cofnąłby nas pod względem czystości powietrza o kilka dekad (obecnie mamy ok. 420 ppm). To zmiana pozytywna dla klimatu, działająca chłodząco. Jednak ten efekt zostałby z nawiązką zniwelowany przez wzrost pary wodnej o 0,055%.
Para wodna jest najsilniejszym gazem cieplarnianym. Dodanie 0,055% do globalnej atmosfery zwiększyłoby wilgotność powietrza, co uczyniłoby upały znacznie trudniejszymi do zniesienia (utrudnione parowanie potu). Mogłoby to również prowadzić do gwałtowniejszych zjawisk pogodowych, takich jak potężne burze i huragany.
Uderzenie od kilkudziesięciu do kilkuset meteorów niosących łącznie 6,4 miliarda ton wody brzmi jak scenariusz filmu science-fiction. Aby zrozumieć skalę:
Założenie mówi o spadku częstotliwości oddychania o dwa oddechy na minutę (z typowych 12-16 do 10-14). Z medycznego punktu widzenia jest to logiczne następstwo opisanych zmian:
Choć rzadsze oddychanie i więcej tlenu brzmią jak recepta na spokój, połączenie wysokiej wilgotności, tlenków azotu i skutków uderzeń meteorów stworzyłoby świat ekstremalnie niestabilny pogodowo. Z jednej strony mielibyśmy czystsze powietrze (mniej $CO_2$), z drugiej – niebezpieczne zjawiska atmosferyczne i ryzyko chemicznego zanieczyszczenia opadami kwasu azotowego.
Jeśli przyjmiemy, że masa atmosfery to około $5,15 \times 10^{18}$ kg, to:
W takim świecie człowiek czułby się prawdopodobnie nieco bardziej ociężały (przez wilgoć), ale paradoksalnie spokojniejszy (przez rzadszy oddech i śladowe ilości gazu rozweselającego).