Gość (37.30.*.*)
Przyjmowanie syntetycznego hormonu wzrostu (somatotropiny) przez zdrowego nastolatka to temat, który budzi wiele kontrowersji, szczególnie w dobie kultu wysportowanej sylwetki i chęci osiągnięcia imponującego wzrostu. Warto jednak wiedzieć, że dawka 5 mg dziennie (co odpowiada około 15 jednostkom międzynarodowym – IU) jest dawką ogromną, wręcz ekstremalną, nawet dla dorosłych kulturystów, a co dopiero dla organizmu w fazie rozwoju.
Gdy zdrowy młody człowiek, którego przysadka mózgowa pracuje prawidłowo, zaczyna dostarczać hormon z zewnątrz, dochodzi do całkowitego rozregulowania gospodarki hormonalnej. Skutki takiego działania mogą być nieodwracalne i tragiczne w skutkach.
U nastolatka w wieku 12-18 lat proces wzrastania wciąż trwa, ponieważ nasady kości długich nie są jeszcze całkowicie zrośnięte. Podawanie tak wysokich dawek hormonu wzrostu może teoretycznie przyspieszyć wzrost, ale rzadko dzieje się to w sposób harmonijny. Zamiast wymarzonego wzrostu modela, może dojść do rozwoju gigantyzmu.
Jeśli jednak nasady kości zaczną się zamykać pod wpływem naturalnego dojrzewania, dodatkowy hormon wzrostu nie sprawi, że kości będą rosły na długość. Zamiast tego zaczną rosnąć na grubość. Jest to prosta droga do akromegalii – choroby, w której dochodzi do przerostu dłoni, stóp, żuchwy oraz łuków brwiowych. Twarz staje się "grubociosana", a buty i rękawiczki nagle przestają pasować. Co gorsza, zmiany te są trwałe i często wymagają interwencji chirurgicznej.
Hormon wzrostu ma silne działanie antagonistyczne wobec insuliny. Oznacza to, że podnosi poziom cukru we krwi, zmuszając trzustkę do morderczej pracy. Przy dawce 5 mg dziennie, organizm nastolatka bardzo szybko może rozwinąć insulinooporność, a w konsekwencji cukrzycę typu 2.
Wysoki poziom cukru we krwi w połączeniu z zaburzonym metabolizmem tłuszczów może prowadzić do przewlekłych stanów zapalnych w organizmie. Zamiast obiecywanej energii i siły, młody człowiek może zacząć odczuwać chroniczne zmęczenie, senność i problemy z koncentracją.
To jeden z najbardziej niebezpiecznych skutków ubocznych. Hormon wzrostu nie wybiera – stymuluje do podziałów wszystkie komórki, które posiadają odpowiednie receptory. Oznacza to, że rosną nie tylko mięśnie, ale również narządy wewnętrzne.
Hormon wzrostu silnie stymuluje produkcję czynnika IGF-1 (insulinopodobny czynnik wzrostu 1). Choć jest on niezbędny do rozwoju, jego nadmiar jest niezwykle niebezpieczny. IGF-1 jest paliwem dla komórek nowotworowych. Jeśli w organizmie nastolatka znajduje się choćby jedna zmutowana komórka (co zdarza się naturalnie), ogromne dawki hormonu mogą spowodować jej błyskawiczne namnażanie. Przyjmowanie 5 mg GH dziennie to drastyczne zwiększenie ryzyka zachorowania na raka w bardzo młodym wieku.
Nadmiar hormonu wzrostu powoduje rozrost tkanek miękkich, w tym ścięgien i więzadeł. Częstym skutkiem ubocznym jest zespół cieśni nadgarstka, wynikający z ucisku nerwu pośródkowego przez rozrastające się tkanki. Nastolatek może odczuwać drętwienie rąk, ból w stawach i ogólną sztywność, co paradoksalnie uniemożliwi mu uprawianie jakiegokolwiek sportu.
W medycynie, u dzieci z niedoborem hormonu wzrostu, dawki dobiera się bardzo precyzyjnie na kilogram masy ciała. Zazwyczaj oscylują one w granicach 0,02–0,05 mg na kilogram masy ciała na dobę. Dla nastolatka ważącego 70 kg, standardowa dawka lecznicza wynosiłaby około 1,4–3,5 mg... tygodniowo. Podawanie 5 mg dziennie to dawka ponad dziesięciokrotnie przekraczająca normy medyczne dla osób z realnym niedoborem.
Przyjmowanie tak wysokich dawek hormonu wzrostu przez zdrowego nastolatka to prosta droga do trwałego inwalidztwa. Organizm w tym wieku jest niezwykle plastyczny i wrażliwy na sygnały hormonalne. Sztuczne "popychanie" go do wzrostu za pomocą ekstremalnych dawek somatotropiny kończy się zazwyczaj deformacjami ciała, poważnymi chorobami metabolicznymi i nieodwracalnym uszkodzeniem serca. Każda suplementacja hormonalna powinna odbywać się wyłącznie pod ścisłą kontrolą endokrynologa i tylko w przypadku stwierdzonych medycznie niedoborów.