Gość (83.4.*.*)
Temat zwolnienia dyscyplinarnego budzi ogromne emocje zarówno u pracowników, jak i pracodawców. To tzw. „wilczy bilet”, który zostaje w aktach i może skutecznie utrudnić znalezienie nowej posady. Często pojawia się pytanie: czy pracownik, który „wychodzi przed szereg” i domaga się od firmy czegoś, co nie wynika wprost z przepisów Kodeksu pracy, ryzykuje natychmiastową utratę pracy? Odpowiedź na to pytanie nie jest czarno-biała, ale prawo w dużej mierze stoi po stronie pracownika.
Zgodnie z art. 52 Kodeksu pracy, rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika (czyli popularna dyscyplinarka) jest możliwe tylko w konkretnych, ciężkich przypadkach. Pracodawca może sięgnąć po to narzędzie, gdy dojdzie do:
Kluczowe jest tu sformułowanie „ciężkie naruszenie”. Oznacza to, że działanie pracownika musi być albo umyślne, albo wynikać z rażącego niedbalstwa i realnie zagrażać interesom pracodawcy.
Samo zgłaszanie postulatów, próba negocjacji warunków pracy czy domaganie się benefitów, których prawo nie nakazuje (np. owocowych czwartków, dodatkowego ubezpieczenia czy wyższego standardu biurka), nie stanowi naruszenia obowiązków pracowniczych. Pracownik ma prawo do wyrażania swoich opinii i oczekiwań.
Jeżeli pracownik kulturalnie prosi o coś, co wykracza poza standardy ustawowe, pracodawca może po prostu odmówić. Nie może jednak za samą prośbę zwolnić go dyscyplinarnie. Taka decyzja sądu pracy byłaby niemal na pewno uznana za bezzasadną, a pracownik mógłby ubiegać się o przywrócenie do pracy lub odszkodowanie.
Granica między „wymaganiem” a „naruszeniem obowiązków” bywa cienka i zależy od formy, w jakiej pracownik zgłasza swoje roszczenia. Istnieją sytuacje, w których zachowanie pracownika może faktycznie dać podstawę do wyciągnięcia konsekwencji:
Jeśli pracownik uzależnia wykonanie swojej pracy od spełnienia jego pozaprawnych żądań (np. „nie wyślę raportu, dopóki nie dostanę nowego laptopa, mimo że obecny jest sprawny”), mamy do czynienia z klasycznym naruszeniem obowiązków. Odmowa wykonania zgodnego z prawem i umową polecenia to jedna z najczęstszych przyczyn dyscyplinarek.
Jeśli pracownik domaga się czegoś w sposób agresywny, obraża przełożonych, stosuje szantaż lub dezorganizuje pracę całego zespołu, pracodawca może uznać to za naruszenie zasad współżycia społecznego w zakładzie pracy. Choć sama prośba o „coś ekstra” nie jest winą, to forma jej wyrażenia może uderzać w dobre imię firmy lub porządek pracy.
Jeżeli pracownik, chcąc wymusić na pracodawcy określone świadczenia, zaczyna np. zniechęcać klientów do firmy lub wynosić poufne informacje, wchodzi na drogę, która prosto prowadzi do art. 52 Kodeksu pracy.
Polskie sądy stoją na stanowisku, że zwolnienie dyscyplinarne to środek nadzwyczajny. Pracodawca musi udowodnić, że wina pracownika była znaczna. W orzecznictwie podkreśla się, że nawet jeśli pracownik jest „trudny” w obyciu lub ma wygórowane oczekiwania, nie jest to wystarczający powód do dyscyplinarki. W takich przypadkach pracodawca, jeśli chce zakończyć współpracę, powinien raczej skorzystać ze zwykłego wypowiedzenia umowy (z zachowaniem okresu wypowiedzenia), a i tutaj musi podać konkretną, prawdziwą przyczynę.
Warto wiedzieć, że pracownik ma prawo do tzw. „dozwolonej krytyki” pracodawcy. Jeśli domaga się zmian, bo uważa, że obecne rozwiązania są nieefektywne, robi to w dobrej wierze i w odpowiedniej formie, jest chroniony przez prawo. Granicą jest jednak lojalność wobec pracodawcy – krytyka nie może przerodzić się w hejt czy działanie destrukcyjne dla firmy.
Jeśli pracodawca wręczył Ci dyscyplinarkę tylko dlatego, że prosiłeś o coś, co Ci się (według niego) nie należy, masz 21 dni na odwołanie się do sądu pracy. W takim procesie to na pracodawcy spoczywa ciężar dowodu – to on musi wykazać, że Twoje zachowanie było ciężkim naruszeniem obowiązków. Jeśli jedynym „grzechem” było zgłoszenie prośby o dodatkowy benefit lub poprawę warunków pracy, szanse na wygraną w sądzie są bardzo wysokie.
Podsumowując, samo wymaganie rzeczy ponadstandardowych nie jest podstawą do zwolnienia dyscyplinarnego. Kluczowe jest jednak to, czy przy okazji tych żądań nie dochodzi do zaniedbywania pracy lub naruszania dobrych obyczajów w firmie.