Gość (83.4.*.*)
Wybór Gabriela Narutowicza na pierwszego prezydenta II Rzeczypospolitej w grudniu 1922 roku był jednym z najbardziej dramatycznych momentów w historii polskiego parlamentaryzmu. Choć cała procedura odbyła się zgodnie z prawem, wywołała falę nienawiści, która ostatecznie doprowadziła do tragedii. Spór o to, czy Narutowicz został „narzucony” przez mniejszości narodowe, podzielił społeczeństwo na dwa wrogie obozy. Przyjrzyjmy się argumentom, które wówczas rozpalały emocje na ulicach Warszawy.
Środowiska prawicowe, skupione głównie wokół Narodowej Demokracji (Endecji), sformułowały bardzo ostry przekaz. Ich zdaniem wybór Narutowicza był policzkiem dla narodu polskiego. Jakie konkretnie argumenty wysuwali?
Zupełnie inaczej sytuację widziała lewica, centrum oraz sami przedstawiciele mniejszości. Dla nich wybór Narutowicza był triumfem demokracji i nowoczesnego państwa.
Niestety, argumenty merytoryczne szybko ustąpiły miejsca agresji. Warszawa stała się areną demonstracji, podczas których wznoszono okrzyki „Precz z Narutowiczem!”. Sam prezydent w drodze na zaprzysiężenie był obrzucany grudami śniegu i błotem.
Nagonka prowadzona w prasie prawicowej, gdzie pisano o „zawaleniu się polskiej struktury państwowej”, zradykalizowała Eligiusza Niewiadomskiego. Zaledwie kilka dni po objęciu urzędu, 16 grudnia 1922 roku, malarz i sympatyk prawicy zastrzelił Gabriela Narutowicza w galerii Zachęta.
Mało kto wie, że Gabriel Narutowicz początkowo w ogóle nie planował startować w wyborach. Zgodził się na kandydowanie w ostatniej chwili, głównie pod namową kolegów z PSL „Wyzwolenie”. Sam uważał, że jego szanse są znikome, a rola kandydata jest jedynie symboliczna. Kiedy ogłoszono wyniki, był autentycznie zaskoczony i – jak wspominają świadkowie – niezbyt szczęśliwy z powodu ogromnej odpowiedzialności, jaka na niego spadła.
Warto też dodać, że Narutowicz był blisko spokrewniony z Józefem Piłsudskim (byli kuzynami), co dodatkowo podsycało niechęć Endecji, która od lat toczyła ostry spór z Marszałkiem. Tragiczna śmierć prezydenta stała się dla Polski bolesną lekcją o tym, jak niebezpieczna może być mowa nienawiści i kwestionowanie demokratycznych wyborów w imię nacjonalistycznych haseł.