Gość (37.30.*.*)
Ucieczka Stanisława Mikołajczyka z Polski w październiku 1947 roku to jeden z najbardziej dramatycznych i kontrowersyjnych momentów w powojennej historii naszego kraju. Postać Bolesława Drobnera, który ostrzegł lidera PSL o planowanym aresztowaniu, pojawia się w tej opowieści jako kluczowy element układanki. Czy był to odruch serca starego socjalisty, czy może element wyrafinowanej gry bezpieki? Odpowiedź na to pytanie nie jest czarno-biała, ale analiza faktów historycznych pozwala rzucić nowe światło na tę sprawę.
Bolesław Drobner był postacią nietuzinkową – przedwojenny socjalista, pierwszy powojenny prezydent Wrocławia, człowiek o niewyparzonym języku i silnym kręgosłupie moralnym, co nie zawsze podobało się nowej władzy. Choć należał do obozu współpracującego z komunistami, zachował pewną dozę niezależności.
Informacja o tym, że Mikołajczyk ma zostać aresztowany i prawdopodobnie skazany na śmierć w pokazowym procesie, dotarła do Drobnera kanałami partyjnymi. Podczas jednego ze spotkań w Sejmie, Drobner miał przekazać Mikołajczykowi wymowne ostrzeżenie. Historycy do dziś spierają się, czy zrobił to z własnej inicjatywy, ryzykując głową, czy też pozwolono mu to zrobić.
Wiele wskazuje na to, że ostrzeżenie przekazane przez Drobnera wpisywało się w taktykę tzw. złotego mostu. Komuniści z PPR (Polskiej Partii Robotniczej) oraz ich mocodawcy z Moskwy stanęli przed ogromnym dylematem. Stanisław Mikołajczyk był nie tylko liderem największej opozycyjnej partii (PSL), ale także byłym premierem rządu RP na uchodźstwie, rozpoznawalnym na całym świecie.
Aresztowanie i proces Mikołajczyka niosły ze sobą ogromne ryzyko:
Większość współczesnych historyków skłania się ku tezie, że ucieczka Mikołajczyka była komunistom „na rękę”. Choć oficjalnie propaganda grzmiała o „tchórzliwej ucieczce agenta imperializmu”, w rzeczywistości aparat bezpieczeństwa (UB) prawdopodobnie celowo nieszczelnie pilnował granic i pozwalał na przecieki informacji o planowanym aresztowaniu.
Działanie Drobnera mogło być zatem elementem tej gry. Jeśli informacja o areszcie dotarła do Mikołajczyka z kilku źródeł (a wiemy, że ostrzegali go także inni, w tym niektórzy dyplomaci), stawała się ona wiarygodna i zmuszała go do podjęcia natychmiastowej decyzji o opuszczeniu Polski.
Czy Bolesław Drobner wiedział, że jest narzędziem w rękach bezpieki? To mało prawdopodobne. Drobner był znany z impulsywności i autentycznej wiary w ideały socjalistyczne, które nie zakładały fizycznej eliminacji przeciwników politycznych o takim formacie jak Mikołajczyk. Można przypuszczać, że działał w dobrej wierze, chcąc uratować życie koledze z ław poselskich.
Jednak z punktu widzenia technologii sprawowania władzy przez komunistów, jego „nielojalność” została wykorzystana perfekcyjnie. Mikołajczyk wyjechał ukryty w ciężarówce z transportem mienia dyplomatycznego, a Polska na dekady straciła szansę na legalną opozycję.
Co ciekawe, sam Bolesław Drobner nie poniósł surowych konsekwencji za swoje ostrzeżenie, co dodatkowo wzmacnia tezę, że jego zachowanie było władzy na rękę. Choć bywał odsuwany na boczny tor i krytykowany za „odchylenia”, dożył późnej starości jako barwna postać polskiej lewicy, pozostając w pamięci mieszkańców Wrocławia jako człowiek, który mimo systemu starał się zachować resztki przyzwoitości.
Podsumowując, ucieczka Stanisława Mikołajczyka była wynikiem splotu wielu okoliczności. Ostrzeżenie Drobnera, choć mogło wynikać z osobistej odwagi, idealnie wpasowało się w strategię komunistów, którzy woleli mieć Mikołajczyka za granicą jako „zdrajcę” niż w kraju jako „męczennika”.