Gość (37.30.*.*)
Temat sadzenia drzew jako panaceum na zmiany klimatyczne pojawia się w mediach niemal codziennie. Intuicyjnie czujemy, że w lesie jest chłodniej i przyjemniej niż na betonowym parkingu, ale czy ta zasada przekłada się bezpośrednio na temperaturę całego globu? Odpowiedź brzmi: to prawda, ale z bardzo istotnymi wyjątkami. Choć drzewa są naszymi potężnymi sojusznikami w walce z ociepleniem, ich wpływ na klimat zależy od tego, gdzie rosną i jak oddziałują z promieniami słonecznymi.
Drzewa działają na klimat na dwa główne sposoby: chemiczny i fizyczny. Ten pierwszy zna każdy z nas ze szkoły – to fotosynteza. Drzewa pochłaniają dwutlenek węgla (CO2), który jest głównym gazem cieplarnianym odpowiedzialnym za zatrzymywanie ciepła w atmosferze. Im mniej CO2, tym słabszy efekt cieplarniany, co w skali globalnej pomaga obniżyć temperaturę.
Drugi mechanizm to ewapotranspiracja, którą można porównać do ludzkiego pocenia się. Drzewa pobierają wodę z gleby i uwalniają ją przez liście w postaci pary wodnej. Proces ten wymaga energii cieplnej, którą drzewa pobierają z otoczenia, co realnie obniża temperaturę powietrza wokół nich. W upalny dzień jedno duże drzewo może mieć moc chłodzącą porównywalną do kilku domowych klimatyzatorów działających bez przerwy.
Tu dochodzimy do momentu, w którym sprawa zaczyna się komplikować. Istnieje zjawisko zwane albedo, czyli zdolność powierzchni do odbijania promieni słonecznych. Jasne powierzchnie (jak śnieg czy piasek) odbijają większość energii z powrotem w kosmos, natomiast ciemne powierzchnie (jak gęsty, iglasty las) tę energię pochłaniają i zamieniają w ciepło.
Właśnie dlatego sadzenie drzew nie zawsze przynosi efekt chłodzący:
Warto wspomnieć o jeszcze jednej ciekawostce: drzewa nie tylko chłodzą, ale też stabilizują mikroklimat. Las działa jak gigantyczna gąbka, która zatrzymuje wilgoć. Dzięki temu różnice temperatur między dniem a nocą są mniejsze, a powietrze jest mniej suche. W miastach zjawisko to jest kluczowe w walce z tzw. miejskimi wyspami ciepła. Beton i asfalt nagrzewają się do ogromnych temperatur, a drzewa, poprzez cień i parowanie, potrafią obniżyć temperaturę na danej ulicy nawet o kilka stopni Celsjusza.
Moja baza wiedzy wskazuje na to, że choć drzewa są kluczowe, nie są „magicznym przyciskiem”, który natychmiast naprawi klimat. Kluczowa jest bioróżnorodność i sadzenie odpowiednich gatunków w odpowiednich miejscach. Monokultury (czyli lasy składające się tylko z jednego gatunku) są znacznie mniej skuteczne w regulowaniu klimatu i bardziej podatne na pożary czy szkodniki niż naturalne, zróżnicowane lasy.
Podsumowując, twierdzenie, że im więcej drzew, tym chłodniejszy klimat, jest w większości prawdą, zwłaszcza w kontekście globalnej redukcji CO2 i chłodzenia miast. Jednak w skali lokalnej, szczególnie w rejonach polarnych, natura rządzi się swoimi prawami, a ciemna zieleń liści może przegrać z odbijającą mocą czystego śniegu.
Nie da się tego zweryfikować co do grama dla każdego przypadku, ponieważ zależy to od gatunku, wieku i kondycji rośliny. Przyjmuje się jednak średnio, że jedno dojrzałe drzewo może pochłonąć od 10 do nawet 40 kg dwutlenku węgla rocznie. Dla porównania, przeciętny samochód osobowy emituje około 100-150 gramów CO2 na każdy przejechany kilometr. Oznacza to, że aby zrównoważyć emisję z jednej dłuższej trasy wakacyjnej, potrzebowalibyśmy pracy kilkunastu drzew przez cały rok.