Gość (37.30.*.*)
Wyobrażenie sobie dziecka pijącego piwo do śniadania może wydawać się nam dzisiaj co najmniej kontrowersyjne, by nie powiedzieć – skandaliczne. Jednak w realiach średniowiecznej Europy był to widok całkowicie normalny i, co ciekawe, poparty bardzo logicznymi (choć nieświadomymi z punktu widzenia mikrobiologii) przesłankami. Twierdzenie, że picie cienkusza było zdrowsze niż picie wody, nie jest mitem – to fakt wynikający z ówczesnych warunków sanitarnych.
Głównym problemem średniowiecznych miast i osad nie był brak wody, ale jej tragiczna jakość. W tamtych czasach nie istniało pojęcie kanalizacji w nowoczesnym tego słowa znaczeniu, a wiedza o bakteriach i wirusach była zerowa. Ścieki z domostw, odpady z garbarni (pełne toksycznych chemikaliów) oraz nieczystości odzwierzęce trafiały prosto do rzek i strumieni, które jednocześnie stanowiły źródło wody pitnej.
Picie surowej wody z niepewnego źródła było rosyjską ruletką. Cholera, czerwonka czy dur brzuszny były na porządku dziennym. Ludzie zauważyli prostą zależność: ci, którzy pili wodę, częściej chorowali i umierali na dolegliwości żołądkowe, podczas gdy konsumenci piwa cieszyli się znacznie lepszym zdrowiem.
Warto wyjaśnić, że średniowieczne piwo, a zwłaszcza wspomniany cienkusz (nazywany też piwem lekkim lub małym piwem), znacznie różniło się od dzisiejszych kraftowych IPA czy mocnych lagerów. Cienkusz był produktem „drugiego rzutu” – powstawał z ponownego zalania wodą słodu, który został już raz wykorzystany do produkcji mocniejszego piwa.
Miał on bardzo niską zawartość alkoholu, zazwyczaj w granicach od 0,5% do 2%. Dzięki temu nie upijał tak jak standardowe trunki, ale zachowywał kluczowe właściwości prozdrowotne. Dla ówczesnych ludzi był to napój codzienny, traktowany bardziej jako element diety niż używka.
Dlaczego cienkusz był bezpieczny? Odpowiedź tkwi w procesie produkcji, choć średniowieczni piwowarzy nie do końca rozumieli, dlaczego ich metoda działa.
W średniowieczu piwo było cenione nie tylko za bezpieczeństwo mikrobiologiczne, ale i za wartości odżywcze. Nazywano je „płynnym chlebem”, ponieważ zawierało sporo witamin z grupy B, minerałów oraz kalorii pochodzących z ziarna. W czasach, gdy o zbilansowaną dietę było trudno, cienkusz stanowił istotne uzupełnienie codziennych posiłków, dostarczając energii do ciężkiej pracy fizycznej.
Tak, dzieci w średniowieczu regularnie piły cienkusz. Skoro woda mogła je zabić, a mleko było trudno dostępne (i szybko się psuło), lekkie piwo było najbezpieczniejszą alternatywą. Niska zawartość alkoholu sprawiała, że nie powodowało ono silnego odurzenia u młodych organizmów, a jednocześnie nawadniało i dostarczało niezbędnych składników odżywczych.
W klasztorach i bogatszych domostwach racje cienkusza były ściśle określone. Mnisi, którzy często zajmowali się warzeniem, uznawali piwo za napój postny, co pozwalało na jego spożywanie nawet w okresach wyrzeczeń kulinarnych.
Należy jednak unikać stwierdzenia, że w średniowieczu w ogóle nie pito wody. Ludzie doskonale wiedzieli, że woda z górskiego potoku lub głębokiej, czystej studni jest dobra. Jeśli ktoś miał dostęp do pewnego źródła, korzystał z niego chętnie. Problem pojawiał się w miastach i gęsto zaludnionych wioskach, gdzie zanieczyszczenie wód powierzchniowych było powszechne. W takich miejscach cienkusz stawał się nie tyle wyborem, co koniecznością przetrwania.
Podsumowując, choć dzisiaj podawanie dziecku piwa do obiadu wydaje się absurdalne, w średniowieczu była to jedna z najmądrzejszych decyzji zdrowotnych, jaką mogli podjąć rodzice. Cienkusz był barierą chroniącą przed epidemiami, które potrafiły wyludnić całe dzielnice.