Gość (37.30.*.*)
Rok 1917 w Rosji to czas absolutnego chaosu, upadku caratu i poszukiwania nowej drogi przez naród wycieńczony I wojną światową. W tym tyglu zdarzeń pojawia się postać, która dla jednych stała się symbolem wyzwolenia, a dla innych – genialnym manipulatorem. Czy Włodzimierz Lenin faktycznie był jednym z największych populistów w historii? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy przyjrzeć się nie tylko jego słowom, ale przede wszystkim temu, jak bezbłędnie potrafił odczytać nastroje społeczne i przekuć je w polityczny kapitał.
Współczesne definicje populizmu często wskazują na oferowanie prostych rozwiązań dla bardzo złożonych problemów. W 1917 roku Lenin doprowadził tę sztukę do perfekcji. Podczas gdy Rząd Tymczasowy kluczył, obiecując reformy „po wojnie” i lojalność wobec aliantów, Lenin uderzył w trzy najczulsze punkty rosyjskiego społeczeństwa.
Hasło „Pokój, ziemia i chleb” (Mir, ziemlja i chleb) stało się fundamentem jego sukcesu. Było ono genialne w swojej prostocie:
Lenin nie bawił się w zawiłe wykłady z „Kapitału” Marksa przed szeroką publicznością. Wiedział, że w dobie kryzysu tłum nie chce teorii ekonomicznej – chce konkretu, który obiecuje natychmiastową poprawę bytu.
Kiedy Lenin wrócił do Rosji w słynnym „zaplombowanym wagonie” w kwietniu 1917 roku, nawet jego partyjni koledzy byli zszokowani jego radykalizmem. W tzw. Tezaj kwietniowych odrzucił jakąkolwiek współpracę z Rządem Tymczasowym. To klasyczne zagranie populistyczne: wyraźny podział na „my” (lud, rady) i „oni” (skorumpowana elita, burżuazja).
Stosując retorykę „cała władza w ręce rad”, Lenin obiecywał oddanie sterów państwa bezpośrednio w ręce robotników i żołnierzy. W rzeczywistości budował grunt pod dyktaturę jednej partii, ale w 1917 roku brzmiało to jak najbardziej demokratyczna i oddolna propozycja świata. To właśnie ta zdolność do nazywania aspiracji mas i przeciwstawiania ich „złym elitom” czyni go podręcznikowym przykładem lidera populistycznego tamtego okresu.
Lenin był mistrzem adaptacji. Choć oficjalnie gardził „drobnomieszczańskimi” postulatami, bez wahania przejął program partii eserowców (socjalistów-rewolucjonistów) dotyczący reformy rolnej, ponieważ wiedział, że to właśnie on cieszy się największym poparciem wśród chłopów. Był to czysty pragmatyzm ubrany w szaty troski o lud.
Często debatuje się nad tym, czy Lenin wierzył w swoje populistyczne hasła, czy były one jedynie narzędziem do zdobycia władzy. Z perspektywy historycznej trudno odmówić mu głębokiego ideologicznego fanatyzmu. Jednak w 1917 roku jego metoda była czysto populistyczna.
Wielu historyków podkreśla, że Lenin posiadał rzadką umiejętność upraszczania rzeczywistości do czarno-białych barw. W jego przemówieniach nie było miejsca na niuanse. Świat dzielił się na wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych. Taka narracja jest niezwykle skuteczna w czasach wielkich kryzysów, ponieważ zdejmuje z jednostki ciężar analizy i wskazuje konkretnego winnego wszystkich nieszczęść.
Czy słusznie uważa się go za jednego z największych populistów? Jeśli miarą populizmu jest zdolność do zmobilizowania mas przeciwko istniejącemu porządkowi za pomocą chwytliwych, choć trudnych do realizacji w sposób pokojowy haseł – to odpowiedź brzmi: tak.
Lenin nie tylko obiecał ludziom to, czego najbardziej pragnęli, ale zrobił to w momencie, gdy tradycyjne instytucje państwa przestały funkcjonować. Jego populizm nie był jednak celem samym w sobie, lecz taranem, który miał zburzyć stary świat. To, co nastąpiło później – budowa totalitarnego państwa i terror – pokazuje, że populistyczne obietnice „władzy dla ludu” często kończą się w miejscu, którego ten lud zupełnie się nie spodziewał.
W 1917 roku Lenin udowodnił, że kontrola nad językiem i emocjami tłumu jest potężniejszą bronią niż armie. Jego strategia stała się wzorcem dla wielu późniejszych liderów politycznych, którzy zrozumieli, że w polityce często nie wygrywa ten, kto ma rację, ale ten, kto potrafi najgłośniej i najprościej nazwać ból społeczeństwa.