Gość (37.30.*.*)
Życie w wielkim mieście ma swoje tempo, urok i... wszechobecne światło. To właśnie ono jest największym wrogiem melatoniny, zwanej potocznie hormonem nocy. Jeśli zastanawiasz się, jak Twój organizm radzi sobie z produkcją tego związku, gdy za oknem świecą latarnie, a w pokoju mrugają diody routera, to ten temat jest właśnie dla Ciebie. Przyjrzymy się liczbom, biologii i temu, co by się stało, gdybyś nagle „podbił” swój poziom melatoniny o połowę.
W idealnych warunkach, czyli w całkowitej ciemności, poziom melatoniny w osoczu krwi dorosłego człowieka zaczyna gwałtownie rosnąć po zmroku, osiągając szczyt między godziną 2:00 a 4:00 nad ranem. Wartości te zazwyczaj mieszczą się w przedziale od 30 do 120 pg/ml (pikogramów na mililitr).
Niestety, duże miasto to synonim zanieczyszczenia światłem (tzw. light pollution). Ekspozycja na sztuczne światło, zwłaszcza to o barwie niebieskiej (smartfony, laptopy, nowoczesne latarnie LED), hamuje pracę szyszynki. Badania sugerują, że u osób przebywających w oświetlonych pomieszczeniach wieczorem, poziom melatoniny może być niższy o nawet 50% lub więcej w porównaniu do osób przebywających w ciemności.
W praktyce oznacza to, że mieszkaniec dużego miasta, który nie dba o zaciemnienie sypialni, może mieć w nocy stężenie melatoniny na poziomie zaledwie 20–40 pg/ml. To dolna granica normy, która często nie wystarcza do regenerującego, głębokiego snu.
Załóżmy scenariusz, w którym Twój organizm naturalnie wytworzył pewną ilość melatoniny, a Ty decydujesz się przyjąć dawkę odpowiadającą dokładnie połowie tego stężenia. Aby to zrozumieć, musimy przeprowadzić krótką symulację matematyczną.
Wynik: Twoje stężenie melatoniny wzrosłoby do 60 pg/ml.
Wzrost o 50% przy niskim poziomie wyjściowym (typowym dla miasta) prawdopodobnie przyniósłby pozytywne efekty, zbliżając Cię do „naturalnego” poziomu, jaki mielibyśmy w całkowitej ciemności.
Warto jednak pamiętać, że melatonina to nie lek nasenny w klasycznym wydaniu – ona jedynie „daje sygnał” organizmowi, że czas spać. Przyjęcie dodatkowych 50% przy i tak wysokim poziomie (np. 120 pg/ml) mogłoby już wywołać lekkie bóle głowy lub poranne „rozbicie”.
Melatonina ma bardzo krótki okres półtrwania (tzw. t½). W organizmie człowieka wynosi on zazwyczaj od 20 do 50 minut. To oznacza, że co około 40 minut stężenie melatoniny we krwi spada o połowę (jeśli szyszynka przestałaby ją produkować, a my patrzymy tylko na dawkę dodatkową).
Przyjmijmy średni czas półtrwania wynoszący 40 minut. Aby organizm niemal całkowicie usunął dodatkową dawkę, potrzeba około 4–5 okresów półtrwania:
Zatem skutki dodatkowej dawki byłyby odczuwalne przez około 2,5 do 3 godzin. Po tym czasie poziom melatoniny wróciłby do Twojego „standardowego” poziomu nocnego, dyktowanego przez warunki zewnętrzne (światło w mieście) i Twój rytm okołodobowy.
Nasze oczy posiadają specjalne komórki zwojowe zawierające melanopsynę. Są one niezwykle wrażliwe na światło niebieskie. Gdy to światło wpada do oka, przesyła sygnał do jądra nadskrzyżowaniowego w mózgu, które mówi szyszynce: „Ej, jeszcze jest dzień, wstrzymaj produkcję melatoniny!”. Dlatego nawet 50% wzrost melatoniny może nie pomóc, jeśli wciąż patrzymy w ekran telefonu – to walka z własną chemią mózgu.
Dla wielu osób mieszkających w aglomeracjach, suplementacja melatoniny w bardzo małych dawkach (często mniejszych niż te popularne 5 mg z apteki) pomaga zniwelować skutki zanieczyszczenia światłem. Jednak najzdrowszym sposobem na podniesienie jej poziomu o wspomniane 50% nie jest tabletka, lecz:
Nie mam dostępu do Twoich indywidualnych wyników badań krwi, więc powyższe dane opierają się na średnich wartościach fizjologicznych publikowanych w literaturze medycznej. Pamiętaj, że każdy organizm reaguje inaczej na zmiany hormonalne.