Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie mieszkańca polskiej wsi – osobę, która często żyje w rytmie natury, być może wstaje o świcie do obrządku lub pracy w gospodarstwie, a wieczorem cieszy się mniejszą ilością smogu świetlnego niż mieszkańcy dużych miast. Wprowadzenie do organizmu tak potężnego „koktajlu” substancji psychoaktywnych i prekursorów hormonów wywołałoby u takiej osoby prawdziwą biologiczną burzę. Przyjrzyjmy się, co dokładnie stałoby się z organizmem po przyjęciu tak ekstremalnych dawek.
Standardowe, fizjologiczne stężenie melatoniny w osoczu u zdrowego człowieka w nocy wynosi zazwyczaj od 60 do 200 pg/ml. Proponowane przez Ciebie dawki, które miałyby zwiększyć to stężenie o 1200, 2400, aż do 5400 pg/ml, są dawkami suprafizjologicznymi. Oznacza to, że przy najwyższym wariancie (5400 pg/ml), poziom „hormonu nocy” w organizmie byłby blisko 30-50 razy wyższy niż naturalny szczyt produkcyjny organizmu.
Dla mieszkańca wsi, którego szyszynka i tak prawdopodobnie pracuje lepiej dzięki mniejszej ekspozycji na światło niebieskie wieczorem, skutki byłyby natychmiastowe. Czas trwania głównego działania melatoniny przy tak wysokim stężeniu wynosiłby od 6 do nawet 10 godzin, jednak metabolizm (głównie w wątrobie) mógłby nie nadążyć z jej usuwaniem, co prowadziłoby do efektu „kaca melatoninowego” trwającego przez większą część następnego dnia.
Przyjęcie tak ogromnej dawki melatoniny wraz z 500 mg L-tryptofanu i 200 mg 5-HTP drastycznie zmieniłoby architekturę snu.
W Twoim zestawieniu pojawia się 5 mg witaminy D3. Warto zaznaczyć, że witamina D3 jest zazwyczaj dawkowana w jednostkach międzynarodowych (IU). 1 mg witaminy D3 to aż 40 000 IU. Dawka 5 mg oznacza więc przyjęcie 200 000 IU jednorazowo.
Dla mieszkańca wsi, który w sezonie letnim i tak ma sporo naturalnej witaminy D ze słońca, taka dawka uderzeniowa mogłaby być problematyczna. Co więcej, witamina D3 przyjęta wieczorem może hamować wydzielanie własnej melatoniny (ponieważ jest sygnałem „dnia” dla organizmu), co stworzyłoby potężny konflikt biologiczny z przyjętą sztucznie melatoniną. Z kolei 5 mg witaminy B6 to dawka bezpieczna, ale działająca jako kofaktor – drastycznie przyspieszyłaby przemianę tryptofanu i 5-HTP w serotoninę, a następnie w melatoninę, potęgując efekt „zalania” mózgu neuroprzekaźnikami.
Mieszkaniec wsi, który zazwyczaj musi być rano sprawny fizycznie, po takiej nocy mógłby czuć się fatalnie. Oto konkretne skutki:
Z naukowego punktu widzenia, więcej nie znaczy lepiej. Receptory melatoninowe w mózgu (MT1 i MT2) mają ograniczoną przepustowość. Gdy zostaną całkowicie wysycone (co dzieje się już przy znacznie mniejszych dawkach), nadmiar substancji po prostu krąży we krwi, obciążając wątrobę i powodując skutki uboczne, nie poprawiając już jakości snu.
Ciekawostka: W badaniach nad snem zauważono, że u osób starszych (często spotykanych w wiejskich społecznościach), których szyszynka naturalnie wapnieje i produkuje mniej melatoniny, dawki rzędu zaledwie 0,3 mg do 1 mg są często skuteczniejsze niż dawki 5 mg czy 10 mg. Nadmiar melatoniny może bowiem prowadzić do desensytyzacji receptorów – organizm przestaje na nią reagować, co w dłuższej perspektywie skutkuje chroniczną bezsennością.
Podsumowując, hipotetyczny mieszkaniec wsi po takiej dawce prawdopodobnie przespałby 10-12 godzin bardzo ciężkim, nienaturalnym snem pełnym halucynacji sennych, a kolejny dzień spędziłby w stanie skrajnego wyczerpania i dezorientacji, co mogłoby być wręcz niebezpieczne przy obsłudze maszyn rolniczych czy opiece nad zwierzętami.